Marvel's Wolverine - recenzja i opinia o grze [PS5]. Wizytówka możliwości PlayStation, ale...
Insomniac Games po latach rozwijania przygód Spider-Manów postanowiło podjąć kolejne wielkie wyzwanie i tym razem oddało w ręce graczy historię jednego z najbardziej brutalnych bohaterów Marvela. Czy jednak Marvel’s Wolverine dorównuje znakomitym przygodom Człowieka-Pająka? Przeczytajcie naszą recenzję.
Insomniac Games to bez wątpienia jedno z najbardziej doświadczonych studiów znajdujących się obecnie pod skrzydłami PlayStation. Szczególnie na przełomie generacji PlayStation 4 i PlayStation 5 zespół imponował tempem pracy - regularnie dostarczał kolejne duże produkcje i przez pewien czas był jednym z najbardziej płodnych deweloperów całego PlayStation Studios. Marvel’s Spider-Man, Marvel’s Spider-Man: Miles Morales, Ratchet & Clank: Rift Apart czy w końcu Marvel’s Spider-Man 2 sprawiły, że gracze właściwie co chwilę otrzymywali od tej ekipy coś nowego.
Później sytuacja wyraźnie się zmieniła. Strategia PlayStation związana z postawieniem na gry-jako-usługi wpłynęła również na Insomniac Games, które przez pewien czas rozwijało sieciowy projekt osadzony w uniwersum Spider-Mana. Do tego doszedł potężny atak hakerski, w wyniku którego do Sieci trafiły wewnętrzne materiały studia, informacje o planowanych projektach oraz dane pracowników. Wszystko to wydarzyło się w okresie, gdy zespół pracował już nad kolejną wielką produkcją, więc od pierwszej zapowiedzi Marvel’s Wolverine do premiery musieliśmy czekać naprawdę długo.
W końcu jednak Logan wysunął pazury i po wielu latach oczekiwania mogę podzielić się wrażeniami z ukończonej przygody. Insomniac Games jednak nie przygotowało po prostu kolejnego Marvel’s Spider-Man z innym bohaterem. Studio wykorzystuje swoje ogromne doświadczenie w tworzeniu efektownych gier akcji, ale jednocześnie wyraźnie odcina Wolverine’a od wcześniejszych superbohaterskich produkcji. To zaskakująco inne doświadczenie… jest cięższe, brutalniejsze i prowadzone w zupełnie innym tempie. Gra od pierwszych chwil pokazuje, że Logan nie zamierza poruszać się śladami Petera Parkera.
Logan rusza na ratunek mutantów. Marvel’s Wolverine nie zwalnia
Historia recenzowanego Marvel's Wolverine rozpoczyna się w momencie, gdy Logan razem z Zespołem X, w którego skład wchodzą Mystique oraz Szablozębny, wyrusza na misję ratunkową. Celem jest Nathaniel Essex, a bardzo szybko okazuje się, że za jego porwaniem stoi Bolivar Trask i podległe mu siły. Trask wykorzystuje swoje ogromne możliwości i środki, by rozprawić się z mutantami, więc właściwie od pierwszych chwil otrzymujemy bardzo wyraźny obraz konfliktu. Z jednej strony mamy Logana i jego towarzyszy próbujących ratować obdarzonych mocami, z drugiej ludzi, którzy najchętniej doprowadziliby do ich całkowitej eksterminacji.
Jeżeli dobrze znacie komiksy Marvela i historie mutantów, trudno oczekiwać, żeby podstawowe założenia scenariusza były dla Was ogromnym zaskoczeniem. Insomniac Games wykorzystuje dobrze znane postacie, konflikty i motywy, ale robi to w niezwykle dynamiczny sposób. Marvel’s Wolverine od początku do końca praktycznie nie zwalnia. Podczas całej kampanii naliczyłbym może trzy lub cztery spokojniejsze momenty, podczas których możemy trochę lepiej poznać bohaterów i odpocząć od akcji. Poza nimi zostajemy wrzuceni w prawdziwy rollercoaster przemocy - walka, kolejna walka, wielka sekwencja akcji i… jeszcze więcej walki.
Scenarzyści nie zdecydowali się przy tym na klasyczne origin story. Nie obserwujemy początków Wolverine’a i nie poznajemy krok po kroku wydarzeń, które doprowadziły do powstania bohatera, jakiego znamy. Jego przeszłość jest jednak niezwykle ważna dla głównego wątku. Już na początku dowiadujemy się, że Logan stracił pamięć i nie potrafi przypomnieć sobie znaczącej części własnego życia, natomiast Essex chce mu w pewien sposób pomóc. Insomniac nie zapewnia jednak prostych odpowiedzi i stopniowo wykorzystuje kolejne wydarzenia do odsłaniania następnych fragmentów tej historii. Scenarzyści nie koncentrują się wyłącznie na najbardziej oczywistych momentach z życia Wolverine’a… i zdecydowanie nie jest to przypadek.
Bardzo spodobała mi się przy tym prezentacja Nathaniela Essexa. To niezwykle niejednoznaczna postać, której intencje i działania trudno oceniać wyłącznie w kategoriach dobra oraz zła. Fani Marvela doskonale wiedzą, z kim mają do czynienia i dokąd może prowadzić jego historia, ale Insomniac naprawdę dobrze wykorzystuje tę wiedzę. Szczególnie ciekawy jest wpływ Essexa na Logana, choć nie ogranicza się on wyłącznie do głównego bohatera. W pewnym momencie jego działania zostają bardzo mocno powiązane również z jeszcze jedną ważną postacią i właśnie ten element był dla mnie jednym z ciekawszych aspektów całego scenariusza.
Największą zaletą opowieści jest jednak sposób, w jaki twórcy łączą większy konflikt dotyczący mutantów z bardzo osobistą historią Logana. Początkowo ruszamy ratować Essexa, szybko poznajemy skalę działań Traska, ale jednocześnie cały czas próbujemy odkryć, kim naprawdę był Wolverine i co wydarzyło się w jego przeszłości. Te dwa wątki stopniowo zaczynają się ze sobą zazębiać i muszę przyznać, że od początku do końca naprawdę dobrze bawiłem się, uczestnicząc w kolejnych wydarzeniach.
Nie oznacza to jednak, że scenariusz regularnie wywraca nasze oczekiwania do góry nogami. Brakowało mi w pewnym momencie większych zwrotów fabularnych, ponieważ osoby dobrze znające realia Marvela bez większego problemu przewidzą wiele wydarzeń i zależności. Kilka razy bardzo szybko domyśliłem się, do czego zmierzają scenarzyści, ale paradoksalnie nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo. Wiedzieć, co prawdopodobnie się wydarzy, a faktycznie uczestniczyć w tych wydarzeniach jako Wolverine to dwie zupełnie różne rzeczy.
Bardzo istotną rolę w całej opowieści odgrywa również Jean Grey i szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, jak dużo miejsca w scenariuszu otrzymała ta postać. Insomniac nie zdecydowało się na system kilku grywalnych bohaterów - od początku do końca sterujemy wyłącznie Loganem - ale Jean jest czymś znacznie więcej niż dodatkiem pojawiającym się w kilku scenach. Jej relacja z Wolverinem staje się jednym z fundamentów historii i właśnie ten wątek podobał mi się szczególnie. Nie chcę zdradzać szczegółów, ponieważ wydarzenia związane z Jean mają ogromne znaczenie również dla finału, który może niektórych graczy zaskoczyć. Ostatecznie mogę jednak powiedzieć jedno: to naprawdę dobra historia.
Trzeba przy tym pamiętać, że wydarzenia rozgrywają się w świecie, w którym X-Meni jeszcze nie istnieją. Ma to oczywiście znaczenie dla całej opowieści, ale wpływa również na obsadę. Nie oczekujcie więc wielkiej parady mutantów i kolejnych niespodziewanych cameo, przy których fani będą co kilkadziesiąt minut szeroko się uśmiechać. Insomniac trzyma się konkretnej grupy bohaterów i rozwija ich wątki zamiast zasypywać ekran następnymi znajomymi twarzami. Rozumiem tę decyzję, choć przyznaję, że trochę brakowało mi kilku takich niespodzianek.
Z drugiej strony dzięki temu znacznie więcej miejsca otrzymują postacie naprawdę istotne dla opowieści i świetnym przykładem jest Szablozębny i Mystique. Ich relacja z Loganem od początku jest skomplikowana i wyraźnie czuć, że tę trójkę łączy znacznie więcej, niż początkowo chce nam powiedzieć Insomniac. Twórcy nie wykładają jednak wszystkich kart na stół - część szczegółów poznajemy stopniowo, innych musimy się domyślać na podstawie dialogów, zachowania bohaterów czy kolejnych wydarzeń. Dzięki temu każde spotkanie ma odpowiedni ciężar, bo cały czas gdzieś w tle pozostaje ich wspólna, nie do końca odkryta przeszłość. Ostatecznie Szablozębny jest jedną z najlepiej wykorzystanych postaci w całej historii. Insomniac bardzo dobrze prezentuje jego zażyłość z Loganem, jednocześnie nie sprowadzając tej relacji wyłącznie do prostego konfliktu dwóch potężnych mutantów. Jest tutaj sporo napięcia, wzajemnych pretensji, ale także poczucia, że obaj doskonale się znają i łączy ich długa historia.
Na ile godzin trwa historia Marvel’s Wolverine?
Bardzo ważnym elementem recenzowanego Marvel’s Wolverine jest sama konstrukcja kampanii. Ukończenie historii zajęło mi około 12 godzin i po napisach końcowych właściwie zobaczyłem wszystko, co najważniejsze. Nie ma tutaj klasycznych misji pobocznych, rozbudowanej aktywności dodatkowej czy ogromnego świata, do którego możemy wrócić, żeby przez kolejne godziny wykonywać następne zadania. Wszystkie dodatkowe wyzwania udało mi się zaliczyć już podczas pierwszego podejścia.
Oczywiście nadal mogę wrócić do wcześniejszych etapów, żeby znaleźć brakujące butelki whisky, odblokować kolejne stroje albo rozpocząć przygodę na wyższym poziomie trudności. Problem polega na tym, że nie czuję szczególnie dużej potrzeby, żeby natychmiast to zrobić. Nie wynika to z jakości samej gry (ta jest naprawdę wysoka), ale z jej konstrukcji. Marvel’s Wolverine od pierwszych chwil do ostatniej walki prowadzi gracza za rękę i opowiada jedną konkretną historię. Nie dokonujemy wyborów zmieniających wydarzenia, nie odkrywamy nowych dużych wątków pobocznych i nie mamy wielu powodów, żeby po finale ponownie przeżyć dokładnie tę samą opowieść.
I to w tym miejscu najlepiej widać, jak bardzo Marvel’s Wolverine różni się od Marvel’s Spider-Mana. Po zakończeniu historii Petera Parkera mogliśmy jeszcze przez wiele godzin przemierzać miasto, wykonywać dodatkowe zadania, szukać aktywności albo zwyczajnie bujać się pomiędzy budynkami, ponieważ samo poruszanie się po Nowym Jorku dawało ogromną frajdę. Wolverine nie oferuje podobnej swobody. To znacznie bardziej liniowa, skoncentrowana przygoda, w której Insomniac wyznacza trasę i prowadzi nas nią aż do napisów końcowych. Przez około 12 godzin ta droga potrafi być niezwykle efektowna i świetnie poprowadzona, ale gdy docieramy do jej końca, nie pozostaje już wiele powodów, żeby natychmiast przejść ją ponownie.
I nie zrozumcie mnie źle, bo ja naprawdę lubię konkretne akcyjniaki na 12-15 godzin, ale po ukończeniu Marvel’s Wolverine po prostu... czegoś mi zabrakło. Na rynku mamy wiele świetnych gier na te 12 godzin, które zapewniają oczekiwaną satysfakcję, jednak w scenariuszu Insomniac Games czegoś brakuje. Może historia jest zbyt przewidywalna? Może twórcy w pewnym momencie zbyt mocno się śpieszą i nastawiają się gracza na koniec wydarzeń? A może po prostu zdecydowanie za szybko brakuje tutaj większych niespodzianek? Trudno mi w zasadzie powiedzieć.
A finał Marvel’s Wolverine? Nie mogę napisać, że zakończenie jest niesatysfakcjonujące, ponieważ bardzo dobrze spina klamrą najważniejsze wydarzenia i domyka główny konflikt, ale mimo wszystko po napisach końcowych czułem lekki niedosyt. Insomniac Games przyzwyczaiło już graczy, że lubi kończyć swoje opowieści w taki sposób, by jednocześnie szeroko otworzyć drzwi do następnej przygody, i Marvel’s Wolverine nie jest tutaj wyjątkiem. Twórcy właściwie bardzo wyraźnie pokazują, w jakim kierunku może zostać rozwinięta historia Logana, pozostawiając kilka niezwykle interesujących możliwości. Czy będzie to fabularny dodatek, czy może pełnoprawna kontynuacja? Na odpowiedź musimy jeszcze zaczekać, choć mam tylko nadzieję, że Insomniac nie każe nam czekać na dalszy ciąg równie długo, jak na pierwszą przygodę Wolverine’a.
Pazury, krew i wściekłość. Marvel’s Wolverine nie bierze jeńców
Marvel’s Wolverine już w pierwszych minutach pokazuje, że Insomniac Games nie zamierzało po prostu odcinać kuponów od sukcesu Spider-Manów. Logan porusza się ciężej, czasami wręcz ociężale i początkowo brakowało mi podstawowej zwinności znanej z poprzednich produkcji studia… tylko że właśnie tak musiało to wyglądać. Wolverine jest zupełnie innym bohaterem - inaczej się porusza, inaczej reaguje na otoczenie i przede wszystkim zupełnie inaczej atakuje. Jeśli podczas zabawy Spider-Manem można było poczuć lekkość każdego ruchu, to tutaj Insomniac chce, żebyśmy poczuli ciężar i ogromną siłę Logana. Każde uderzenie ma odpowiednią moc, a gdy Wolverine wpada w grupę przeciwników, wygląda bardziej jak rozpędzona bestia niż akrobata próbujący efektownie oczyścić kolejną arenę.
Podstawy walki nie są szczególnie skomplikowane. Mamy dwa główne rodzaje ataków, unik oraz możliwość parowania ciosów przeciwników, a wszystko bardzo szybko zaczyna układać się w płynne kombinacje. Standardowo nie każdy atak można zablokować, więc trzeba obserwować przeciwników i reagować na odpowiednie sygnały. W innych sytuacjach zdecydowanie warto podjąć ryzyko i odbić uderzenie w ostatnim momencie, ponieważ poprawnie wykonana kontra może otworzyć drogę do niezwykle efektownego zakończenia pojedynku. Fundamenty są więc znane.
Jeden element jednak znacząco odróżnia grę od poprzednich projektów studia: krew. Deweloperzy zdecydowanie nie zamierzali przygotować ugrzecznionej wersji Wolverine’a. Nie zrozumcie mnie źle, ale momentami nawet Bloodborne nie wydawało mi się tak przeładowane brutalnymi scenami. Marvel’s Wolverine to prawdopodobnie najbardziej gore produkcja w historii PlayStation - kończyny latają po ekranie, pazury przebijają ciała, głowy zostają rozrywane, a przeciwnicy regularnie kończą walkę bez kilku części ciała. Insomniac nie próbuje tego ukrywać szybkimi cięciami kamery. Gra bardzo dokładnie pokazuje, do czego zdolny jest Logan.
Wolverine jest po prostu dziki. Rzuca się na przeciwników, wbija w nich pazury, rozrywa ciała i potrafi zakończyć zwykłą kombinację w taki sposób, że rywal traci obie ręce i bezwładnie pada na ziemię. I takie sceny nie zostały zarezerwowane wyłącznie dla bossów czy specjalnych finisherów... obserwujemy je praktycznie bez przerwy. Dzięki temu nawet podstawowe starcia mają odpowiednią intensywność, a Logan faktycznie zachowuje się jak bohater, który nie musi martwić się o to, czy sam za chwilę dostanie nożem w brzuch.
Walka jest więc dynamiczna, choć robi to na swój charakterystyczny, „ociężały” sposób. Wolverine nie tańczy pomiędzy przeciwnikami jak Spider-Man, ale może z ogromną siłą rzucać się pomiędzy kolejnymi celami i błyskawicznie skracać dystans. Kapitalnie wypada samo wskakiwanie w grupę wrogów - rozpędzony Logan wbija się w przeciwnika, przewraca go i natychmiast rozpoczyna kolejną brutalną kombinację. Insomniac świetnie połączyło tutaj masę bohatera z szybkością jego ataków. Nie mamy poczucia lekkości, ale jednocześnie nigdy nie czujemy, że sterujemy powolnym czołgiem.
Akcje napędza system wściekłości. Zabijanie przeciwników, skuteczne uniki, parowanie i agresywna walka stopniowo napełniają odpowiedni pasek, dzięki któremu Logan może wejść na jeszcze wyższy poziom brutalności. Po jego odpowiednim naładowaniu obraz traci kolory, przeciwnicy zostają wyraźnie zaznaczeni, dostrzegamy nawet bijące serca kolejnych celów i rozpoczyna się prawdziwy taniec śmierci. Wolverine może w kilka sekund przeskakiwać pomiędzy rywalami i eliminować ich pojedynczymi, niezwykle brutalnymi atakami. Gdy na arenie znajduje się większa grupa przeciwników, odpalenie tej możliwości potrafi kompletnie odwrócić przebieg starcia.
Bardzo dobrze prezentują się również ataki drużynowe. Logan podczas historii nie zawsze walczy samotnie i gdy obok pojawia się przykładowo Jean Grey lub Szablozębny, Insomniac wykorzystuje ich możliwości do przygotowania dodatkowych kombinacji. Nie przejmujemy kontroli nad drugą postacią, ale możemy obserwować efektowne wspólne akcje, podczas których bohaterowie łączą swoje zdolności. To niewielki element całego systemu, ale bardzo dobrze urozmaica kolejne pojedynki i przede wszystkim pokazuje różnice pomiędzy stylem walki poszczególnych mutantów.
Czy jednak ciągłe rozrywanie przeciwników wystarcza na około 12 godzin kampanii? Tutaj moja odpowiedź nie jest już tak jednoznaczna. Pierwsze godziny były kapitalne. Każdy finisher chciałem zobaczyć, kolejne amputacje robiły wrażenie, a samo rzucanie Loganem pomiędzy przeciwnikami dawało mnóstwo satysfakcji. Gdzieś po pięciu lub sześciu godzinach zacząłem jednak odczuwać zmęczenie. Aren jest dużo, walczymy praktycznie bez przerwy i w pewnym momencie pojawiło się nieprzyjemne wrażenie, że znowu wykonuję bardzo podobny zestaw czynności. Sytuację poprawia rozwój bohatera, choć robi to trochę później, niż bym chciał. W okolicach ósmej czy dziewiątej godziny ponownie zacząłem czerpać znacznie więcej przyjemności z kolejnych pojedynków, ponieważ Logan dysponował już większym repertuarem możliwości. Możemy przykładowo rozpocząć efektowny obrót z wysuniętymi pazurami i zranić wszystkich znajdujących się w pobliżu przeciwników, przechwycić jednego z rywali, przebiec z nim przez fragment areny, brutalnie powalić go na ziemię i rozpocząć okładanie pazurami czy wykorzystać potężne uderzenie kolanem. Poszczególne techniki mają również własne ulepszenia, więc z czasem stają się jeszcze bardziej użyteczne.
Szczególnie dobrze działa to w połączeniu z podstawowymi możliwościami Wolverine’a. Najwięcej satysfakcji czerpałem wtedy, gdy zacząłem wplatać je pomiędzy zwykłe kombinacje, parowania, uniki i skoki na kolejnych przeciwników. Wtedy Marvel’s Wolverine pokazuje... pazur. Wpadamy w jednego rywala, rozrywamy go kombinacją, błyskawicznie doskakujemy do następnego, parujemy jego cios, odpalamy umiejętność i po kilku sekundach lokacja wygląda jak miejsce, którego ekipa sprzątająca zdecydowanie nie będzie chciała zobaczyć.
Mam jednak wrażenie, że Insomniac nie do końca przemyślało liczbę jednocześnie dostępnych zdolności. Podczas całej historii Logan może odblokować sześć specjalnych technik, a każdą z nich dodatkowo rozwijamy, jednak aktywnie możemy korzystać tylko z czterech. W pewnym momencie musimy więc zdecydować, które ruchy pozostawiamy pod ręką, a z których rezygnujemy. Rozumiem ideę budowania własnego zestawu, ale w tym przypadku ograniczenie wydaje mi się zupełnie niepotrzebne. Chętnie miałbym dostęp nawet do ośmiu technik jednocześnie. To właśnie większa liczba dostępnych w jednej chwili ruchów mogłaby ograniczyć moment zmęczenia, który pojawił się u mnie w środkowej części kampanii. Fundament walki jest znakomity, brutalność kapitalnie pasuje do bohatera, a z czasem Wolverine staje się prawdziwą maszyną do zabijania. Szkoda więc, że gra sama ogranicza możliwość korzystania z całego arsenału Logana.
Logan wykorzystuje wszystko, co znajdzie pod ręką
Świetnie wypada również interaktywność aren. W zasadzie na każdej przestrzeni Logan może pozostawiać ślady swoich pazurów na elementach otoczenia i już samo obserwowanie kolejnych rys wygląda znakomicie, ale prawdziwa zabawa rozpoczyna się wtedy, gdy nauczymy się odpowiednio wykorzystywać arenę podczas walki. Szczególnie dobrze sprawdza się możliwość celnego kopania przeciwników - możemy nabić nieszczęśnika na wózek widłowy, zrzucić go z dużej wysokości albo posłać prosto na elektryczną skrzynkę. Takie akcje świetnie pasują do brutalnego charakteru Wolverine’a.
Insomniac zadbało również o całkiem pokaźny zestaw przeciwników. Podstawowy schemat przez większość kampanii pozostaje oczywiście podobny: Logan wpada w grupę wrogów, paruje kolejne ciosy, ładuje wściekłość, wykorzystuje zdolności, odcina kilka kończyn, czasami również głów, a następnie błyskawicznie doskakuje do strzelców próbujących trzymać się z dala od jego pazurów. Zmieniają się jednak nasi rywale. Raz rozprawiamy się ze zwykłymi żołnierzami, później trafiamy na pół ludzi, pół maszyny, którym zamiast rąk odcinamy metalowe kończyny, innym razem mierzymy się z ninja, a na naszej drodze stają również mniejsze i większe roboty. Poszczególne grupy wymuszają trochę inne podejście i choć cały czas korzystamy z tego samego fundamentu, zmieniające się okoliczności dobrze wpływają na tempo rozgrywki.
Marvel’s Wolverine nie mogło się oczywiście obyć bez efektownych pojedynków z bossami. Gracze znający Marvel’s Spider-Man 2 raczej nie będą tutaj szczególnie zaskoczeni samą konstrukcją starć, choć tym razem Insomniac trochę mocniej trzyma widowiskowość na wodzy. Tylko raz miałem wrażenie, że deweloperzy kompletnie puścili hamulce i przygotowali sekwencję, która skalą zaczyna ocierać się o przyjemną przesadę. Nie oznacza to jednak, że pozostałym bossom czegoś brakuje - pojedynki są intensywne, odpowiednio brutalne, a kilka z nich nabiera dodatkowego znaczenia dzięki wydarzeniom fabularnym.
Nie samą walką Wolverine żyje. Ale przede wszystkim walką
Twórcy najwyraźniej zdawali sobie sprawę, że w pewnym momencie nawet najwięksi entuzjaści odcinania kończyn będą potrzebowali chwili odmiany. Dlatego pomiędzy kolejnymi arenami pojawiają się bardzo dynamiczne sekwencje pościgowe. Czasami Logan za wszelką cenę próbuje kogoś dopaść, innym razem sam musi uciekać przed zagrożeniem, a Insomniac wykorzystuje te fragmenty do pokazania bardziej filmowej strony produkcji. Są to bardzo mocno oskryptowane sceny, więc nie oczekujcie tutaj większej swobody czy wielu sposobów rozwiązania sytuacji – biegniemy dokładnie tam, gdzie chcą tego twórcy.
Podobnie odbieram skromne elementy skradankowe. Wolverine może działać po cichu, obserwować przeciwników i eliminować pojedyncze cele bez alarmowania całej grupy, ale zdecydowanie nie jest to gra, która próbuje zrobić z Logana Sama Fishera. Skradanie pozostaje całkowicie opcjonalnym dodatkiem. Jeśli macie ochotę, możecie spokojnie wskoczyć w sam środek grupy i rozpocząć rzeź, ale czasami zdecydowanie rozsądniej najpierw pozbyć się dwóch czy trzech przeciwników z ukrycia, a dopiero później wysunąć pazury.
Nie liczcie jednak na przechodzenie całych etapów bez wszczynania alarmu. Walki w Marvel’s Wolverine po prostu nie da się uniknąć i Insomniac nawet nie próbuje udawać, że jest inaczej. Pościgi oraz skradanie mają zapewnić krótką przerwę i trochę zmienić rytm przygody, ale po kilku minutach zawsze wracamy do najważniejszego punktu programu. Logan ma biegać, rzucać się na kolejnych przeciwników, wbijać w nich pazury i atakować, atakować, a później… jeszcze trochę atakować. To niezwykle brutalna gra akcji i wszystkie dodatkowe mechaniki są tutaj przede wszystkim dodatkami do krwawego dania głównego.
Marvel’s Wolverine bez otwartego świata. Insomniac znalazło jednak miejsce na dodatkowe atrakcje
Marvel’s Wolverine jest bardzo mocno nastawione na jedną, konkretną podróż. Nie ma tutaj momentu, w którym trafiamy do wielkiej otwartej przestrzeni i nagle możemy przez kilka godzin pomagać mieszkańcom Tokio, Madripooru czy wykonywać dziesiątki aktywności rozsianych po mapie. Logan niemal cały czas podąża wyznaczoną przez twórców ścieżką. Insomniac Games znalazło jednak sposób, by od czasu do czasu pozwolić nam zejść z głównej trasy i zaoferować kilka dodatkowych atrakcji.
W niektórych fragmentach historii możemy natrafić na tajemnicze pnącza, które prowadzą Logana do nietypowych drzwi. Wystarczy przez nie przejść, by dosłownie w jednej chwili znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości… i właśnie tutaj Insomniac świetnie wykorzystuje technologię, którą studio prezentowało już w Ratchet & Clank: Rift Apart. Nie oglądamy długiego ekranu wczytywania, a Wolverine błyskawicznie przechodzi do innego miejsca i ostatecznie trafia do swojej starej chaty. To właśnie ona pełni rolę niewielkiej bazy dla dodatkowych wyzwań.
Same próby są dość proste i wykorzystują mechaniki znane z głównej kampanii. Czasami musimy ukończyć wyścig, innym razem stajemy do walki prowadzonej według konkretnych zasad, a kolejne zadanie wymaga zdobycia odpowiedniej liczby punktów. Początkowo traktowałem te aktywności jako przyjemną odskocznię, choć z czasem również tutaj pojawia się powtarzalność. Insomniac nie przygotowało zupełnie nowych mechanik – nadal przede wszystkim biegamy, skaczemy i rozrywamy kolejnych przeciwników. To pewne urozmaicenie zabawy, która… sama w sobie jest bardzo podobna do tego, czym zajmujemy się przez większość kampanii.
Nagrodą za zaliczanie tych prób są między innymi fragmenty wspomnień Logana i właśnie tutaj czułem pewien niedosyt. Biorąc pod uwagę problemy bohatera z pamięcią i znaczenie jego przeszłości dla głównej historii, liczyłem na naprawdę mocne materiały, które pozwolą znacznie lepiej zrozumieć Wolverine’a. Tymczasem przez sporą część gry poznajemy raczej mniej istotne historie z jego życia. Dopiero pod koniec pojawiają się konkrety, które powinny szczególnie zainteresować fanów postaci. Nie pomaga również sama prezentacja tych wspomnień. Nie każde odkrycie kończy się efektowną retrospekcją czy przygotowaną specjalnie sceną. Logan po prostu odczytuje znaleziony tekst, więc trudno mówić o wyjątkowo widowiskowej nagrodzie za ukończenie wyzwania.
Dodatkowe wyzwania wzmacniają Wolverine’a
Wyprawy do chaty mają jednak jeszcze jeden, zdecydowanie bardziej praktyczny sens - pozwalają rozwijać pasywne możliwości Logana. To właśnie dzięki nim możemy zwiększyć potencjał wściekłości, poprawić regenerację zdrowia za pomocą określonych ruchów czy po prostu wzmocnić bohatera podczas kolejnych starć. Nie znajdziecie tutaj skomplikowanego systemu budowania postaci.
System dobrze współgra z podstawowym rozwojem protagonisty, choć trudno powiedzieć, żeby szczególnie zmieniał sposób prowadzenia walki. To przede wszystkim kolejne procenty i bonusy wzmacniające elementy, z których i tak regularnie korzystamy. Logan częściej może wykorzystać swoją wściekłość, skuteczniej odzyskuje zdrowie albo otrzymuje dodatkową pomoc podczas wykonywania konkretnych akcji. Proste? Zdecydowanie. Skuteczne? Również. Insomniac najwyraźniej nie chciało niepotrzebnie komplikować systemu w produkcji, której najważniejszym zadaniem jest utrzymywanie bardzo wysokiego tempa.
Gdy już mowa o dodatkowej zawartości, trzeba oczywiście wspomnieć o znajdźkach. Podczas przemierzania kolejnych lokacji Logan może zbierać materiały pozwalające odblokowywać następne stroje oraz nowe pazury. Niektóre zapewniają drobne bonusy, choć cały system jest zdecydowanie mniej rozbudowany niż rozwiązania znane ze Spider-Manów. Tam kolejne fatałaszki i związane z nimi możliwości potrafiły wyraźniej wpływać na rozgrywkę, natomiast tutaj traktowałem je przede wszystkim jako przyjemny dodatek i możliwość zmiany wyglądu Wolverine’a.
Na mapach porozrzucano również butelki whisky, więc osoby lubiące dokładnie sprawdzać każdy zakamarek otrzymały jeszcze jeden powód, żeby czasami zejść z najbardziej oczywistej drogi. Tylko że Marvel’s Wolverine nie jest grą szczególnie mocno ukrywającą swoją dodatkową zawartość. Jeśli nie będziecie bez przerwy biec w stronę kolejnego znacznika i od czasu do czasu sprawdzicie boczne przejścia, prawdopodobnie już podczas pierwszego podejścia znajdziecie większość przygotowanych rzeczy.
A czy sama przygoda jest wymagająca? Szczerze mówiąc: nie. Podczas całej opowieści nie trafiłem na moment, w którym miałbym poczucie, że Insomniac przesadziło z poziomem trudności. Oczywiście czasami większa grupa przeciwników potrafi przycisnąć Logana, bossowie wymagają nauczenia się kilku ataków, a bezmyślne wciskanie podstawowego ciosu szybko może zakończyć się porażką, ale odpowiednie korzystanie z parowania, uników, regeneracji oraz wściekłości pozwala sprawnie przechodzić przez kolejne starcia.
Pozostaje oczywiście wyższy poziom trudności oraz Nowa Gra+, których przed przygotowaniem recenzji nie zdążyłem jeszcze dokładnie sprawdzić. Problem polega na tym, że po około 12 godzinach i zobaczeniu praktycznie całej najważniejszej zawartości nie czuję szczególnie dużej potrzeby, żeby natychmiast rozpoczynać historię od początku. Marvel’s Wolverine oferuje świetną, intensywną podróż, ale właśnie przez swoją liniowość, niewielką liczbę dodatkowych aktywności oraz ograniczoną różnorodność wyzwań nie daje mi wielu powodów, żeby zaraz po napisach końcowych ponownie wysunąć pazury.
Marvel’s Wolverine wygląda obłędnie. Logan jest wizytówką PS5
Jeśli ktokolwiek może narzekać na prostą konstrukcję fabuły czy w pewnym momencie trochę powtarzalną walkę, to jednak trudno mieć większe zastrzeżenia do jednego elementu: grafiki. Recenzowany Marvel’s Wolverine to prawdziwa wizytówka PlayStation. Gra momentami wygląda wprost fenomenalnie - kapitalne twarze bohaterów, świetnie przygotowana mimika, włosy na ciele Logana, szczegółowe stroje czy nawet najdrobniejsze elementy otoczenia sprawiają, że wielokrotnie zatrzymywałem się tylko po to, żeby spojrzeć na przygotowaną scenę. Najważniejsze jest jednak to, że tak wysoka jakość nie została zarezerwowana wyłącznie dla przerywników filmowych. Marvel’s Wolverine potrafi wyglądać równie imponująco podczas bezpośredniej rozgrywki.
Szczególnie dobrze prezentuje się sam Logan, ponieważ Insomniac mogło wykorzystać jego wyjątkowe możliwości do pokazania czegoś, czego wcześniej w grach studia po prostu nie oglądaliśmy. Wolverine otrzymuje obrażenia, jego ciało zostaje rozrywane, a później na naszych oczach się regeneruje. W najbardziej brutalnych momentach możemy dosłownie zobaczyć odsłonięte kości pokryte adamantium, by po chwili obserwować, jak ciało bohatera ponownie zarasta. Do tego dochodzą ogromne ilości krwi pozostające na Loganie oraz jego ubraniu - po większej walce protagonista potrafi wyglądać tak, jakby właśnie wyszedł z rzeźni.
Równie imponująco prezentują się sami przeciwnicy. Pazury rzeczywiście sprawiają wrażenie, jakby przecinały ciała, kończyny i głowy latają po ekranie, krew zalewa otoczenie, a odpowiednie animacje świetnie pokazuje siłę każdego uderzenia. Dorzućcie do tego pociski, lasery, eksplozje, iskry, fragmenty niszczonego otoczenia oraz efekty specjalnych zdolności i podczas większych starć na ekranie dzieje się naprawdę dużo. Marvel’s Wolverine jest jedną z tych produkcji, na które po prostu patrzy się z ogromną przyjemnością.
Duże znaczenie ma tutaj również bardziej liniowa konstrukcja całej przygody. Insomniac nie musi jednocześnie generować ogromnego Nowego Jorku i pozwalać graczowi w kilka sekund przemieścić się na drugi koniec dzielnicy, więc mogło znacznie mocniej dopracować konkretne przestrzenie… i to widać. Od bardziej naturalnych krajobrazów, przez wnętrza kolejnych budynków, aż po zatłoczone ulice - lokacje są bardzo szczegółowe, a jednocześnie odpowiednio zróżnicowane.
Całego Marvel’s Wolverine ukończyłem na PlayStation 5 Pro w trybie Performance Pro i trudno mi mieć większe zastrzeżenia do działania produkcji. Mogłem liczyć na płynne 60 klatek na sekundę, a jednocześnie Insomniac nie zrezygnowało z efektów ray tracingu. Nie mamy tutaj tylu okazji, by zatrzymywać się na szczycie wielkiego wieżowca i podziwiać panoramę miasta jak w Marvel’s Spider-Man, ale podczas normalnej rozgrywki wielokrotnie można docenić odbicia pojawiające się w szybach, mokrych powierzchniach czy kałużach.
60 klatek ma zresztą w tym przypadku znaczenie nie tylko dla samego komfortu. Marvel’s Wolverine jest grą niezwykle dynamiczną, więc podczas większych pojedynków musimy błyskawicznie reagować na ataki kilku przeciwników, parować, wykonywać uniki i natychmiast przeskakiwać pomiędzy kolejnymi celami. Płynność świetnie współgra z tym systemem i właśnie dlatego Performance Pro był dla mnie naturalnym wyborem.
Marvel’s Wolverine może nie oferować ogromnego otwartego miasta, które robi wrażenie samą skalą, ale Insomniac wykorzystało bardziej zamkniętą strukturę do dopracowania szczegółów, animacji, modeli postaci oraz brutalnej destrukcji. Efekt jest znakomity. Niezależnie od tego, czy obserwujemy spokojną rozmowę Logana z Jean Grey, biegniemy przez kolejną efektowną sekwencję, czy właśnie patrzymy na Wolverine’a pokrytego krwią pięciu przeciwników, gra niemal bez przerwy przypomina, że została przygotowana wyłącznie z myślą o obecnej generacji. To zdecydowanie jedna z tych produkcji, które można uruchomić znajomemu, żeby pokazać mu, co potrafi PlayStation 5 Pro.
Czy warto zagrać w Marvel’s Wolverine?
Marvel’s Wolverine nie próbuje być kolejnym gigantem na 50 godzin i właśnie z takim nastawieniem warto podejść do najnowszej produkcji Insomniac Games. Otrzymujemy przyjemną historię, świetną i niezwykle brutalną walkę oraz około 12 godzin bardzo intensywnej przygody, która niemal cały czas prowadzi nas jedną, z góry wyznaczoną drogą. Dla jednych tak liniowa konstrukcja będzie sporą zaletą, dla innych ograniczeniem, szczególnie że w pewnym momencie pojedynki zaczynają się powtarzać, a gra nie próbuje co godzinę zaskakiwać nas zupełnie nowymi mechanikami.
Nie zmienia to jednak najważniejszego: Marvel’s Wolverine daje ogromną satysfakcję z bycia Wolverinem. Logan jest ciężki, potężny, brutalny i bez najmniejszego zawahania rozrywa kolejnych przeciwników, a Insomniac znakomicie wykorzystuje charakter bohatera do stworzenia zupełnie innej gry od Marvel’s Spider-Man. Do tego dochodzi bardzo dobra historia, fantastyczna oprawa oraz kapitalne animacje, dzięki którym nawet po kilku godzinach potrafiłem z dużą przyjemnością patrzeć, jak Wolverine po raz kolejny wysuwa pazury i rozpoczyna krwawy taniec. To niezwykle efektowna produkcja, która pod względem technicznym jest prawdziwą wizytówką PlayStation 5 Pro.
Insomniac Games wzięło na warsztat bohatera, który moim zdaniem daje twórcom znacznie mniej możliwości niż Spider-Man, zmierzyło się z jego ograniczeniami i ostatecznie przygotowało naprawdę udaną grę. Nie wszystko tutaj zachwyca, czasami chciałoby się większego urozmaicenia, bardziej rozbudowanej zawartości czy kolejnego powodu, by po napisach natychmiast rozpocząć zabawę od początku. Mimo wszystko Marvel’s Wolverine robi dokładnie to, czego oczekiwałem od przygody Logana – jest intensywnie, brutalnie, efektownie i zupełnie inaczej niż w historiach Petera Parkera. Nie jest to Spider-Man z pazurami i właśnie to uważam za jeden z największych sukcesów tej produkcji.
Ocena - recenzja gry Marvel's Wolverine
Atuty
- Znakomite poczucie siły i brutalności Wolverine’a,
- Satysfakcjonujący system walki i świetna wściekłość,
- Bardzo dobra historia i relacje między bohaterami,
- Fantastyczna oprawa graficzna,
- Świetne animacje, gore i regeneracja Logana,
- Bardzo dobre działanie na PS5 Pro,
- Wyraźnie inne doświadczenie od Marvel’s Spider-Man.
Wady
- Walka po kilku godzinach staje się powtarzalna,
- Niewiele dodatkowej zawartości,
- Ograniczona regrywalność,
- Fabuła kończy się trochę za szybko.
Marvel’s Wolverine to intensywna, brutalna i znakomicie wyglądająca przygoda, która udowadnia, że Insomniac Games potrafi zaoferować coś zupełnie innego od historii Spider-Manów. Walka daje ogromną satysfakcję, historia dobrze wykorzystuje Logana i jego relacje z innymi bohaterami, choć liniowa konstrukcja oraz powtarzalność pojedynków sprawiają, że po około 12 godzinach trudno znaleźć wiele powodów do dalszej zabawy. Nie jest to Spider-Man z pazurami, ale pełnoprawna przygoda Wolverine’a – ciężka, krwawa i dokładnie taka, jakiej potrzebował ten bohater.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (387)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych