Gwiezdne Wojny: Wizje (2021) - recenzja 3. sezonu serialu [Disney]. Wizje, chodźcie do mnie

Gwiezdne Wojny: Wizje (2021) - recenzja, opinia o 3. sezonie serialu [Disney]. Wizje, chodźcie do mnie

Piotrek Kamiński | 11.11, 21:00

Disney zaprasza widzów na dziewięć nowych opowieści w swojej antologii osadzonej gdzieś w Odległej Galaktyce, dawno, dawno temu. Aż trzy historie są kontynuacjami wątków z pierwszego sezonu - z czego jeden służyć ma za wstęp do samodzielnego serialu animowanego - a pozostałych sześć to "świeże" (wrócimy do tego) koncepcje i tak jak niemal za każdym razem wizualnie mają do powiedzenia coś naprawdę ciekawego, tak w kwestii fabuły... Niekoniecznie. 

Patrząc po swoich własnych reakcjach na ten nowy sezon "Wizji", zaczyna docierać do mnie, że fanów "Gwiezdnych Wojen" cholernie trudno jest zadowolić. Da się, pewnie, ale potrzebna jest do tego umiejętność bardzo delikatnego balansowania między starym, a nowym, między szacunkiem do tego co było, a wyznaczaniem nowych ścieżek na przyszłość. Dlaczego tak uważam? Otóż, mamy w tym sezonie dwa bardzo wyjątkowe odcinki. Pierwszy z nich, "the Song of four wings", tak bezczelnie czerpie z Gwiezdnej Sagi, zalewa widzów taką ilością memberberries, że to aż wstyd. Mamy główną bohaterkę, waleczną księżniczkę walczącą po stronie Rebeliantów na skutej lodem planecie, towarzyszącego jej robota w typie R2-D2, admirała Akbara (albo jego mniej znanego kuzyna, trudno powiedzieć). Nie mogłem po drodze pozbyć się myśli, że to po prostu jakaś dotąd nieznana przygoda Lei z czasów na Dagobah. A gdzie jakaś oryginalność, gdzie coś nowego?! 

Dalsza część tekstu pod wideo

No więc, dostałem coś nowego już trzy odcinki później. "Yuko's treasure" to historia o dzieciach i ściganiu się do ukrytego skarbu z grupą bandziorów pod przywództwem gościa w masce w stylu kreskówkowego lisa. A, jest też wielki robot w kształcie uroczego misia. No i tutaj już absolutnie nie można narzekać na brak oryginalności. Rzecz w tym, że to już w ogóle nie są "Gwiezdne Wojny". Zamień Twi'lekańską dziewczynę na cokolwiek innego i zostajesz z historią, która mogłaby wydarzyć się wszędzie. Widzisz: za blisko oryginału - źle; za daleko - jeszcze gorzej. Fanom "Gwiezdnych Wojen" bardzo trudno jest dogodzić. 

Gwiezdne Wojny: Wizje (2021) - recenzja, opinia o 3. sezonie serialu [Disney]. Stare nowe opowieści

Ronin i Mistrz
resize icon

Nowy sezon otwiera kontynuacja docenionego przez widzów "the Duel" z pierwszego sezonu. Ronin odpokutowuje powoli swoje grzechy z czasów wojny, polując na wciąż kręcących się po galaktyce Sithów. Najnowszy pojedynek zostaje jednak brutalnie przerwany przybyciem nieoczekiwanego gościa - ducha przeszłości, który nie zamierza tak po prostu pozwolić mu o sobie zapomnieć. Fabuły jest tu tyle, co kot napłakał, ale bardzo spodobało mi się parę motywów. Ubrany na biało, pełen protez i elektroniki mistrz Jedi stanowi interesujący kontrast do Vadera i to na więcej niż tylko wizualnym poziomie. Zakończenie jego wątku, w szczególności sytuacja spowodowana problemami ze wzrokiem, również mówi więcej, niż tysiąc słów. Animacja będąca kolaboracją studiów Kamikaze Douga i Anima, to mistrzostwo świata. Świat i postacie wyglądają jak rysowane węglem i tylko wściekle nasycone klingi mieczy świetlnych nadają tej szarej surowości kolor. Do tego, choreografia walk została bardzo dobrze przemyślana, a animatorzy nie szczędzili klatek na ich odpowiednie zaprezentowanie. Wizualny i tematyczny spektakl, ale chciałoby się więcej samej historii.

"Dziewiąty Jedi: Dziecko nadziei" również jest kontynuacją. Kara trafia przypadkiem na gigantyczny statek, którego jedynym pasażerem zdaje się być mały, uroczy droid, który mi osobiście bardzo kojarzył się ze skrzatami domowymi z "Harry'ego Pottera". Będą musieli pomóc sobie nawzajem, dzięki czemu dziewczyna poczyni kolejny krok na drodze do zostania mistrzem Jedi. To chyba mój ulubiony odcinek tego sezonu. Widać w nim szacunek do marki we wszystkim, od projektów postaci, przez ich imiona (niby taka głupota, a drażni mnie, kiedy w większości odcinków ludzie nazywają się, ekhem, niegwiezdnowojennie) na motywach i akcji kończąc. No i jest to faktycznie w pełni opowiedziana, satysfakcjonująca historia, niedorzecznie pięknie animowana przez Production IG.

Gwiezdne Wojny: Wizje (2021) - recenzja, opinia o 3. sezonie serialu [Disney]. Mistrzowie animacji w swoim żywiole 

Psychodeliczne gwiezdne wojny
resize icon

Z wartych wymienienia odcinków można wspomnieć jeszcze o "the Smuggler". Jest to, co prawda, jedna z tych historii, gdzie przez całych 20 minut nie możesz pozbyć się wrażenia, że już to gdzieś widziałeś, ale za to zrealizowana na tyle dobrze i z paroma ciekawymi pomysłami (miecz świetlny w protezie?!), że trudno nie dać się porwać przygodzie. Zwłaszcza tak pięknie animowanej przez studio Trigger. Fabuła? Spójrz tylko i powiedz, czy nie brzmi to choć trochę znajomo. Pragnąca jedynie zarobić parę groszy szmuglerka zgadza się pomóc młodemu księciu i jego starej, ale skrywającej potężną moc służącej. Na koniec udają się do bazy rebeliantów na Yavin IV. Co oni, stwierdzili, że pozmieniają głównym bohaterom oryginału płeć i gotowe, na pewno nikt się nie zorientuje? Eh. 

Reszta odcinków to natomiast przede wszystkim uczta wizualna, z większymi lub mniejszymi problemami na poziomie scenariusza. W "the Lost ones" od Kinema Citrus Co. dostajemy odrobinę specyficzny styl rysunków, ale za to animacja walk to absolutne mistrzostwo świata. Płynne, piękne ruchy mają taką moc (hehe), że można aż poczuć je siedząc przed telewizorem. Polygon Pictures zrobili w "the Bird of paradise" piękną interpretację świata osoby, która straciła wzrok, pełną niesamowitych momentów i zapierających dech wizualiów, ale sama fabuła bardziej mnie rozbawiła niż poruszyła. Nie da się zrobić w 20 minut wiarygodnej przemiany z rozwydrzonego bachora w kompletne zen i jedność ze światem. Po prostu się nie da. Nie wiem, dlaczego próbowali. Interesującym eksperymentem sztuki audiowizualnej jest też "Black" od David Production, jako że jest to nie tyle opowieść, co psychodeliczna gonitwa myśli jednego Szturmowca Imperium tuż przed jego śmiercią. Jest to odcinek w pełni wizualny, zabierający nas raz za razem w kolejne miejsca, eksplorujący kolejne tematy - wojna, obraz wroga jako przeszkody i drugiej, żywej osoby, żal, smutek, strach, ciężar psychologiczny bycia tylko kolejnym trybikiem w wielkiej maszynie zagłady. Postacie, tła i przedmioty mają cechy płynu, przelewając się i zmieniając kształt na naszych oczach, podczas gdy w tle przygrywa nadający temu wszystkiemu rytm jazz. Interesujące przeżycie, ale nie wyobrażam sobie, abym miał chcieć do niego zbyt często wracać. 

A "the Bounty Hunters"? Nie ma. Nie mam nic do powiedzenia o tym odcinku. Sztampowa, boleśnie przewidywalna historyjka, nie wyróżniająca się niczym animacja. Moim zdaniem, zmarnowany slot, bo może inne studio dałoby radę dać w to miejsce coś ciekawego.

"Gwiezdne Wojny: Wizje" ponownie imponują wizualnie, ale nie potrafią spiąć się na tyle, aby zrobić jakieś większe wrażenie w temacie opowiadanej historii. Dla entuzjastów sztuki animacji będzie to prawdziwa uczta, ale bardziej przyziemni fani Gwiezdnej Sagi raczej nie będą odpalać fajerwerków. Do obejrzenia i zapomnienia.

Atuty

  • Piękna, różnorodna animacja od dziewięciu różnych studiów;
  • Mnogość paraleli i intrygujących, często rymujących się z filmami motywów;
  • Robocik Teto.

Wady

  • Fabuły albo niepełne albo zwyczajnie leniwe, ale w większości nie robiące żadnego wrażenia;
  • Uwielbiam Marka Stronga, ale jego głos tak kompletnie nie pasuje do powierzonej roli, że aż rozprasza;
  • "Yuko's treasure" to kompletnie nie są "Gwiezdne Wojny";
  • A gdzie jakieś nowe gatunki kosmitów? Niby wielką galaktyka, a wciąż te same twarze...

Dziewięć nowych historii, które jednak ogląda się przede wszystkim dla świetnie zrobionej animacji, bo fabularnie nie ma o czym rozmawiać. Jest nieźle, ale mogło być lepiej.

6,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper