Wymaksowałem w 50 godzin The Blood of Dawnwalker - ta gra ma coś, za co pokochaliśmy Wiedźmina 3

Wymaksowałem w 50 godzin The Blood of Dawnwalker - ta gra ma coś, za co pokochaliśmy Wiedźmina 3

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 13:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o The Blood of Dawnwalker, moje oczekiwania były wielkie i po spędzeniu ponad 50 godzin w tym świecie zrozumiałem, że to nie jest po prostu kolejna, zwykła, dobra produkcja. To tytuł, który w najbardziej bezczelny, a zarazem genialny sposób odtwarza magię, za którą ponad dekadę temu bez pamięci pokochaliśmy Wiedźmina 3: Dziki Gon.

To wrażenie uderza w gracza już w pierwszych minutach i nie opuszcza go przez kolejne dziesiątki godzin. Podobieństwo do hitu CD Projekt RED nie jest tutaj przypadkowe, w końcu za projektem stoją weterani z Rebel Wolves, ale skala tych zapożyczeń jest wręcz uderzająca. Stylistyka interfejsu, układ menusów (w tym ekwipunku), a nawet subtelne dźwięki otoczenia - to wszystko budzi natychmiastowe, ciepłe wspomnienia z przemierzania Velen czy Skellige.

Dalsza część tekstu pod wideo

Gdy podchodzisz do drewnianej skrzyni w zrujnowanej chacie i słyszysz ten charakterystyczny, satysfakcjonujący odgłos przeszukiwania schowka czy zbierania porozrzucanych przedmiotów, masz wrażenie, że Geralt z Rivii zaraz wyjdzie zza rogu. Dźwiękowcy wykonali tytaniczną pracę, dbając o to, by każda interakcja z otoczeniem niosła za sobą ten sam przyjemny, niemal fizyczny ciężar, który znamy z przygód Białego Wilka.

Do tego dochodzi oprawa muzyczna, która absolutnie zwala z nóg. Słowiańsko-bałkańskie motywy, przejmujące partie wokalne, dynamicznie narastające smyczki podczas walki i melancholijne melodie w trakcie nocnej eksploracji tworzą niesamowity, gęsty klimat. Ścieżka dźwiękowa nie stanowi jedynie tła - ona buduje tożsamość świata i wwierca się w pamięć dokładnie tak samo, jak legendarne kompozycje Percivala i Marcina Przybyłowicza.

Brat Wiedźmina 3

The Blood of dawnwalker
resize icon

Co ciekawe, The Blood of Dawnwalker dzieli z Wiedźminem 3 nie tylko swoje największe zalety, ale także ten sam grzech pierworodny: stan techniczny. Wersja premierowa miała swoje humory (szczególnie w wersji recenzenckiej, gdy graliśmy w 30 FPS-ach - teraz przy 60 klatkach na sekundę wydaje się, że gra technicznie stoi poziom wyżej) i potrafiła "zaskoczyć" okazjonalnym błędem animacji czy dziwnym zachowaniem kamery. Jednak dokładnie tak samo jak w 2015 roku przy trzecim Wiedźminie, wszystkie te techniczne niedoskonałości bledną w ułamku sekundy, gdy tylko wciągnie nas wir tutejszej opowieści.

Prawdziwym, nienaruszalnym fundamentem tej gry są bowiem zadania i postacie. Pod tym względem The Blood of Dawnwalker wznosi się na absolutne wyżyny scenopisarstwa. Dialogi są soczyste, błyskotliwe, pozbawione sztucznego patosu i napisane z niesamowitym wyczuciem. Nie ma tu miejsca na generyczne pogawędki rodem ze słabych RPG-ów - każda rozmowa ma swój rytm, a postacie przemawiają unikalnymi, wiarygodnymi głosami - w tym polskimi, bo aktorzy dubbingowi z Polski wykonali kawał solidnej roboty.

Nawet najprostsze aktywności poboczne potrafią zaskoczyć głębią. Zamiast bezmyślnego czyszczenia mapy ze znaczników, dostajemy zlecenia z krwi i kości. Proste zadanie polegające na zbadaniu piwnicy i uwolnieniu więźnia nie kończy się na odebraniu nagrody. Uratowany nieszczęśnik staje się autonomicznym aktorem na scenie świata gry - zaczyna własną, bezwzględną walkę o przetrwanie przeciwko Brencisowi (jeśli mu to zalecimy, bo możemy też go wcześniej po prostu zabić), atakując jego ludzi z ukrycia i realnie wpływając na sytuację w regionie.

Decyzje moralne nie sprowadzają się tutaj do wyboru między dobrem a złem. Podejmowane wybory mają namacalne, często długofalowe odzwierciedlenie w fabule, a szarość świata sprawia, że rzadko kiedy jesteśmy w pełni zadowoleni z konsekwencji naszych czynów. To dokładnie ta sama szkoła projektowania narracji, która uczyniła z Krwawego Barona jedną z najlepiej napisanych historii w historii gier wideo.

Główna oś fabularna oraz powiązane z nią wątki postaci to absolutne mistrzostwo świata. Tragiczna i skomplikowana historia Ancy czy spotkania z wrakiryczą Lacrą wywołują autentyczne emocje. Z kolei interakcje z Volkiem, starym przyjacielem Pietera, wprowadzają do gry niesamowitą dynamikę i świetnie nakreśloną chemię między bohaterami, których przeszłość odkrywamy z zapartym tchem kawałek po kawałku.

Popisem kunsztu scenariuszowego jest wątek przejęcia kontroli w mieście Svartrau czy pomocy Rebeliantom. Polityczne intrygi, spiski i zakulisowe walki frakcji z udziałem (aby za dużo nie zdradzać) między innymi Ochy oraz Nory trzymają w napięciu do ostatniej sekundy - mamy tu nawet odpowiednik Skurwiela Juniora. Dla fanów Wiedźmina 3 ten segment ma zresztą dodatkowy, nostalgiczny smaczek - Nora przemawia głosem Beaty Jewiarz, niezapomnianej Yennefer z Vengerbergu, co w połączeniu ze świetnie napisanymi kwestiami wywołuje ciarki na plecach i natychmiastowy uśmiech na twarzy.

No i ten epilog... Następnie podsumowanie naszych działań. Ta gra naprawdę jest wyjątkowa.

Inne kwestie to również wielki plus

the blood of dawnwalker
resize icon

Genialnym posunięciem deweloperów okazała się mechanika upływającego czasu. Presja wisząca nad głową bohatera nie irytuje, lecz wymusza rozważne planowanie kolejnych kroków i nadaje każdemu dniu unikalną wagę. Świat żyje własnym rytmem, a świadomość, że nie można być wszędzie jednocześnie, sprawia, że eksploracja staje się bardziej intencjonalna i ekscytująca.

Nawet powtarzalne z pozoru aktywności, takie jak systematyczne osłabianie pozycji Brencisa poprzez eliminowanie jego podwładnych, zostały doprawione narracyjnym mięsem. Za każdym posterunkiem czy grupą siepaczy kryje się miniaturowy wątek, list, dramatyczna historia ofiar lub lokalny konflikt, który sprawia, że walka z oprawcami ma osobisty, emocjonalny wymiar.

Niezależnie od tego, czy wchodzimy w interakcję z kluczową postacią dramatu, czy z przypadkowym mieszkańcem zapomnianej przez bogów wioski, poziom zaangażowania twórców w kreację świata jest porażający. Niezależni bohaterowie mają swoje motywacje, lęki i sekrety, a ich reakcje na nasze czyny budują iluzję obcowania z prawdziwym, oddychającym uniwersum.

Po pięćdziesięciu godzinach spędzonych w tym świecie mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że The Blood of Dawnwalker to duchowy spadkobierca najlepszych tradycji polskiej szkoły RPG. To gra, która udowadnia, że zaawansowana grafika i setki znaczników na mapie są niczym bez duszy, bezbłędnie poprowadzonej narracji i postaci, o których myśli się jeszcze długo po wyłączeniu komputera. Rebel Wolves stworzyło dzieło wyjątkowe, które mimo technicznych potknięć zasługuje na najwyższe uznanie.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Blood of Dawnwalker.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper