
Recenzja: Treasures of Montezuma: Arena (PS Vita)
Pacnij paluchem w ekran, by ułożyć minimum trzy te same klejnoty w jeden rząd. Rozgrywka prosta jak budowa cepa i obsługa łopaty, opanowała większość produkcji dedykowanych sprzętom, które można obsłużyć samymi palcami. Treasures of Montezuma: Arena jest przedstawicielem właśnie tego typu gry, do którego dorzucono model Free-to-Play – czyli graj za darmo, a później sprzedaj dom, by kupić przedmioty w grze. No...prawie.
W przeciwieństwie to natłoku gier, w które wrzucono model F2P, w przypadku produkcji Alawar Entertainment całość jest na tyle nieuciążliwa, że da się w to grać bez poczucia chęci wyzerowania naszej kieszeni. Każda runda kosztuje jeden punkt energii, a tych mamy 10. Na szczęście regeneracja jest dosyć szybka i często przy dłuższych potyczkach jest w stanie odnowić nam się połowa paska energii. Kupić możemy także dodatkowe kryształy, potrzebne by brać udział w specjalnych turniejach, lub zdolności, ale to wszystko jest dodatkiem i jeśli nie planujemy poświęcić tej produkcji kilku godzin dziennie – obędziemy się bez tego.




A co z rozgrywką? Ta jak wspomniałem, jest prosta. Naszym celem jest ułożenie minimum 3 klejnotów jednego koloru w rzędzie, co ładuje nam paski ataków specjalnych. Najważniejsze są jednak czaszki, atakujące i odbierające przeciwnikowi odpowiednią do naszego poziomu ilość życia. Zgodnie ze starą zasadą - im mamy większy poziom, tym mocniej bijemy. Specjalne ataki potrafią nas wyleczyć albo odnowić umiejętności, które możemy zdobyć losowo w grze lub kupić. Na każdy ruch mamy maksymalnie 15 sekund i w tym czasie musimy w głowie ułożyć sobie ewentualne kombinacje, dające nam więcej możliwości w danym momencie. Całości najbliżej jest do świetnego Puzzle Questa.
Jeśli chodzi o tryby gry, to Alawar nas nie rozpieszcza. Zablokowany na początku tryb nieskończonej gry oraz rywalizacja turniejowa z innymi graczami, gdzie tocząc kolejne pojedynki z awatarami graczy, zdobywamy punkty do turnieju (jeśli tylko wykupimy bilet). Jest także tryb fabularny, ale...nie róbmy sobie jaj. Różni się tylko okazjonalnymi scenkami, przy których czułem się jak osoba wracająca z psychodelicznej wycieczki w inne stany świadomości. Mówiąc wprost – zastanawiałem się „po co?!”. Jednak jest to tryb, w którym łatwo możemy nabijać kryształy – o przegraną trudno, a drobniaki ilości kryształów systematycznie wpadają.
O warstwie technicznej ciężko coś powiedzieć. Ot, jest kolorowo, a całość stylizowana jest na cywilizację Azteków, co przy tytule gry nie powinno nikogo szokować. Nawet przyjemna muzyka przygrywająca w tle umila nam pojedynki i pozwala czuć się niczym Aztek na piramidzie. Jedyne, co mnie denerwowało na dłuższą metę, to czasy wczytywania i niesamowicie wolna rozgrywka. Wszystko jest ślamazarne. Mając na karcie poprzednią grę ekipy Alawar () dziwię się, jak można było aż tak całość „ześlimaczyć”. Tak, wiem – inny typ gry, ale nie przesadzajmy. Nie mam 80 lat i nie potrzebuję kilkunastu minut, by rozgrzać mózg do pracy. W ogólnym rozrachunku gra jest idealna na bardzo krótkie sesje. W innych przypadkach lepiej odpalić coś poważniejszego.
Atuty
- Znośne F2P
- Oprawa dźwiękowa
Wady
- Wolne tempo rozgrywki
- Dwa tryby gry
- Długie czasy wczytywania
Jedna z wielu produkcji opartych na modelu Free 2 Play i jedna z nielicznych, która nie stara się w oczywisty sposób orżnąć nas z gotówki. Rozgrywka szału nie robi, ale na krótkie posiedzenia - można się skusić.
Przeczytaj również






Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych