Captain Tsubasa 2: World Fighters - recenzja i opinia o grze [PS5, Xbox Switch, PC]. Kapitan Jastrząb powróci
Dla jednych Tsubasa Ozora, dla innych na zawsze Kapitan Jastrząb – bohater, który pokazał całemu pokoleniu, że boisko może ciągnąć się niemal w nieskończoność, a jeden strzał potrafi zamienić zwykły mecz w wielkie widowisko. Po latach ten szalony futbol nadal ma w sobie coś wyjątkowego, a Tamsoft postanowił ponownie wykorzystać jego potencjał. Czy powrót na murawę był udany? Przeczytajcie naszą recenzję Captain Tsubasa 2: World Fighters.
Captain Tsubasa to jedna z tych marek, które w Polsce mają naprawdę wyjątkową historię. Wielu graczy wychowywało się jeszcze na „Kapitanie Jastrzębiu”, oglądając absurdalnie długie boiska, efektowne strzały i mecze, w których prawa fizyki schodziły na zdecydowanie dalszy plan. Później poznaliśmy kolejne nazwiska bohaterów, sięgaliśmy po kolejne odsłony anime czy mangę, ale nostalgia pozostała – dlatego wydany w 2020 roku Captain Tsubasa: Rise of New Champions był dla wielu fanów naprawdę przyjemnym powrotem do dzieciństwa.
Na kontynuację przyszło nam jednak czekać aż sześć lat i można odnieść wrażenie, że Bandai Namco oraz Tamsoft trochę się spóźnili. Captain Tsubasa 2: World Fighters aż prosił się o premierę przed tegorocznymi Mistrzostwami Świata – zainteresowanie piłką było wtedy gigantyczne, więc powrót Tsubasy mógłby idealnie wykorzystać atmosferę wielkiego turnieju. Z drugiej strony nie ma tego złego, bo twórcy dostali sporo czasu na rozwinięcie pomysłów z Rise of New Champions, a druga część od początku zapowiadała się na znacznie większą produkcję.
Teraz w końcu mogłem przekonać się, czy sześć lat oczekiwania rzeczywiście miało sens. Captain Tsubasa 2: World Fighters trafia na rynek z większą liczbą drużyn i zawodników, kolejnymi efektownymi technikami oraz rozbudowanym systemem rozgrywki, ale najważniejsze pytanie pozostaje jedno: czy za całym tym widowiskiem nadal kryje się dobra piłka? Spędziłem na wirtualnych boiskach sporo czasu i chętnie opowiem Wam, jak w praktyce wypada wielki powrót Tsubasy.
Własny zawodnik i wielka przygoda. Captain Tsubasa 2 stawia na fabułę
Najważniejszym i zdecydowanie najbardziej rozbudowanym elementem recenzowanego Captain Tsubasa 2: World Fighters jest tryb fabularny. To właśnie tutaj spędziłem najwięcej czasu i podoba mi się, że Tamsoft nie potraktował historii wyłącznie jako pretekstu do rozegrania serii kolejnych spotkań. Kampania prowadzi nas przez kolejne wydarzenia, mecze i rozmowy z bohaterami, stopniowo przedstawiając następne mechaniki. Dzięki temu w pewnym sensie pełni również funkcję bardzo długiego wprowadzenia do właściwej rozgrywki.
Przyjemną opcją jest w tym miejscu możliwość stworzenia własnego zawodnika. Na początku przygotowujemy bohatera, którego następnie rozwijamy podczas kolejnych wydarzeń. Nie jest to wyłącznie kosmetyczny dodatek, ponieważ wraz z postępami poprawiamy jego możliwości i możemy coraz mocniej wpływać na jego styl gry. Nasza postać trafia do świata Tsubasy, poznaje największe gwiazdy i stopniowo staje się częścią całej historii.
Historię możemy potraktować jako bezpośrednią kontynuację poprzedniej historii... choć nikt nie będzie narzekać, jeśli nie zna wydarzeń z ostatniej gry. Teraz naszym zadaniem jest poprowadzenie reprezentacji Japonii przez kolejne etapy rywalizacji, a jednym z jej fundamentów jest budowanie relacji z pozostałymi zawodnikami. Spotykamy oczywiście Tsubasę, Hyugę, Wakabayashiego i wiele innych znajomych twarzy, ale pojawiają się również rywale z kolejnych reprezentacji. Między spotkaniami oglądamy sporo rozmów i dodatkowych wydarzeń, dzięki którym kampania przypomina momentami interaktywne anime - nie każdemu przypadnie do gustu tak duża liczba dialogów, szczególnie że są to statyczne rozmowy, ale jeśli ktoś przychodzi tutaj właśnie dla świata Kapitana Tsubasa, dostaje naprawdę sporo materiału. Trochę nie rozumiem natomiast, dlaczego twórcy tak często męczą graczy krótkimi ekranami wczytywania. Loadingów jest zdecydowanie za dużo - czasami wystarczy dosłownie jedno kliknięcie, by zobaczyć kolejny ekran ładowania. Jestem przekonany, że deweloperzy powinni jeszcze popracować nad tym elementem, bo przy tak częstym występowaniu nawet krótkie przerwy zaczynają irytować.
Podoba mi się również sama konstrukcja kampanii, ponieważ twórcy starają się, żeby kolejne spotkania nie były identycznymi meczami z podmienionymi przeciwnikami. Pojawiają się charakterystyczne wydarzenia, specjalne warunki oraz sytuacje związane z konkretnymi bohaterami, które dodatkowo urozmaicają rywalizację. W trakcie niektórych spotkań możemy spełnić określone wymagania i w ten sposób uruchomić przygotowaną wcześniej sekwencję fabularną lub specjalną akcję. Dzięki temu poszczególne mecze mają własny charakter, potrafią zaskoczyć czymś więcej niż tylko kolejnym rywalem i momentami naprawdę przypominają najbardziej szalone starcia znane z anime.
I z tego powodu tryb fabularny uważam za najważniejszą część całej produkcji. Jest długi (ukończenie zajmuje około 18-20 godzin), rozbudowany, oferuje mnóstwo spotkań oraz wydarzeń, a przy okazji bardzo naturalnie przygotowuje do bardziej wymagających pojedynków.
Co po fabule? Captain Tsubasa 2: World Fighters tutaj ma pewne problemy
Tryb fabularny Captain Tsubasa 2: World Fighters skupia się przede wszystkim na reprezentacji Japonii, ale wraz z kolejnymi etapami przygody poznajemy następnych rywali i stopniowo otrzymujemy dostęp do kolejnych krajów. Ostatecznie gra oferuje aż 22 reprezentacje i ponad 110 grywalnych zawodników, więc na papierze jest tutaj naprawdę sporo zawartości. Problem w tym, że Tamsoft nie przygotował wystarczająco wielu sposobów, żeby później dobrze wykorzystać tak dużą liczbę drużyn i piłkarzy.
Poza kampanią możemy oczywiście rozegrać szybki mecz przeciwko SI, pobawić się lokalnie ze znajomym czy też sprawdzić swoje umiejętności w rywalizacji sieciowej. Jednak właściwie właśnie tutaj zaczyna się mój największy problem z zawartością Captain Tsubasa 2: World Fighters - przy 22 reprezentacjach aż prosiło się o znacznie więcej dodatkowych wariantów zabawy. Rozbudowany turniej z możliwością ustalania własnych zasad, ligę, kolejne rozgrywki regionalne czy inne wyzwania pozwalające przez następne godziny korzystać z odblokowanych zespołów. Fundament jest naprawdę dobry, ale po zakończeniu głównej historii możliwości zabawy offline stają się zaskakująco ograniczone.
Na szczęście do samej kampanii warto wrócić, ponieważ możemy odblokować dwa dodatkowe scenariusze, które oferują alternatywne zestawienia spotkań i nowe historie. To dobry powód, żeby jeszcze raz wskoczyć do fabularnej części gry, ale jednocześnie jeszcze bardziej pokazuje, jak bardzo Captain Tsubasa 2: World Fighters opiera swoją zawartość właśnie na kampanii.
Pozostaje oczywiście multiplayer i tutaj, przynajmniej na premierę, nie mam większych powodów do narzekania. Rywali znajduję bez większego problemu, a starcia z żywymi przeciwnikami potrafią być zdecydowanie bardziej wymagające. Mam jednak pewną obawę dotyczącą przyszłości - podobne produkcje często kilka miesięcy po debiucie zostają już głównie w rękach największych fanatyków serii. Jeśli zainteresowanie zacznie spadać, znalezienie przeciwnika może stać się znacznie trudniejsze, a wtedy brak bardziej rozbudowanych trybów offline będzie odczuwalny jeszcze mocniej.
Gdy piłka w grze… Captain Tsubasa 2: World Fighters potrafi oczarować
Gdy jednak wychodzimy na murawę, Captain Tsubasa 2: World Fighters pokazuje swoje zdecydowanie najlepsze oblicze. To czysty chaos pomieszany z szaleństwem, w którym klasyczne zasady futbolu można właściwie wyrzucić przez okno. Zawodnicy wykonują brutalne wślizgi, efektownie odbierają sobie piłkę, przeskakują rywali i korzystają z technik, przy których zwykły sędzia prawdopodobnie zakończyłby spotkanie po kilku minutach. Tutaj jednak nikt nie przejmuje się faulami – liczy się tempo, widowisko i ciągła walka o piłkę. I wiecie co? To naprawdę działa.
Podstawy są bardzo zręcznościowe, ale nie oznacza to, że możemy całkowicie wyłączyć myślenie. Starcia jeden na jednego opierają się między innymi na odpowiednim wykorzystaniu dryblingu, odbioru oraz podań, a stamina ogranicza możliwość bezmyślnego korzystania z najmocniejszych zagrań. W rezultacie od początku trzeba obserwować przeciwnika i zastanawiać się, czy warto spróbować go minąć, pozbyć się piłki, czy może zaryzykować kolejną akcję. Nie jest to oczywiście system o głębi najlepszych sportowych symulatorów, ale pod tą całą warstwą szaleństwa znajduje się wystarczająco dużo zależności, żeby mecze nie sprowadzały się wyłącznie do biegania od jednej bramki do drugiej.
Największą atrakcją pozostają oczywiście super strzały i bardzo podoba mi się, że Tamsoft nie pozwala korzystać z nich całkowicie bezkarnie. Przygotowanie najmocniejszego uderzenia wymaga czasu - musimy znaleźć trochę przestrzeni i naładować strzał, a przeciwnik nie będzie przecież spokojnie patrzył, jak szykujemy efektowną technikę. Obrońcy mogą zareagować, doskoczyć do zawodnika i przerwać całą akcję. To bardzo ważne, ponieważ dzięki temu praktycznie każdy atak nie kończy się kilkunastosekundową animacją kolejnego kosmicznego uderzenia. Trzeba najpierw stworzyć sobie odpowiednią sytuację (przestrzeń), a gdy już się uda, odpalenie jednej z najbardziej widowiskowych technik daje naprawdę dużo satysfakcji.
Sam strzał nie oznacza jeszcze końca pojedynku. Przy uderzeniu wybieramy również kierunek, w którym chcemy posłać piłkę, natomiast bramkarz może spróbować przewidzieć nasze zamiary i odpowiednio zareagować. Jeżeli dobrze odczyta sytuację, może skuteczniej poradzić sobie z uderzeniem i stracić mniej swojej energii. W grze nadal znajduje się charakterystyczny system golkiperów - kolejne ataki stopniowo wyczerpują ich staminę, więc czasami nie chodzi nawet o natychmiastowe zdobycie bramki, a o konsekwentne osłabianie przeciwnika przed następną próbą.
Jednak bramkarze doczekali się kilku bardzo potrzebnych zmian. Nie są już wyłącznie przeszkodą z paskiem energii, którą należy bombardować kolejnymi superstrzałami. Możliwość reagowania na kierunek uderzenia dodaje pojedynkom dodatkową warstwę, a do tego pojawia się mechanika przełamania, dzięki której możemy wpływać na możliwości golkipera i jeszcze mocniej przygotowywać grunt pod późniejszy atak. W rezultacie pojedynek napastnika z bramkarzem jest bardziej angażujący dla obu stron - szczególnie podczas zabawy z drugim graczem, gdy po jednej stronie ktoś próbuje przechytrzyć rywala, a po drugiej trzeba przewidzieć jego decyzję.
Bardzo dobrą nowością jest również Chain System, który zachęca do czegoś więcej niż przejęcie piłki i natychmiastowy sprint najlepszym napastnikiem pod bramkę. Udane akcje możemy ze sobą łączyć, budując kolejne ogniwa ofensywy. Dryblingi, podania i specjalne zagrania napędzają całą akcję, a dobrze zbudowany łańcuch ruchów zwiększa potencjał późniejszego uderzenia i pozwala szybciej przygotować strzał. W praktyce zaczynamy kombinować: zamiast od razu szukać Tsubasy czy Hyugi, czasami bardziej opłaca się rozegrać piłkę przez kilku zawodników, wykorzystać ich możliwości i dopiero wtedy przygotować finał całej akcji.
Captain Tsubasa 2: World Fighters rozwija również specjalne możliwości zawodników. System akcji obejmują nie tylko najbardziej efektowne uderzenia, ale również dryblingi, podania czy odbiory, więc widowiskowość nie została zarezerwowana wyłącznie dla napastników. Obrońca potrafi odpowiedzieć efektownym zagraniem, pomocnik może rozpocząć kolejną część kombinacji, a później wszystko kończy się jednym wielkim atakiem na bramkę.
Nie będę jednak przekonywał szerokiej publiki, że pod tymi wszystkimi efektami kryje się niezwykle rozbudowana piłkarska strategia. Po kilku godzinach zacząłem dostrzegać granice całego systemu, a kolejne mecze coraz częściej sprowadzają się do odpowiedniego budowania akcji, stworzenia przestrzeni i przygotowania jednej z najmocniejszych technik. Superstrzały są tutaj największą atrakcją i jednocześnie fundamentem ofensywnej rozgrywki, więc z czasem może brakować jeszcze jednej warstwy, która mocniej różnicowałaby sposób prowadzenia kolejnych spotkań.
Tylko czy naprawdę ktokolwiek przychodzi do Captain Tsubasa po realistyczną symulację futbolu? Tutaj nie ma nawet krzty realizmu i moim zdaniem jest to jedna z największych zalet tej produkcji. Captain Tsubasa 2: World Fighters chce być przede wszystkim widowiskiem - pozwala wykonywać absurdalne wślizgi, odpalać niemożliwe techniki, bombardować bramkarzy potężnymi strzałami i obserwować animacje, które kompletnie ignorują prawa fizyki. To po prostu rozrywka w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Efektowne anime na ekranie, ale bez next-genowych fajerwerków
Pod względem oprawy Captain Tsubasa 2: World Fighters dokładnie wie, czym chce być. Nie ma tutaj mowy o next-genowej grafice, rozbudowanych stadionach czy technologicznych fajerwerkach, ale podczas samych spotkań naprawdę trudno na to narzekać. Modele najważniejszych zawodników prezentują się bardzo dobrze, są wierne stylistyce anime, a charakterystyczne twarze, fryzury i stroje sprawiają, że największe gwiazdy rozpoznamy natychmiast.
Największe wrażenie robią oczywiście animacje specjalnych technik. To właśnie w tym momencie Captain Tsubasa 2: World Fighters zamienia się niemal w interaktywne anime - kamera zmienia perspektywę, na ekranie pojawiają się efektowne smugi, błyski i najróżniejsze efekty, a zawodnicy wykonują kompletnie absurdalne strzały, podania czy interwencje. Tych sekwencji jest naprawdę sporo, więc przez długi czas kolejne zagrania potrafią zaskakiwać. Sama murawa czy otoczenie stadionów nie zachwycają już takim poziomem szczegółowości, ale szczerze mówiąc... podczas dynamicznego meczu trudno zwracać na nie większą uwagę. Dużym plusem jest również płynność. Całość sprawdzałem na PlayStation 5 Pro i podczas testów Captain Tsubasa 2: World Fighters utrzymywał stałe 60 klatek na sekundę - nie odczułem spadków, przycięć ani innych problemów, które przeszkadzałyby podczas spotkań.
Czy warto zagrać w Captain Tsubasa 2: World Fighters?
Recenzowany Captain Tsubasa 2: World Fighters to przede wszystkim bardzo przyjemna, efektowna i kompletnie szalona zręcznościowa piłka. Tamsoft nie próbuje rywalizować z największymi sportowymi seriami realizmem, zamiast tego konsekwentnie rozwija własny pomysł na futbol, w którym liczą się efektowne wślizgi, specjalne techniki i potężne strzały. Największym elementem produkcji pozostaje bardzo rozbudowany tryb fabularny - momentami zdecydowanie zbyt przegadany, ale oferujący sporo spotkań, rozwój własnego zawodnika oraz możliwość poznawania kolejnych reprezentacji. Jeśli przychodzicie tutaj przede wszystkim dla Tsubasy i jego świata, naprawdę trudno się nudzić.
Mam jednak wrażenie, że twórcy nie wykorzystali w pełni sześciu lat dzielących od poprzedniej odsłony. Gra mogła pojawić się przed Mistrzostwami Świata i wykorzystać ogromne zainteresowanie futbolem, a skoro ostatecznie na premierę musieliśmy zaczekać dłużej, liczyłem na zdecydowanie więcej dodatkowej zawartości. Mamy wielką kampanię, standardowe spotkania offline, lokalną rywalizację oraz multiplayer, ale przy 22 reprezentacjach i ponad 110 zawodnikach aż prosiło się o turnieje, ligi czy bardziej rozbudowane warianty pozwalające wykorzystać tak dużą obsadę. Fundament jest naprawdę dobry.
Ostatecznie Captain Tsubasa 2: World Fighters mogę polecić przede wszystkim największym fanom tego uniwersum. To właśnie oni najłatwiej przymkną oko na przegadane fragmenty kampanii i skromniejszą liczbę dodatkowych trybów, a zamiast tego będą cieszyć się kolejnymi znajomymi bohaterami, absurdalnymi technikami oraz meczami, które mają niewiele wspólnego z prawdziwym futbolem. Nie jest to najbardziej kompletna gra piłkarska, jaką można sobie wyobrazić, ale gdy Tsubasa i spółka wychodzą na murawę, Captain Tsubasa 2: World Fighters potrafi zapewnić dokładnie tę porcję szalonej, efektownej zabawy, na którą fani czekali przez ostatnie lata.
Ocena - recenzja gry Captain Tsubasa II: World Fighters
Atuty
- Bardzo przyjemna, dynamiczna i efektowna rozgrywka,
- Kapitalnie oddany klimat Captain Tsubasa,
- Rozbudowany tryb fabularny,
- Superstrzały i specjalne techniki dają mnóstwo frajdy,
- Ulepszone pojedynki z bramkarzami,
- Świetne animacje specjalnych zagrań.
Wady
- Kampania momentami jest zdecydowanie zbyt przegadana,
- Za mało dodatkowych trybów offline,
- System rozgrywki po czasie pokazuje swoje ograniczenia,
- Oprawa poza efektownymi animacjami nie prezentuje wyjątkowego poziomu.
Captain Tsubasa 2: World Fighters zapewnia bardzo przyjemną, efektowną i kompletnie szaloną zręcznościową piłkę, która świetnie wykorzystuje charakter tego uniwersum. Rozbudowana kampania z własnym zawodnikiem jest największą atrakcją produkcji, choć momentami potrafi być przegadana, a po jej ukończeniu szybko daje o sobie znać skromniejsza liczba dodatkowych trybów. To dobry powrót Tsubasy i wielka frajda dla fanów, ale przy 22 reprezentacjach i ponad 110 zawodnikach Tamsoft zdecydowanie mógł przygotować więcej sposobów na wykorzystanie całej tej zawartości.
Graliśmy na:
PS5
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych