Dawid Ilnicki | 01.11, 12:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Jedną z ciekawszych nowości dodanych w ostatnich dniach do oferty HBO Max jest argentyńsko-peruwiańska produkcja „Krwawe ulice“, pokazywana już w zeszłym roku na światowych festiwalach. Jej reżyser, Juan Martín Hsu, wyszedł od prawdziwych przypadków morderstw dokonywanych przez chińskie organizacje przestępcze i zrealizował film kryminalny skupiony na próbach ich rozbicia.

Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku w argentyńskiej prasie ukazała się seria reportaży o ogromnym problemie, jakim dla społeczeństwa stała się działalność chińskich gangów. Przestępcy działający w obrębie rodzimej diaspory nękali zwłaszcza właścicieli supermarketów, klasycznie oferując im „opiekę“ w zamian za spore sumy, sięgające nawet 50 tysięcy dolarów. Wobec tych, którzy odmawiali, bywali niezwykle brutalni: we wrześniu 2010 roku w Morón znaleziono martwego mężczyznę, do którego ktoś z bliskiej odległości oddał aż osiemnaście strzałów. Pod koniec 2015 roku dziennik „La Nación“ opublikował raport, według którego w Argentynie mogło dojść nawet do czterdziestu zabójstw przypisywanych chińskim organizacjom przestępczym, dokonanych na osobach, które nie chciały płacić haraczu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Te dramatyczne wydarzenia stały się podstawą drugiego filmu Juana Martína Hsu. Reżyser od początku swej kariery interesuje się doświadczeniem chińskich imigrantów mieszkających w Argentynie, o których opowiadał już jego pełnometrażowy debiut „La Salada“. Akcję najnowszego filmu umieszczono w Mendozie, gdzie według raportów policyjnych doszło do ponad 30 wymuszeń na właścicielach lokalnych sklepów. Hsu był też współautorem scenariusza produkcji rozwijanej od 2019 roku, którą w końcu zainteresowała się niezależna firma Procon Cine, współtworząca ostatecznie projekt wraz z peruwiańską Suena Perú. Film po raz pierwszy pokazano na zeszłorocznym Tallinn Black Nights Film Festival, gdzie nieprzypadkowo wzbudził spore zainteresowanie.

„Krwawe ulice“ to film, który łączy potrzebę opowiedzenia o palącym problemie argentyńskiego społeczeństwa ze scenariuszem, który mógłby posłużyć za podstawę rasowego kina gangsterskiego. Fabuła koncentruje się z jednej strony na właścicielach lokalnych chińskich sklepów, terroryzowanych przez gangsterów, a z drugiej na wysiłkach ambitnej prokurator Diany Belenguer, która zajmuje się tą sprawą. Początkowo ma ona duży problem, bo nie ma nawet do dyspozycji nikogo, kto mógłby tłumaczyć rozmowy nagrywane przez lokalne służby. W końcu otrzymuje jednak wsparcie w osobie oficera Li, oddelegowanego do pomocy w prowadzeniu śledztwa. W tle pojawia się też historia jednego z członków organizacji przestępczej, który postanawia uratować młodą kobietę przemyconą do Argentyny, i tym samym skończyć z dawnym życiem.

Film Juana Martína Hsu sugestywnie przedstawia życie chińskiej społeczności mieszkającej w Argentynie. Wrażenie robi zwłaszcza staranne odtworzenie miejsc akcji oraz zdjęcia, dzięki którym widz gładko wchodzi w świat stworzony przez autorów. Dobrze oddają oni dramatyczną sytuację właścicieli lokali terroryzowanych przez gangi. „Krwawe ulice“ to film pozbawiony najmniejszego sentymentu wobec świata przestępczego, tak częstego w wielu współczesnych produkcjach zachodnich. Gangsterzy są tu bezwzględnymi mordercami, gotowymi bez skrupułów zabić swoje ofiary na skinienie szefa. 


Niestety film jednocześnie wygląda tak, jakby twórcy nie do końca potrafili zdecydować, czy chcą zrealizować kameralny dramat z wątkiem kryminalnym, czy rasowe kino gatunkowe. Teoretycznie w scenariuszu nie brakuje postaci i wątków, które mogłyby stanowić podstawę filmu gangsterskiego. Mamy ambitną prokurator, nieświadomą lokalnych uwarunkowań, oraz przysłanego jej tłumacza, który z oczywistych względów pełni rolę jej „oczu i uszu“. Z tego oryginalnego zderzenia dwóch odmiennych perspektyw życiowych niewiele jednak wynika, poza sugestią, że oboje stają się sobie coraz bliżsi. Z drugiej strony intrygującym wątkiem jest narastający konflikt między jednym z członków gangu a szefostwem organizacji, który mógłby stać się podłożem ciekawego starcia w samej końcówce.

Być może jednak to, że nie dostaliśmy wciągającego thrillera kryminalnego, nie wynika z braku zdecydowania, lecz raczej z ubogich funduszy, przez które zabrakło odpowiedniej osoby, która zadbałaby o właściwy montaż scen. O ile bowiem do samych zdjęć rzeczywiście nie ma się co przyczepić, a w filmie zdarzają się piękne kadry, o tyle łatwo wskazać kilka sekwencji, którym przydałoby się mocniejsze zdynamizowanie, bez którego wypadają wręcz groteskowo. Skromny budżet czuć też w obsadzie, w której co jakiś czas trafia się wyjątkowo nieprzekonująca aktorsko scena.

Filmom takim jak „Krwawe ulice“, które wychodzą od poważnego problemu społecznego, w ciekawy sposób przedstawiają życie imigrantów i sprawiają wrażenie realizowanych za skromne pieniądze, naprawdę wiele można wybaczyć. Nie można jednak wybaczyć zmarnowanego potencjału. Ewidentnie bowiem czuć, że historia zmagań z chińskimi gangami mogła, a nawet powinna, stać się podstawą ciekawszego filmu. Zdecydowanie mocniej pogłębiającego niektóre postacie i lepiej tłumaczącego uwarunkowania, za sprawą których działalność przestępcza była przez laty tak efektywna. Przede wszystkim sprawniejszego pod względem technicznym, przez co zdecydowanie bardziej wciągającego. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • ciekawy, oryginalny punkt wyjścia
  • zdjęcia i charakteryzacja miejsc akcji
  • mimo wad ogląda się do końca w napięciu

Wady

  • scenariusz nie pozwala wykorzystać ciekawych postaci czy gatunkowych tropów
  • kiepski montaż dynamicznych sekwencji
  • momentami kiepskie aktorstwo

Argentyńsko-peruwiański film mógł być niezwykle interesującym gangsterskim dramatem, opowiadającym o ważnym społecznie problemie. Niestety zawodzi głównie na poziomie scenariusza i montażu.

5,0
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper