Drama (2026) - recenzja filmu [Monolith]. O co tyle krzyku?!

Drama (2026) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. O co tyle krzyku?!

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Co najgorszego zdarzyło ci się zrobić w życiu? To trudne pytanie, na które wiele osób wolałoby nie musieć odpowiadać. Prawda zazwyczaj nie jest aż tak straszna aby kompletnie wykoleić czyjeś życie, ale co by było, gdyby ktoś bliski przyznał się przed tobą do zrobienia czegoś naprawdę złego? Potrafiłbyś mu wybaczyć? 

Kristoffer Borgli nie kręci lekkich filmów, bo szkoda na nie czasu. Bardziej interesują go ekstrema i ich eksploracja - potrzeba bycia w centrum uwagi, tożsamość, a teraz ludzka empatia. Jego najnowsze dzieło, "Drama" od samego początku rzeźbione było jako film, który wywoła poruszenie i pewnie kilka skandali. Nie podejrzewałem jednak, że wyrośnie wokół niego dosłownie aż taka, cóż... Drama. Z drugiej strony, Amerykanie są dosyć mocno wyczuleni na ten konkretny temat, więc może to po prostu ja jestem przesadnie naiwny. 

Dalsza część tekstu pod wideo

O czym jest "Drama"? Powiem ci pod koniec tego akapitu, choć zalecałbym pominąć tę informację, bo choć nie jest to żadna tajemnica, to jednak marketing filmu pilnował się, aby nie mówić co i jak, a kiedy grana przez Zendayę Emma już na samym początku zrzuca na widza tę bombę, jest to moment, który właściwie definiuje cały film i najlepsze wrażenia osiągnie się odkrywając ten sekret razem z jej przyszłym mężem, Charliem (Robert Pattinson). Nasi bohaterowie rozmawiają o tym, co najgorszego w życiu zrobili. Ktoś dokuczał niepełnosprawnemu dziecku, ktoś inny był takim łobuzem, że inny dzieciak dosłownie się przez niego przeprowadził, a Emma... W ostatniej chwili zrezygnowała z urządzenia w swojej szkole strzelnicy z żywymi celami. Ostatecznie jedynie uszkodziła sobie słuch, ale to i tak wyznanie, które sprawia, że jej narzeczony i przyjaciele zaczynają zastanawiać się, czy mogą w ogóle powiedzieć, że ją znają. Czy czują się bezpiecznie w jej towarzystwie. 

Drama (2026) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Świat staje w miesjcu

Po tym szybkim, acz skutecznym wstępie, rozpoczyna się film właściwy, czyli festiwal agresji, paniki, lęku, pochopnie podejmowanych decyzji i, krótko mówiąc... Farsy. Nie zrozum mnie źle - to nie jest zabawny film. Przynajmniej nie w taki sposób, jak recenzowany ostatnio "Balls up" czy nawet trochę mroczniejsze "Kac Vegas". Bardzo łatwo stwierdzić, że dywagacje autora filmu na zadany temat są po prostu niesmaczne i spłycają niepotrzebnie trudny temat, choć moim zdaniem dzieje się tu kilka bardzo ciekawych rzeczy, reżyser nie ucieka przed trudnymi pytaniami, a że przy okazji potrafi miejscami rozładować lekko napięcie - zwykle w mroczny sposób, zestawiając ze sobą mocno kontrastujące sytuacje lub każąc postaciom zachowywać się jakby o czymś takim jak umiar czytali jedynie w książkach. 

Królem tego typu scen jest Pattinson, który przez większość filmu jest absolutnym kłębkiem nerwów. Charlie znalazł się w sytuacji, którą trudno mu jest w ogóle zrozumieć - z jednej strony chce wciąż być z Emmą, z drugiej strony wszyscy mówią mu, że to bardzo zły pomysł i on sam też, gdzieś tam, zdaje sobie z tego sprawę. Dochodzi do tego, że zaczyna się jej wręcz bać i to właśnie w tych neurotycznych ruchach i nienaturalnym śmiechu skontrastowanych z jak najbardziej żywymi, trudnymi do przetrawienia emocjami kryje się siła tej postaci. Z drugiej strony spektrum mamy natomiast druhnę panny młodej, Rachel (Alana Haim). Tak jak rozumiem jej spojrzenie na sytuację - trudno byłoby mieć do niej o to pretensje w prawdziwym życiu - tak wydaje mi się, że w grze Haim brakuje niuansu. To praktycznie ściana, w kółko powtarzająca to samo i nie wnosząca do tematu niczego nowego. Zaryzykowałbym nawet stwierdzeniem, że to przez nią może nam w trakcie seansu towarzyszyć poczucie, że fabuła stoi trochę w miejscu, a rześkich 100 minut seansu zaczyna się lekko ciągnąć. 

Drama (2026) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. I co dalej?

Z drugiej strony, fabuła rzeczywiście stoi trochę w miejscu, bo i cały świat naszych bohaterów zrobił nagle stop i teraz nie wiedzą, jak ruszyć dalej. Rzecz dzieje się ledwie kilka dni przed ślubem, więc czasu na rozwój sytuacji nie ma jakoś bardzo dużo. Zamiast tego, reżyser znajduje balans, pokazując nam zarówno sytuację "po kolacji", jak i "przed kolacją" (będziesz wiedział, o co mi chodzi), dzięki czemu uczłowiecza zarówno Emmę, jak i całą jej sytuację. Z minuty na minutę odpowiedź na to, czy nasza bohaterka zasługuje na przebaczenie staje się coraz mniej oczywista, a film zyskuje na głębi. To jedna z tych niepozornych opowieści, o których po seansie można dyskutować jeszcze całe godziny albo i dnie. 

Spora w tym zasługa Zendayi. Tak jak Pattinson jest tym "prawilnym" kłębkiem nerwów, tak ona zostaje nagle sama na świecie i to właśnie te smutne sceny, pokazujące cichy ból i pustkę za oczami aktorki, które tak dobrze wychodzą jej od... Kurde, właściwie to od zawsze. Chciałem napisać, że od " Euforii ", ale przecież już nawet jej wersja MJ w "Homecoming" charakteryzowała się pewną dozą mroku - na tyle, na ile to możliwe w MCU. Wracając do tematu, to właśnie te jej sceny stanowią emocjonalny rdzeń opowieści i gdyby Borgli zatrudnił aktorkę gorszego kalibru, mogłaby ona z łatwością położyć cały film. Tu potrzebna była nieoczywistość, dobra mieszanka uroku, bólu i delikatności. Może, wbrew pozorom, betonowa Haim jest jednak objawem geniuszu reżysera, który w ten sposób postanowił skontrastować ze sobą obie postacie, dorzucając kolejną warstwę do tej i tak już skomplikowanej układanki? 

Koniec końców, "Drama" to jest mój typ filmu. Przedstawiona niby na poważnie, a jednak ze zdrową dawką czarnego humoru, szalenie trudna sytuacja, do tego para świetnych aktorów w głównych rolach i... Akcja! Można oglądać. Rezultatem jest film, który po prostu warto zobaczyć, najlepiej z kimś do towarzystwa, żeby można było kontynuować temat już po wyjściu z sali. 

Advertisement

Atuty

  • Świetnie się uzupełniający Robert Pattinson i Zendaya;
  • Bardzo klimatyczne zdjęcia Arseniego Khachaturana, podbite żwawym montażem;
  • Główny temat i sposób, w jaki autor go rozwija i gmatwa;
  • Intrygujące zakończenie, które jednak nie każdemu się spodoba.

Wady

  • Momentami trochę traci tempo;
  • Męcząca Alana Haim.

Świetny pomysł, piękne zdjęcia, montaż i ludzie w głównych rolach. Najlepiej nie czytaj nawet tylko idź oglądaj.

8,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper