Ulepszeni (2025) - recenzja filmu [HBO MAX] Science fiction z odzysku
Podczas gdy horror przeżywa w ostatnich latach znakomity okres, trwa kryzys w kinie science fiction, który najlepiej widać w poziomie nisko- i średniobudżetowych filmów należących do tego gatunku. Zaświadcza o tym choćby przykład filmu “Ulepszeni”, który w zeszłym tygodniu pojawił się na stronie HBO MAX. Zrealizowanego przez Fina Timo Vuerensolę, który największe triumfy święcił niemal dwie dekady wcześniej, za sprawą bardzo nietypowej produkcji.
Dwie dekady temu Timo Vuorensola był młodym, bezczelnym twórcą z głową pełną przedziwnych pomysłów. Po raz pierwszy widzowie usłyszeli o nim za sprawą osobliwej, amatorskiej parodii klasycznego serialu „Star Wreck: In the Pirkinning”, wokół której szybko powstała niemała społeczność entuzjastów. To właśnie spośród tej grupy rekrutowała się większość amatorskich inwestorów, którzy zdecydowali się wesprzeć reżysera finansowo, gdy ten postanowił wraz ze swoją ekipą zrealizować jeszcze bardziej szalone „Iron Sky”. Połączenie kina akcji, komedii i science fiction, w gruncie rzeczy oparte na jednym absurdalnym pomyśle: chyląca się ku upadkowi niemiecka III Rzesza wysyła swoich przedstawicieli na Księżyc, aby dekady później mogli stamtąd rozpocząć kolejną inwazję na Ziemię.
Nietypowy koncept musiał spotkać się z gorącym przyjęciem dużej części widzów, nawet jeśli sam film ostatecznie okazał się dość zachowawczy — zwłaszcza w zestawieniu z mającym premierę rok wcześniej, doprawdy brawurowym australijskim serialem „Danger 5”, którego twórcy, Dario Russo i David Ashby, zdecydowali się na kompletne odpięcie wrotek. Owo porównanie z dzisiejszej perspektywy wydaje się zresztą znamienne, bowiem żaden późniejszy film fińskiego twórcy nie miał już w sobie choćby grama równie interesującego pomysłu. Vuorensola bez powodzenia próbował natomiast powracać do formuły, która zapewniła mu rozgłos i sławę, a w konsekwencji — niestety — otworzyła drogę do realizacji kolejnych produkcji gatunkowych.
Ulepszeni (2025) - recenzja i opinia o filmie [HBO MAX] Kompilacja motywów z wielu dystopijnych thrillerów
Jeszcze podczas prac nad zupełnie nieudolnym, quasi-katastroficznym thrillerem „97 minut do śmierci” Fin miał wpaść na pomysł dystopijnego thrillera science fiction, rozgrywającego się w świecie, w którym ludzkość została podzielona na dwie grupy: uprzywilejowaną elitę, mogącą korzystać z genetycznych ulepszeń zapewniających jej nie tylko przewagę fizyczną, lecz także, co za tym idzie, społeczną, oraz ludzi zepchniętych na margines, którzy nie otrzymali dostępu do tych modyfikacji. Za sprawą swoich rozlicznych kontaktów reżyser zdołał zapewnić projektowi finansowanie, w czym pomogło obsadzenie głównych ról Toma Feltona, kojarzonego przede wszystkim z postacią Draco Malfoya z filmów o Harrym Potterze, oraz niezwykle doświadczonego Richarda Brake’a. Zdjęcia do filmu nietypowo realizowano jednak w Kazachstanie, przy wsparciu tamtejszej infrastruktury filmowej. Wpłynęło to również na obsadę produkcji, w której znalazło się wielu miejscowych aktorów.
Nawet pobieżne streszczenie fabuły nie ma w tym wypadku większego sensu, gdyż stanowi ona kompilację motywów znanych z wielu dystopijnych thrillerów, w których społeczeństwo świata przedstawionego zostaje podzielone na dwie grupy, z których jedna zdecydowanie góruje nad drugą. Kwestią wyboru pozostaje jedynie to, gdzie wyznaczona zostanie linia tego podziału. W tym przypadku twórcy zdecydowali się na dobrze znaną koncepcję rozróżnienia ludzi genetycznie modyfikowanych od tych, którzy nie mogli poddać się takim zabiegom. Bodaj najpełniej wyrażonej w bardzo dobrym filmie z końcówki poprzedniej dekady, czyli „Gattace” Andrew Niccola. Z dziełem tym film Vuorensoli nie ma jednak właściwie nic wspólnego, koncentrując się przede wszystkim na odkrywaniu kolejnych, niezbyt interesujących powiązań oraz stopniowym odsłanianiu kluczowej intrygi.
Ulepszeni (2025) - recenzja i opinia o filmie [HBO MAX] Film pozbawiony polotu i charakteru
Napisanie scenariusza filmu fantastycznego nieopartego na kliszach i schematach znanych z przeszłości jest dziś praktycznie niemożliwe, dlatego sam fakt ich wykorzystywania nie jest jeszcze niczym złym. Kluczowe jest to w jaki sposób są one ogrywane. W przypadku “Ulepszonych” mamy do czynienia z tytułem pozbawionym polotu, jakiegokolwiek charakteru, co gorsza - w przeciwieństwie choćby do nieudanego, ale zdecydowanie lepszego brazylijskiego "Wyścigu bestii" - niepotrafiącego nawet dobrze zarysować kluczowego konfliktu pomiędzy obiema grupami, przez co filmowi właściwie od początku do końca brakuje właściwej stawki.
Trudno jednak, by było inaczej, skoro scenariusz pełen jest dziur i przedziwnych wyborów, niemających większego sensu, począwszy od tego, co łączy głównego bohatera, granego przez Toma Feltona, z wpływowym politykiem, w którego wciela się Richard Brake. O ile do dwójki wspomnianych odtwórców, mających już spory dorobek, trudno się przyczepić, gdyż starają się jak najlepiej wywiązać z obowiązku odegrania niedopracowanych, miernych postaci, o tyle reszta obsady wypada momentami wręcz tragicznie. Dubbingowanie lokalnych aktorów, zatrudnionych w istotnych dla fabuły rolach, tylko potęguje wrażenie sztuczności, jeszcze bardziej odpychającej od filmu.
Ktoś mógłby w tym momencie zapytać: po co w ogóle wspominać o tej produkcji? Wszak mamy tu do czynienia z jednym z wielu niskobudżetowych, rozrywkowych filmów science fiction, zrealizowanych zapewne po to, by wypełnić ofertę serwisów streamingowych. Osiem lat temu premierę miał bardzo dobry film “Upgrade” Leigh Whannella, fabularnie nieco powiązany z obrazem Vuorensoli, bo również oparty na pomyśle fizycznych usprawnień ludzkiego ciała. Zrealizowany za pięć razy mniejszą kwotę niż 15 milionów dolarów wydane na wyjątkowo marne widowisko fińskiego reżysera. Trudno o lepszy dowód postępującej inflacji, odnoszącej się jednak tym razem nie tylko do wartości pieniądza, ale również jakości pomysłów twórców realizujących obecnie fantastyczne widowiska.
Atuty
- już trailer uczciwie zapowiada katastrofę
- stosunkowo krótki
Wady
- I tak jednak z pół godziny za długi
- przeciętny pomysł
- kuriozalny scenariusz
- słabiutka gra aktorska, co dotyczy zwłaszcza odtwórców dubbingowanych postaci
“Ulepszeni” to pozbawione choćby grama oryginalności mierne widowisko fantastyczne, niestety pokazujące w jak ogromnym kryzysie znalazła się obecnie kino science fiction.
Przeczytaj również
Komentarze (7)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych