Forza Horizon 6 - recenzja i opinia o grze [Xbox, PC]. Tokio jest piękne, różnorodne i szybkie
Na festiwal w Japonii czekaliśmy latami. Gracze od dawna prosili Playground Games o imprezę w kraju driftu, górskich tras, neonowych ulic i kultury JDM... i w końcu się doczekali. Czy jednak Forza Horizon 6 faktycznie sprostała ogromnym oczekiwaniom? Przeczytajcie naszą recenzję.
Forza Horizon zaczynała jako lżejsza, bardziej festiwalowa alternatywa dla poważniejszej Forzy Motorsport. Tam, gdzie główna seria stawiała na precyzję, zamknięte obiekty i bardziej symulacyjne podejście do jazdy, festiwalowy Horizon zaproponował otwarty świat, muzykę, wakacyjny klimat, swobodę eksploracji i wyścigi, które miały przede wszystkim dawać czystą frajdę z prowadzenia samochodów. Początkowo można było patrzeć na ten projekt jak na odważny spin-off, ale Playground Games bardzo szybko pokazało, że ma w rękach coś znacznie większego.
Dzisiaj nie ma już wątpliwości - to właśnie Forza Horizon stała się jednym z fundamentów Xboksa. Seria przez lata rosła z odsłony na odsłonę, podczas gdy Motorsport z czasem zszedł na drugi, a może nawet trzeci plan. Horizon przejął rolę motoryzacyjnej wizytówki Microsoftu, bo potrafił trafić nie tylko do fanów samochodów, ale też do graczy, którzy po prostu chcieli dobrze się bawić ścinając kolejne drzewka, wskakiwać na większe polany i po prostu cieszyć się jazdą bez trzymanki.
Po latach podróży przez różne kraje i po wielu miesiącach oczekiwań Forza Horizon 6 w końcu zabiera nas do Japonii. To miejsce, o które gracze prosili od dawna… bo trzeba to powiedzieć wprost: Kraj Kwitnącej Wiśni idealnie pasują do festiwalowej formuły Playground Games. Oczekiwania były ogromne, bo Japonia od lat wydawała się naturalnym kierunkiem dla tej serii. I po kilkudziesięciu godzinach mogę napisać jedno: naprawdę warto było czekać.
Japonio! Jaka Ty jesteś piękna
Recenzowana Forza Horizon 6 spełnia marzenia największych fanów serii - po wydarzeniach w słonecznym Kolorado, walce o pozycję na południu Europy, rywalizacji na piaskach Australii, krętych drogach Wielkiej Brytanii i tym kapitalnym poczuciu wolności w Meksyku, gracze w końcu trafiają do Japonii. I od razu czuć, że Playground Games doskonale wiedziało, jak wielkie oczekiwania stoją za tym wyborem. Japonia od lat była jednym z najczęściej wymienianych kierunków dla Horizona, bo właściwie wszystko tutaj pasuje do tej serii: góry, autostrady, wielkie miasta, nocne przejazdy, piękne krajobrazy i ten wyjątkowy kontrast między nowoczesnością a tradycją.
I szczerze? To zdecydowanie największa, najbardziej zróżnicowana i najpiękniejsza lokacja w historii Forzy Horizon. Mówimy o mapie obejmującej aż 662 dróg i 74 unikalnych, ikonicznych obszarów, ale suche liczby nie oddają tego, jak dobrze zaprojektowany jest ten świat. Playground Games nie stworzyło jednej wielkiej pocztówki z Japonii, tylko mapę, która stale zmienia rytm jazdy. Raz pędzimy przez szerokie autostrady, gdzie najmocniejsze samochody mogą wreszcie rozprostować koła, za chwilę wpadamy na kręte górskie trasy stworzone pod drift, a po kilku minutach przecinamy spokojniejsze, wiejskie tereny, gdzie aż chce się zwolnić i po prostu chłonąć widoki. To świat, który nie jest tylko tłem dla wyścigów - on sam zachęca do jazdy.
Najważniejszym punktem gry jest jednak bez wątpienia Tokio. To największy i najbardziej szczegółowy obszar miejski w historii serii, a skala tego miejsca naprawdę robi wrażenie. Twórcy zaszaleli, oferując gigantyczną metropolię pełną ciasnych ulic, szerokich arterii, mostów, tuneli, industrialnych fragmentów i spokojniejszych dzielnic, które bardzo dobrze przełamują tempo jazdy. Nie jest to wyłącznie miasto neonów, choć nocne przejazdy potrafią wyglądać kapitalnie. Tokio w Forza Horizon 6 zachwyca przede wszystkim dlatego, że jest różnorodne pod kątem prowadzenia samochodu. Jedna trasa pozwala cisnąć z ogromną prędkością, inna zmusza do precyzyjnego hamowania, późnego skrętu i walki o każdy centymetr drogi.
Muszę jednak podkreślić, że Japonia nie została zbudowana wyłącznie wokół miasta. W grze nie brakuje ogromnych terenów, otwartych przestrzeni, autostrad, polan pełnych kwiatów, leśnych fragmentów, w których światło pięknie przebija się przez otoczenie, a także górzystych lokacji, które aż proszą się o bardziej techniczną jazdę. Są momenty, gdy po prostu wyskakujemy z drogi, przecinamy kawałek terenu i pędzimy przed siebie, bo Horizon nadal daje to świetne poczucie wolności. A kiedy trafiamy na ośnieżone stoki, gra kolejny raz przypomina, że Japonia w tej odsłonie nie ma jednego oblicza. To kraj kontrastów i właśnie te kontrasty Playground Games bardzo dobrze wykorzystało.
Ogromną rolę odgrywają także sezony i zmienna pogoda. Japonia potrafi wyglądać zupełnie inaczej w zależności od pory roku - mroźna zima, gorące lato, kwitnące krajobrazy i bardziej surowe warunki naprawdę wpływają nie tylko na widoki, ale też na sam odbiór jazdy. Do tego dochodzi pogoda, która potrafi zmienić charakter trasy w trakcie jednej sesji. Inaczej jedzie się po suchym asfalcie, inaczej w ulewie, a jeszcze inaczej wtedy, gdy widoczność i przyczepność zaczynają mocniej pracować przeciwko nam. To właśnie dzięki temu świat Forza Horizon 6 sprawia wrażenie żywego miejsca, do którego chce się wracać - nie tylko po kolejne wyścigi, ale też po nowe widoki, nowe zdjęcia i nowe powody, by po prostu wsiąść do auta i jechać przed siebie.
Trzeba to oczywiście zaznaczyć - Forza Horizon 6 w Japonii nie jest nagle zupełnie inną grą. To nadal Forza Horizon, która pod wieloma względami bardzo mocno trzyma się schematu znanego z ostatnich odsłon serii - mamy festiwal, otwarty świat, setki aktywności, kolejne wyścigi, kolekcjonowanie samochodów i tę charakterystyczną swobodę jazdy. Jasne, skala mapy jest gigantyczna, Japonia w wielu momentach daje lekko inną aurę, a Tokio czy górskie trasy potrafią wnieść do zabawy świeży rytm, ale nie mogę powiedzieć, że Playground Games w pełni wykorzystało potencjał tego kraju. Mam też wrażenie, że twórcy trochę po prostu nie mogli tego zrobić, bo Horizon musi pozostać Horizonem - efektowną, przystępną i festiwalową grą wyścigową, a nie zupełnie nową produkcją z innym tempem, innymi zasadami i całkowicie przebudowaną tożsamością.
Podwójna progresja i zabawa na dziesiątki godzin
Forza Horizon 6 bardzo ciekawie rozgrywa temat progresji, bo tak naprawdę dostajemy tutaj dwie równoległe ścieżki rozwoju. Pierwsza to klasyczny Festiwal Horizon, czyli główna oś zabawy i droga do zostania legendą. Playground Games sporo mówiło przed premierą o tym, że przyjeżdżamy do Japonii jako turysta i żółtodziób, który dopiero musi udowodnić swoją wartość, poznać lokalną scenę i zbudować pozycję w kraju pełnym świetnych kierowców. Brzmiało to bardzo obiecująco, ale w praktyce wygląda jednak dość standardowo dla serii. Bardzo szybko wskakujemy za kierownicę coraz mocniejszych samochodów, bierzemy udział w kolejnych wyścigach i robimy dokładnie to, czego można oczekiwać po Horizonie. Z jednej strony trochę trudno tutaj narzekać, ale z drugiej… twórcy wiele powiedzieli, a zapewnili raczej klasyczne doświadczenie dla tej serii.
W ramach Festiwalu Horizon bierzemy udział między innymi w wyścigach szosowych, szutrowych i przełajowych. Każda z tych kategorii sprawdza trochę inne umiejętności i zmusza do korzystania z różnych samochodów. Road Racing świetnie wypada na ulicach Tokio, szerokich autostradach i bardziej technicznych trasach, Dirt Racing ponownie wymaga dobrego czucia przyczepności na zmiennej nawierzchni, a Cross Country pozwala wrzucić do akcji większe, cięższe maszyny i po prostu przebić się przez pola, wzgórza oraz trudniejszy teren. Za postępy zdobywamy punkty doświadczenia, rozwijamy festiwalową rangę i odblokowujemy kolejne opaski. Do zdobycia jest ich siedem, a każdy większy awans wiąże się ze specjalnym wydarzeniem.
I szczerze mówiąc Zawody o opaskę potrafią naprawdę robić wrażenie. To te momenty, w których Forza Horizon 6 przypomina, że poza zwykłą rywalizacją na trasie nadal chce być wielkim, efektownym show. Ścigamy się z samolotami, pędzimy obok gigantycznej rakiety, a w jednym z najbardziej odjechanych momentów rywalizujemy nawet z ogromnym mechem. To są te typowo atrakcje oferowane przez Playground Games, które nie mają wiele wspólnego z realizmem, ale świetnie budują klimat motoryzacyjnego festiwalu bez hamulców. Szkoda tylko, że pod koniec tej ścieżki twórcy trochę niepotrzebnie przyhamowują progres. Chcąc wskoczyć na najwyższy poziom, musimy zdobyć dodatkowe punkty, ale nie wystarczy już po prostu wygrywać kolejne wyścigi. Gra zaczyna mocniej wypychać nas w stronę klasycznych wyzwań: fotoradarów, stref driftu, zdjęć samochodów, stref pomiarowych czy innych aktywności rozsianych po mapie. Atrakcji jest mnóstwo i same w sobie są przyjemne, ale mam wrażenie, że trochę zbyt mocno wpleciono je w główną progresję.
Druga ścieżka to Discover Japan i moim zdaniem właśnie tutaj recenzowana Forza Horizon 6 znacznie lepiej wykorzystuje swoją nową lokację. To progresja związana z poznawaniem Japonii, fotografowaniem, wycieczkami, kupowaniem domów, rozbudową garażu, ulepszaniem samochodów, zbieraniem regionalnych maskotek czy nawet dostarczaniem jedzenia w Tokio. Gra chce, żebyśmy nie tylko ścigali się od zawodów do zawodów, ale też zwiedzali, kolekcjonowali, robili zdjęcia, szukali ciekawostek i korzystali z tego świata jak z ogromnego motoryzacyjnego placu zabaw. Bardzo podoba mi się ten kierunek, bo Japonia aż prosi się o takie bardziej swobodne odkrywanie. Można po prostu ruszyć przed siebie, po drodze rozbić kilka tablic, trafić na ciekawe miejsce, zrobić zdjęcie, zgarnąć maskotkę i dopiero po chwili przypomnieć sobie, że przecież mieliśmy jechać na konkretny wyścig.
Discover Japan nie jest wyłącznie zestawem pobocznych aktywności bez większego znaczenia. Nie brakuje tutaj również rywalizacji, a szczególnie dobrze wypadają Zawody Uliczne i Wyścigi Touge, czyli pojedynki inspirowane japońskimi górskimi drogami. I nie będę ukrywał, że trochę żałuję jednego - takich zmagań w grze powinno być znacznie więcej, bo to właśnie one najlepiej sprzedają atmosferę Japonii. Pojedynek jeden na jednego na krętej trasie, z konkretnym przeciwnikiem i samochodem, daje zupełnie inne emocje niż typowy festiwalowy wyścig z dużą stawką rywali. To bardziej osobiste, bardziej techniczne i po prostu bardzo pasuje do tego świata. Bez problemu wyobrażam sobie, że takie wyzwania mogłyby być jeszcze mocniej związane z głównym Festiwalem, bo idealnie uzupełniają standardową strukturę gry.
Ostatecznie trzeba jednak powiedzieć jedno: Forza Horizon 6 jest gigantyczna. Zawartości jest tutaj na dziesiątki godzin, a jeśli ktoś lubi czyścić mapę, zbierać samochody, robić zdjęcia, poznawać każdy zakręt i sprawdzać wszystkie aktywności, to może przepaść na naprawdę długo. Bardzo pomaga w tym funkcja Co dalej?, gdzie AI Anna proponuje kolejne wyścigi lub aktywności i pozwala szybko znaleźć coś sensownego do zrobienia. Jeśli nie macie ochoty samodzielnie przekopywać się przez mapę, możecie po prostu skorzystać z automatycznej jazdy do celu.
Najbardziej podoba mi się jednak to, że mimo pewnych zgrzytów w końcowej progresji, obie ścieżki dobrze się uzupełniają. Festiwal Horizon daje klasyczną strukturę rywalizacji, opaski, wielkie wydarzenia i poczucie awansu, a Discover Japan przypomina, że ta gra nie polega wyłącznie na wygrywaniu wyścigów. To także jazda dla samej jazdy, poznawanie kraju, kolekcjonowanie, spotkania samochodowe, dostawy jedzenia, zdjęcia, drift i lokalna kultura motoryzacyjna. I właśnie dzięki temu Forza Horizon 6 potrafi zachwycić.
Znakomita prędkość i piękne okolice
Pod względem samej jazdy Forza Horizon 6 nie próbuje wymyślać serii od nowa. To nie jest rewolucja, nie ma tutaj nagłego przewrotu w modelu prowadzenia i szczerze mówiąc... bardzo dobrze. Playground Games ponownie dostarcza po prostu genialne wyścigi, w których od pierwszych minut czuć tę charakterystyczną lekkość, dynamikę i ogromną przyjemność z prowadzenia samochodu. Wystarczy wskoczyć za kierownicę pierwszej lepszej maszyny, przejechać kilka zakrętów, poczuć pracę zawieszenia, reakcję na nawierzchnię i już wiadomo, że to nadal Horizon w najlepszym wydaniu.
Największą siłą serii pozostaje to, że każdy samochód potrafi dawać inne wrażenia. Inaczej prowadzi się lekkie sportowe coupe, inaczej potężną terenówkę, inaczej auto stworzone pod drift, a jeszcze inaczej maszynę, która najlepiej czuje się na długich prostych. Do tego dochodzi tuning i możliwość dostosowywania samochodów pod własny styl jazdy, więc bardzo łatwo wpaść w ten dobrze znany rytm: kupujesz auto, ulepszasz, testujesz, zmieniasz ustawienia i nagle okazuje się, że ta sama trasa potrafi dać zupełnie inne emocje. Forza Horizon 6 świetnie przypomina, że tutaj nie chodzi wyłącznie o kolekcjonowanie ponad 550 samochodów, ale o szukanie tych kilku, które naprawdę zapewnią nam odpowiednie wrażenia.
Kapitalnie wypada też samo zróżnicowanie nawierzchni. Japonia oferuje sporo unikalnych wrażeń - na asfalcie czujemy szybkość i precyzję, na szutrze trzeba już trochę mocniej walczyć o kontrolę, a gdy zjeżdżamy w teren, gra od razu zmienia rytm. Ścinanie tras, przeskakiwanie przez pola, walka o przyczepność na mokrych ulicach, rywalizacja na górskich odcinkach czy wciskanie gazu do końca na autostradzie - to wszystko sprawia, że recenzowana Forza Horizon 6 przez cały czas daje ogromną frajdę z samego prowadzenia. Twórcy ponownie korzystają z siły Drivatarów, więc podczas wyścigów widzicie znajomych, którzy rywalizują z Wami w dosłownie każdym przejeździe. W grze nie zabrakło także rozbudowanego trybu sieciowego, ale szczerze mówiąc - w trakcie przedpremierowych testów trudno było znaleźć chętnych do rywalizacji. Deweloperzy ponownie oferują szereg wariantów rozgrywki, jednak na większe testy tej zawartości przyjdzie czas po premierze.
Ogromny wpływ na te wrażenia ma oczywiście płynność. Na Xboksie Series X możemy wybrać tryb jakości lub wydajności i ja zdecydowaną większość czasu spędziłem w tym drugim wariancie. Rozgrywka w 60 klatkach przy 4K z dynamiczną rozdzielczością schodzącą do około 1620p robi dokładnie to, czego oczekuję od takiej gry - daje responsywność, świetne poczucie kontroli i ten płynny, szybki rytm jazdy, który w Horizon jest po prostu kluczowy. Przy takich prędkościach, przy tylu ciasnych zakrętach i przy ciągłym balansowaniu między precyzją a widowiskowością, 60 FPS naprawdę robi różnicę.
Tryb jakości również pozytywnie mnie zaskoczył. 30 klatek w tak dynamicznej grze jest od razu odczuwalne i osobiście nie wybrałbym tego wariantu do regularnego grania, ale pod względem wizualnym potrafi zrobić świetne wrażenie. Pełne 4K bez dynamicznej rozdzielczości daje bardzo czysty obraz, a odbicia na maskach samochodów czy mokrych ulicach wyglądają fantastycznie. Szczególnie podczas nocnych lub deszczowych przejazdów Japonia potrafi naprawdę błyszczeć - światła miasta odbijające się w karoserii, mokry asfalt, połyskujące detale i ogromna dbałość o prezentację robią swoje.
Jak dla mnie Forza Horizon 6 najlepiej smakuje mi w trybie wydajności. Grafika nadal jest tam bardzo efektowna, Japonia wciąż wygląda pięknie, a jednocześnie dostajemy płynność, która idealnie pasuje do charakteru tej serii. To nie jest gra, w której chciałbym poświęcać responsywność dla kilku dodatkowych wizualnych fajerwerków.
To jest Japonia!
Najlepsze wrażenia zapewniają moim zdaniem nocne Zawody Uliczne, bo właśnie tam Forza Horizon 6 najlepiej oferuje klimat Japonii. Często rywalizacja zaczyna się gdzieś na obrzeżach miasta, w bardziej surowej, ciemniejszej scenerii, gdzie to reflektory samochodów rozcinają asfalt i nadają całemu wyścigowi odpowiedni ton. A później przejeżdżamy przez kolejne bramki oznaczone czerwonymi flarami i dosłownie widzimy, jak ta intensywna barwa rozlewa się po maskach, szybach i bokach samochodów. To niby mały detal, ale właśnie takie momenty sprawiają, że nocne wyścigi mają wyjątkowy charakter.
Później trasa potrafi wprowadzić nas do Tokio i wtedy Forza Horizon 6 pokazuje swoje bardziej efektowne oblicze. To nie jest miasto przeładowane neonami na każdym kroku i jeśli ktoś oczekiwał wizji rodem z futurystycznych pocztówek, może być lekko zaskoczony. Ale kiedy już wpadamy w odpowiednie dzielnice, gdy mokry asfalt odbija światła budynków, a samochody przecinają szerokie ulice lub ciaśniejsze zakręty między zabudowaniami, gra naprawdę potrafi zachwycić. Nie musi co sekundę krzyczeć kolorami, bo często wystarczy odpowiednie światło, nocna atmosfera i poczucie prędkości, żeby całość działała świetnie.
I właśnie w takich chwilach najbardziej czuć, że Forza Horizon 6 może nie wymyśla koła na nowo, ale nadal robi to, co seria od lat robi najlepiej. Łączy znakomity model jazdy z efektowną prezentacją, pozwala poczuć prędkość i daje te krótkie momenty czystej motoryzacyjnej frajdy, dla których chce się odpalić kolejny wyścig. Nocne Zawody Uliczne są dla mnie jednym z najlepszych przykładów tego podejścia - niby znamy tę strukturę, niby wiemy, czego się spodziewać, a jednak gdy światła odbijają się na karoserii, flary rozświetlają trasę, a Tokio pojawia się na horyzoncie, trudno nie dać się porwać.
Soundtrack w Forza Horizon 6 jest po prostu genialny, bo Playground Games ponownie potraktowało muzykę jako jeden z najważniejszych filarów festiwalu. To nie jest tylko tło do jazdy, które można zignorować po kilku minutach - radio realnie podbija emocje, nadaje rytm wyścigom i sprawia, że człowiek chce cisnąć jeszcze mocniej, jeszcze czyściej wejść w zakręt i jeszcze raz poprawić swój wynik. Twórcy przygotowali aż 9 stacji radiowych i największą liczbę utworów w historii serii, łącząc elektronikę, drum & bass, rock, hip-hop, synthwave, electropop, alternatywne brzmienia, muzykę klasyczną oraz... i po raz pierwszy w historii Festiwalu Horizon ikoniczne kawałki J-popowe.
Najlepsze jest to, że ten zestaw bardzo dobrze współgra z Japonią. W jednej chwili możemy odpalić bardziej energetyczne brzmienia z Horizon Bass Arena albo Hospital Records, idealne do szybkich przejazdów i nocnych wyścigów, a chwilę później wskoczyć w Gacha City Radio, gdzie pojawiają się między innymi Creepy Nuts, Ado, YOASOBI, Yellow Magic Orchestra czy 10-FEET. Do tego dochodzi Horizon XS z mocniejszym uderzeniem, w którym znajdziemy BABYMETAL, ONE OK ROCK, Linkin Park czy BAND-MAID, a jeśli ktoś chce po prostu płynąć przez Japonię i chłonąć widoki, Horizon Pulse, Horizon Wave albo spokojniejsze Horizon Opus idealnie nadają się do bardziej nastrojowych przejazdów.
I właśnie dlatego muzyka tak dobrze wpływa na całą jazdę. Kiedy pędzimy nocą przez Tokio, neony odbijają się na karoserii, a w tle wpada mocny bit albo japoński utwór idealnie pasujący do klimatu miasta, Forza Horizon 6 potrafi zapewnić oczekiwane wrażenia. Soundtrack sprawia, że każde wydarzenie ma więcej energii, a zwykła przejażdżka po mapie potrafi zamienić się w mały motoryzacyjny spektakl.
Więcej, mocniej, szybciej. To jest Forza Horizon 6
Forza Horizon 6 oferuje znacznie więcej niż same wyścigi i to bardzo szybko widać po tym, jak mocno Playground Games rozbudowało całą otoczkę wokół życia w Japonii. Gracz może kupować kolejne posiadłości rozsiane po mapie, a każda z nich pełni funkcję małej bazy wypadowej - miejsca do szybkiej podróży, ulepszania samochodów, zmiany wyglądu postaci czy korzystania z personalizacji garażu. To niby znany element serii, ale tutaj ponownie dobrze wpisuje się w strukturę gry, bo przy tak ogromnej mapie każda dodatkowa „kotwica” naprawdę ma znaczenie.
Ciekawie wypada też przestrzeń, którą możemy potraktować jak własny plac zabaw. Twórcy pozwalają budować tam właściwie to, na co mamy ochotę - tor wyścigowy, trasę przeszkód, spokojny ogród albo kompletnie odjechaną konstrukcję stworzoną tylko po to, by testować samochody i własną cierpliwość. To rozwiązanie bardzo dobrze pasuje do społecznościowego charakteru Horizona, bo gotowe projekty można udostępniać innym graczom, a jednocześnie sam proces budowania ma być czymś, do czego wracamy wraz z postępami w karierze. Nie jest to element, który zastąpi główne wyścigi, ale daje dodatkową swobodę i pozwala jeszcze mocniej poczuć, że Japonia w Forza Horizon 6 nie jest tylko mapą do przejechania, ale miejscem, które możemy trochę urządzić po swojemu.
Ogromnym filarem pozostaje oczywiście tuning i personalizacja samochodów. Forza Horizon 6 ponownie pozwala nie tylko poprawiać osiągi aut, ale też mocno zmieniać ich wygląd. Możemy dostosowywać maszyny do konkretnych typów zawodów i własnego stylu jazdy, grzebać w częściach, poprawiać surowe osiągi, ale też bawić się wizualną stroną kolekcji. Nowe lakiery, felgi, japońskie tablice, naklejki na szybach, odświeżone elementy Forza Aero czy możliwość założenia różnych felg z przodu i z tyłu sprawiają, że dla osób lubiących dłubać przy samochodach to będzie kolejna studnia bez dna. I to właśnie bardzo dobrze pasuje do Japonii, bo gra wyraźnie chce podkreślić nie tylko samą rywalizację, ale też kulturę budowania własnej maszyny.
Do tego dochodzi rozwój samochodów za sprawą Car Mastery. Wykonywanie driftów, skoków, jazda na milimetry obok innych aut i kolejne efektowne akcje nagradzają punktami, które później inwestujemy w profity dla poszczególnych maszyn. Dzięki temu samochody nie są tylko pozycjami w garażu - im więcej nimi jeździmy, tym bardziej budujemy z nimi własną relację. Zdobyte punkty możemy przeznaczać także na świeżo odblokowane auta, więc jeśli nagle trafimy na nowego faworyta, szybko da się doposażyć go w przydatne premie. To mały, ale bardzo przyjemny system, który zachęca do regularnego testowania różnych pojazdów.
Forza Horizon 6 bardzo mocno stawia też na odkrywanie samochodów poza klasycznym sklepem. W Autoshow znajdziemy maszyny od ponad 80 producentów - od nowoczesnych sportowych aut, przez klasyki, aż po potężne konstrukcje stworzone pod tory - ale najciekawsze pojazdy często czekają gdzieś w świecie. Wracają porzucone bryki, których jest 14, a ich odkrywanie powiązano z postępami w dzienniku kolekcji. Są też skarby, czyli dziewięć ukrytych samochodów rozsianych w mniej oczywistych miejscach mapy, oraz nawet zakupy odpicowanych używek. Te ostatnie potrafią być już zmodyfikowane, unikalne i tańsze niż standardowy zakup w salonie, więc naprawdę warto mieć oczy szeroko otwarte.
Najważniejsze jest jednak to, że Forza Horizon 6 oferuje gigantyczny zestaw ponad 550 prawdziwych samochodów i nie jest to liczba wrzucona tylko po to, by dobrze wyglądała w materiałach promocyjnych. Ta kolekcja naprawdę pozwala zanurzyć się w różnych odcieniach motoryzacji - od współczesnych ikon osiągów, przez klasyki JDM, aż po auta, które po odpowiednich modyfikacjach mogą zupełnie zmienić swój charakter. Już sama oficjalna lista pokazuje skalę: mamy tu chociażby debiutujący w grach 2025 GR GT Prototype, nowe 2025 Toyota Land Cruiser, kultowe Toyota Sprinter Trueno GT Apex, Toyota Supra RZ, Nissana Skyline GT-R w kilku odsłonach, Nissana Silvię, Mitsubishi Lancera Evolution, Subaru Imprezę 22B-STi, Mazdę RX-7, Lexus LFA, ale też potężne Ferrari, Lamborghini, Porsche, McLareny, Koenigseggi, klasyczne muscle cary, terenówki, auta rajdowe i całe szaleństwo Formula Drift.
I ta rozpiętość robi największe wrażenie. Możesz wskoczyć do małego Autozama AZ-1, klasycznego Hondy S800 albo Nissana Figaro, by po chwili przesiąść się do Ferrari LaFerrari, Aston Martina Valkyrie, Koenigsegga Jesko, Porsche 918 Spyder czy absurdalnie szybkiego Lotusa Evija. Jeśli chcesz poczuć Japonię, lista wręcz zalewa klasykami: Honda NSX-R, Honda S2000, Mazda MX-5, Mazda RX-8, Toyota Celica GT-Four ST205, Nissan Fairlady Z, Nissan GT-R NISMO czy Subaru BRZ. Jeśli wolisz zabawę w terenie, są GMC Jimmy, Ford Bronco Raptor, Ram 1500 TRX, Toyota Tacoma TRD Pro i znacznie, znacznie więcej.
Do tego dochodzi poprawione brzmienie silników i odświeżone animacje kierownicy z obrotem do 540 stopni, co jeszcze mocniej buduje poczucie kontaktu z samochodem. Ostatecznie trudno się tutaj zatracić na kolekcjonowaniu, zbieraniu, szukaniu i po prostu czystej zabawie - w praktyce wygląda to tak, że wybieramy maszynę, dopasowujemy ją do trasy, klimatu, wyzwania albo własnego humoru i po prostu ruszamy przed siebie. Jednego dnia bawimy się w uliczny wyścig w Nissanie, drugiego driftujemy Toyotą, później przecinamy góry rajdowym Subaru, a następnie sprawdzamy, jak absurdalny hipersamochód radzi sobie na japońskiej autostradzie. I to naprawdę nie zawodzi.
Czy warto zagrać w Forza Horizon 6?
Forza Horizon 6 to największy festiwal w historii serii i jednocześnie odsłona osadzona w zdecydowanie najbardziej zróżnicowanym kraju, jaki Playground Games mogło wybrać. Japonia daje tej grze wszystko, czego fani oczekiwali od lat: gigantyczne Tokio, kręte górskie trasy, szerokie autostrady, klimatyczne nocne wyścigi, piękne krajobrazy, sezony, zmienną pogodę i tę wyjątkową aurę, która sprawia, że czasami nie chce się nawet rozpoczynać zawodów - wystarczy po prostu jechać przed siebie. To świat ogromny, piękny i pełen atrakcji, w którym bardzo łatwo przepaść na dziesiątki godzin.
Najważniejsze jest jednak to, że Forza Horizon 6 nadal oferuje genialną jazdę. Samochody prowadzą się świetnie, każda nawierzchnia potrafi zmienić rytm wyścigu, a zestaw ponad 550 aut sprawia, że właściwie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Do tego dochodzi masa aktywności: wyścigi szosowe, szutrowe i przełajowe, Zawody Uliczne, tabliczki, skoki, radary, kupowanie domów, rozbudowa garażu, odkrywanie samochodów, tuning, zdjęcia, dostawy jedzenia i wszystkie te małe rzeczy, które sprawiają, że mapa nigdy nie wydaje się pusta. Są drobne problemy, są momenty, gdy progresja potrafi trochę sztucznie przyhamować, a sama Japonia nie zawsze wykorzystuje pełnię swojego potencjału, ale dla największych fanów serii to raczej szczegóły niż realne przeszkody.
Trzeba tylko pamiętać, że to nie jest zupełnie nowa gra i nie jest to Forza Japan zbudowana od zera na innych zasadach. To nadal Forza Horizon - z tym samym festiwalowym DNA, podobną strukturą, znajomym rytmem i sprawdzonymi systemami. Playground Games nie wywraca serii do góry nogami, ale ponownie dowozi dokładnie to, czego od niej oczekujemy: piękny świat, świetną jazdę, ogrom zawartości i poczucie, że każda kolejna trasa może dać czystą frajdę. Forza Horizon 6 nie zawodzi, a Japonia daje mnóstwo powodów, by cieszyć się tą podróżą przez bardzo długi czas.
Ocena - recenzja gry Forza Horizon 6
Atuty
- Największa, najpiękniejsza i najbardziej zróżnicowana mapa w historii serii,
- Japonia świetnie pasuje do formuły Forza Horizon,
- Gigantyczne Tokio z ciasnymi ulicami, autostradami, tunelami i industrialnymi fragmentami,
- Kapitalne górskie trasy i nocne Zawody Uliczne,
- Genialny model jazdy - znajomy, ale wciąż dający ogrom frajdy,
- Ponad 550 samochodów i świetny przekrój od klasyków JDM po współczesne hiperauta,
- Bardzo rozbudowany tuning, personalizacja i kolekcjonowanie aut,
- Dwie ścieżki progresji: Horizon Festival i Discover Japan,
- Mnóstwo aktywności poza wyścigami: zdjęcia, dostawy jedzenia, maskotki, posiadłości, PR Stunts,
- Znakomity soundtrack, który świetnie podbija klimat jazdy,
- Tryb wydajności na Xbox Series X zapewnia bardzo przyjemne 60 FPS.
Wady
- To nadal klasyczna Forza Horizon, bez większej rewolucji w formule,
- Japonia nie zawsze wykorzystuje pełnię swojego potencjału,
- Końcowa progresja Horizon Festival potrafi trochę sztucznie przyhamować.
Forza Horizon 6 to największa, najpiękniejsza i najbardziej zróżnicowana odsłona serii, która wreszcie zabiera graczy do wymarzonej Japonii. Playground Games nie przygotowało rewolucji, ale ponownie dowiozło genialną jazdę, ogrom aktywności, ponad 550 samochodów i świat, w którym łatwo przepaść na dziesiątki godzin. To nadal klasyczna Forza Horizon, ale w tak efektownym, bogatym i dopracowanym wydaniu, że fani serii będą zachwyceni.
Graliśmy na:
XSX|S
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (193)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych