The Boys (2026) - recenzja 5 sezonu [Prime]. Finał, który łamie kości i rozrywa ekran

The Boys (2026) - recenzja i opinia o 5 sezonie [Prime]. Finał, który łamie kości i rozrywa ekran

Roger Żochowski | Dzisiaj, 19:05

Jeśli ktoś liczył, że piąty sezon The Boys pogłaszcze go po głowie i elegancko domknie historię - to przepraszam, tu dalej leją po mordzie i wypruwają flaki, tylko mocniej, głośniej i z większą satysfakcją. To nie finał, to publiczna egzekucja wszystkiego, co jeszcze miało jakiekolwiek złudzenia o superbohaterach.

Akcja startuje niemalże od pierwszych minut. Świat po wydarzeniach z czwartego sezonu i spin-offa Gen V jest już praktycznie trupem na respiratorze. Homelander robi za samozwańczego boga Ameryki, państwo leży na plecach i modli się do fałszywego mesjasza, a Supki traktują ludzi jak NPC-ów w zepsutej grze. Totalitaryzm, tylko że w pelerynie i z uśmiechem psychopaty. To jest sezon, w którym Homelander gra ponownie pierwsze skrzypce i cieszy mnie to niezmiernie, bo to jeden z najlepiej wykreowanych (anty)bohaterów w historii adaptacji komiksów. To jest chodzący chaos - nigdy nie wiesz, czy za chwilę kogoś przytuli, czy rozerwie na kawałki. I twórcy bawią się tym napięciem niczym sadysta.

Dalsza część tekstu pod wideo

W wyniku wydarzeń z poprzedniego sezonu większość członków The Boys zostaje rozdzielona - Hughie, Cycuś i Frenchie trafiają do obozu, gdzie przetrzymuje się przeciwników reżimu Homelandera (tzw. „Freedom Camp”), Kimiko znika, a jedyną osobą działającą na wolności pozostaje Annie (Starlight), która organizuje ruch oporu przeciwko nowej władzy. Jednocześnie świat znajduje się w stanie skrajnego napięcia politycznego i społecznego po manipulacjach Vought oraz wydarzeniach związanych z władzą i zamachem stanu z końcówki sezonu 4. A chyba domyślacie się, że z racji finału całej opowieści, z każdym odcinkiem będzie tylko gorzej.

The Boys (2026) - recenzja i opinia o 5 sezonie [Prime]. Świat na kolanach

Gdzieś nad tym wszystkim krąży Billy Butcher -  już nie człowiek, tylko chodząca katastrofa moralna. Gość jest tak daleko za linią, że tej linii już nawet nie widać, co doskonale obrazuje piąty sezon. Jednocześnie ciężko jest widzowi nie odczuwać pewnego rodzaju szacunku do poczynań tego rasowego cynika, w myśl zasady, lubimy tych złych, niepokornych, podchodzących do życia z ironią. Czekamy na jego finałowe starcie z Homelanderem, a obaj aktorzy wyciskają ze swoich ról wszystko co najlepsze.

W obsadzie powracają wszak niemal wszyscy kluczowi bohaterowie - Karl Urban jako Butcher, Antony Starr jako Homelander, Jack Quaid jako Hughie, Erin Moriarty jako Starlight oraz reszta głównej ekipy, wliczając także Jensena Acklesa jako Soldier Boya, czyli "ojciec Homelandera". Tak, Soldier Boy, mimo subtelności młota pneumatycznego, sporo w historii namiesza, dorzucając do rodzinnego szamba razem z synem Homelandera, Ryanem, jeszcze więcej bagna. Wraca też ponadto Stan Edgar (czyli Giancarlo Esposito), pojawiają się absurdalne epizody (nawet zwierzęta dostają swoje 5 minut), a satyra na Hollywood i popkulturę jedzie ponownie bez hamulców. To wszystko spina uniwersum w jedną, paskudnie spójną całość.

Motorem napędowym piątego sezonu jest wątek wirusa zdolnego do zabicia wszystkich Supów, co stanowi ostateczne rozwiązanie konfliktu, ale jednocześnie stawia pytanie o moralność takiego działania. To właśnie ten element podnosi stawkę do maksimum – nie chodzi już tylko o pokonanie Homelandera, ale o potencjalną eksterminację całej grupy nadludzi. Choć role w piątym sezonie są bardziej przejrzyste i łatwiej odróżnić kto jest zły, a kto dobry, w dalszym ciągu mamy tu masę szarości. Relacje i konflikty między postaciami, które budowano przez pięć sezonów, wymykają się prostym schematom, nie brakuje zdrad, zwrotów akcji, dzięki którym fani pokochali ten serial. Jasne, po raz kolejny bardziej dostaje się prawej stronie barykady, wszak niechęć do mieszania religii z polityką była od zawsze wpisana w charakter serialu. Produkcja nadal też nabija się trochę z obecnej sytuacji w Ameryce, ale nie ma tu świętości - dostaje się praktycznie każdemu - choć w poprzednich sezonach twórcy potrafili strzelać celniej i mniej jednoznacznie. 

The Boys (2026) - recenzja i opinia o 5 sezonie [Prime]. Satyra bez litości

Gdybym miał się do czegoś przyczepiać, to do faktu, że ten upadek świata trochę za rzadko widać z poziomu ulicy. Brakuje zwykłych ludzi, ich strachu, irytacji, ich prób przetrwania. Więcej takich scen zrobiłoby robotę i dodało ciężaru całej tej apokalipsie. Bo momentami wygląda to jak reality show dla bogów, a nie koniec cywilizacji. Inna sprawa, że fabuła dość szybko zaczyna przypominać schemat z poprzednich części, gdzie grupa walcząca z Homelanderem mimo rozejścia się w różne strony świata w finale poprzedniego sezonu, znów działa razem i planuje, co akurat jest najbardziej przewidywalnym i schematycznym elementem tej zjawiskowej układanki. Do tego dochodzą postacie ze spin-offu Gen V, choć dodane nie na tyle nachalnie, by osoby, które nie oglądały tej pobocznej historii, mogły się pogubić. I mam z tym trochę problem bo jest tu pewna niespójność. Jeśli ktoś liczył na znaczącą rolę Marie Moreau (Jaz Sinclair), potężnego jakby nie patrzeć supka z Gen V, to będzie zawiedziony. Przez to można odnieść wrażenie, że Gen V było po prostu zapchajdziurą przed finałem The Boys.

Jest to jednak niewielka cena za możliwość zobaczenia, jak twórcy umiejętnie dopinają wszystkie wątki, doprawiając to całą masą propagandowych spotów reklamowych i programów, które przecież niekoniecznie tak bardzo odbiegają od naszej obecnej sytuacji. Zdumiewająco mało jest też w finałowym sezonie zapychaczy - nawet piąty odcinek, który nie wnosi wiele do rozwoju głównego wątku, przedstawia ciekawy zbiór krótszych historii pokazujących codzienność bohaterów.

I tak - to jest najbardziej brutalny sezon. Serio. krew leje się z najbardziej niewyobrażalnych miejsc niczym budżet Vought, trup ściele się gęsto, a twórcy praktycznie krzyczą „nie przywiązuj się do nikogo”. Kilka postaci, które były tu od początku, kończy jak mięso armatnie i czuć, że to naprawdę finał, a nie kolejna runda. Finałowy sezon The Boys to w gruncie rzeczy opowieść o tym, że bohaterowie i złoczyńcy to często to samo, tylko z innym PR-em. A władza? Władza robi z ludzi potwory - niezależnie od tego, czy mają pelerynę, czy tylko dobre intencje. Finał jest krwisty, cyniczny i bez trzymanki - czyli dokładnie taki, jakie powinno być zakończenie tej historii. I choć będzie mi tych wariatów naprawdę brakowało to uważam, że formuła serialu wyczerpała się w idealnym momencie. 

Premiera 5. i zarazem finałowego sezonu The Boys na Amazon Prime Video zaplanowana jest na 8 kwietnia 2026 roku. 

Advertisement

Atuty

  • Homelander ponownie w centrum uwagi
  • Powrót całej kluczowej obsady i liczne cameo
  • Brutalność i cynizm podkręcone do maksimum
  • Spójne dopięcie wątków
  • Satyrę na Hollywood i popkulturę
  • Dobry moment na zakończenie serii, której formuła zaczynała się wyczerpywać

Wady

  • Powtarzalny schemat fabuły w pierwszych odcinkach
  • Niedostateczne wykorzystanie postaci ze spin-offu Gen V
  • Brak wystarczającej perspektywy zwykłych ludzi w obliczu nadchodzącej apokalipsy

Finałowy sezon The Boys to brutalna, cyniczna i spektakularna egzekucja uniwersum, która w pełni wykorzystuje swoje mocne postaci i satyryczny pazur, nawet jeśli traci trochę na świeżości fabularnej.

8,0
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper