Mortal Kombat II (2026) - recenzja i opinia i filmie [WB]. Fatality czy Flawless Victory?
Mortal Kombat II to produkcja, która już na etapie zapowiedzi miała jeden główny cel - naprawić największy zarzut wobec poprzednika i wreszcie dostarczyć widzom to, na co czekali od lat - pełnoprawną ekranizację gry, na miarę kultowej, pierwszej części z 1995 roku. Reżyser Simon McQuoid wyraźnie wyciągnął wnioski z odbioru filmu z 2021 roku, tworząc sequel znacznie większy, bardziej widowiskowy i zdecydowanie bliższy duchowi kultowej serii gier. Ale czy to wystarczyło?
Już pierwsze sceny filmu pokazują, że tym razem postawiono na większą skalę. Tam, gdzie pierwsza część była stosunkowo kameralna i momentami wręcz ograniczona, sequel otwiera się na pełnoprawne fantasy. Pojawiają się nowe krainy, takie jak Edenia czy Netherrealm, a sama historia nabiera większego rozmachu. Stawka jest jednak jasna i czytelna - przegrana oznacza podbój Ziemi przez Shao Kahna (wciela się w niego kulturysta i aktor Martyn Ford), który we wstępie do filmu brutalnie rozprawia się z obrońcami wspomnianej Edenii, wygrywając turniej i przejmując tam władzę.
Tym razem historia bardziej bezpośrednio wprowadza prawdziwy turniej Mortal Kombat, który w pierwszym filmie nie był tak eksponowany. W centrum wydarzeń są wojownicy Ziemi, którzy zostają zmuszeni do udziału w brutalnych walkach z przedstawicielami armii Shao Kahna, a kluczową rolę odgrywają postacie doskonale znane fanom gier, zarówno te znane z pierwszej części filmu, jak i zupełnie nowe, wprowadzone w sequelu.
Mortal Kombat II (2026) - recenzja i opinia i filmie [WB]. Runda 1 - Johnny Cage wchodzi do gry
Fabuła, choć wciąż bardzo prosta, działa nieco lepiej niż w poprzednim filmie, bo w końcu opiera się na konkretnym konflikcie i strukturze turniejowej. Choć nie ma się co łudzić - żaden z aktorów czy twórców Oscara za ten tytuł nie dostanie. Scenariusz nadal bywa schematyczny i przewidywalny do bólu, a część bohaterów pozostaje niedostatecznie rozwinięta. Momentami tempo narracji jest przy tym nierówne i przypomina następujące po sobie sceny teledysku. Ale taka jest formuła, to po prostu produkcja popcornowa, stawiająca głównie na widowisko.
Kluczowy, zdawałoby się wydawać po trailerach, jest debiut Johnny’ego Cage’a, w którego wciela się Karl Urban, znany doskonale choćby z serialu "The Boys", gdzie gra Billy’ego Butchera. I mam co do tej postaci mieszane odczucia, choć jego interpretacja postaci nie ogranicza się jedynie do komediowego, narcystycznego aktora znanego z gier. Jego Cage to człowiek skonfrontowany z brutalną rzeczywistością, zapomniany gwiazdor, który musi przejść przemianę. Nie brakuje mu też charyzmy i humoru, który skutecznie równoważy poważniejszy ton historii. Widać, że twórcy wyjęli tym razem kij z czterech liter, choć czasem przeginają teraz w drugą stronę, a o lekkość i cringe dba też chyba jedna z najbardziej wyrazistych postaci - Kano. Musicie bowiem wiedzieć, że w Mortal Kombat śmierć to tylko nazwa - wiele postaci, które w poprzedniej części wąchało kwiatki od spodu, wraca w sequelu.
Mortal Kombat II (2026) - recenzja i opinia i filmie [WB]. Runda 2 - Nie każde starcie to Flawless Victory
Na ekranie powracają także znane twarze, takie jak Jessica McNamee jako Sonya Blade, Mehcad Brooks jako Jax, Tadanobu Asano jako Raiden, Chin Han jako Shang Tsung czy Ludi Lin jako Liu Kang. Nowe postacie, takie jak Quan Chi (Damon Herriman), Kitana (urocza Adeline Rudolph) czy Jade (trochę mniej urocza Tati Gabrielle), wprowadzają świeżość i poszerzają uniwersum i tutaj warto się na chwilę zatrzymać, bo o ile trailery sugerowały, że postacią centralną opowieści może być Johnny Cage, jest nią tak naprawdę Kitana, która pała żądzą zemsty na Shao Kahnie za podbicie jej krainy i zamordowanie ojca, a jednocześnie walczy w turnieju po jego stronie.
Najważniejszym elementem, na który czekałem w „Mortal Kombat II”, są oczywiście walki. I tak, choreografia stoi na wyższym poziomie niż w jedynce - widać więcej pracy włożonej w treningi aktorów. Starcia są dynamiczne, brutalne i znacznie bardziej kreatywne niż w pierwszej części, zwłaszcza w przypadku brutalnych fatality, które ociekają krwią, ale wprowadzają też kultowe areny z gier, jak te z kolcami czy kwasem. Niestety starcie starciu nierówne. U Karla Urbana widać spore braki w kwestii treningu i znajomości sztuk walki, przez co pojedynki z jego udziałem wypadają najgorzej, z kolei jedna z najlepszych walk to ta Ludi Lina (Liu Kang), który to biegle posługuje się tajskim boksem czy jiu-jitsu. Różnice w jakości tych starć są gigantyczne.
Mortal Kombat II (2026) - recenzja i opinia i filmie [WB]. Runda finałowa - Finish Him!
Brakowało mi też lepiej dobranej muzyki, która jest mało istotnym tłem i nijak ma się do tego, czym karmiono nas w oryginalnym filmie z 1995 roku wyreżyserowanym przez Paula W.S. Andersona. Najsmutniejszy jest fakt, że najlepszy motyw muzyczny, który wyrwał mnie niemalże z krzesła pojawia się podczas... napisów końcowych. Szkoda. Warto jednak zwrócić uwagę na poprawę w zakresie scenografii i efektów specjalnych. Większy budżet jest widoczny niemal w każdej scenie - różnorodne areny walk, bogatsze lokacje i bardziej dopracowane efekty wizualne sprawiają, że świat przedstawiony jest bardziej wiarygodny i immersyjny. Film w końcu zaczyna przypominać podróż przez różne światy, w dodatku znacznie gęściej wypełnioną ukłonami w stronę fanów, gościnnymi występami czy easter eggami jak kultowe "Get over here".
Pomimo niedociągnięć „Mortal Kombat II” to krok naprzód względem poprzednika. To film, który lepiej rozumie, czym ma być adaptacja tej serii - widowiskowym, brutalnym i momentami przerysowanym spektaklem, który nie wstydzi się swoich korzeni i potrafi rozśmieszyć ironicznym humorem. To nie jest kino ambitne ani szczególnie odkrywcze, ale jako rozrywkowe widowisko sprawdza się lepiej niż część pierwsza. Choć do filmu z 1995 roku, który dla mnie jest jedną z lepszych adaptacji gier wideo, wciąż sporo brakuje.
Atuty
- Większy rozmach oraz budżet
- Lepsza choreografia walk niż w jedynce
- Easter Eggi i inne smaczki
- Gościnne występy
- Pogłębiony świat, nowe krainy i postacie
- Więcej humoru
Wady
- Nie wszystkie walki są dobre
- Muzyka jest tragiczna
- Przewidywalna i prosta fabuła
- Część postaci nie została dobrze rozwinięta
Mimo wyraźnych wad, jako rozrywkowy, „popcornowy” seans sprawdza się dobrze, choć do kultowego poziomu z 1995 roku nadal sporo mu brakuje.
Przeczytaj również
Komentarze (47)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych