Gamescom 2026 – graliśmy w “Saw: Genesis”. Asymetryczna, masochistyczna zabawa w kotka i myszkę
Był kiedyś taki film - „Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi”. Mam wrażenie, że ktoś w Blooberze spojrzał na ten tytuł, podrapał się po brodzie i stwierdził: „Zróbmy z tego grę”. I tak powstało „Saw: Genesis”.
Trójka nieszczęśników budzi się nagle w jakimś starym, zrujnowanym budynku. Przed ich oczami znajduje się wielki obraz, którego centralną figurą jest jakiś starszy człowiek. Kto to taki? Tego nie wiedzą. Spoglądając w dół zauważają jednak, że ich nogi zostały przykute do podłogi. W panice zaczynają się wyrywać, aż w końcu stary zamek się poddaje. Dwa korytarze dalej odkrywają sporych rozmiarów hol, a na jego końcu wielkie drzwi, zamknięte jakimś dziwnym urządzeniem. Na ścianie obok znajduje się zielone pudełko, z nożami ustawionymi tak, aby zranić tego, kto spróbuje wsadzić rękę do środka, a po bokach zobaczyć można drzwi prowadzące w głąb budynku. Zaczyna tykać zegar. To pięć minut, po upłynięciu których pułapka zamontowana na głowie naszych bohaterów uruchomi się, a ich głowy zostaną dosłownie rozerwane na kawałki. Grę czas zacząć.
„Saw: Genesis” to asymetryczna gra multiplayer, w której troje graczy stara się ujść z życiem wykonując zlecone przez Jigsawa (czy można go tu tak nazwać, skoro to nie John Kramer?) zadania, a jeden z nich wciela się w samego mordercę i stara się im w tym przeszkadzać. Niezbyt to uczciwe i zgodne z filozofią filmowego Jigsawa, ale to przecież nie ta sama postać, więc można jej to wybaczyć. Gracze muszą wykonać szereg pomniejszych zadań (raz więcej, raz mniej), dzięki którym otworzą drzwi do dużego pokoju-zagadki, odkryć sekret jej rozwiązania i uciec do... kolejnego holu, gdzie te same czynności trzeba będzie powtórzyć raz jeszcze. Jeśli im się uda, ujdą z życiem. Jeśli nie... Game Over.
Zabawę rozpoczynamy od wybrania postaci. Prócz walorów estetycznych jest to wybór o tyle istotny, że każdy z porwanych przez pana Piłę człowiek dysponuje innymi umiejętnościami. Na przykład ogrywana przeze mnie śpiewaczka kabaretowa, Songbird, potrafi użyć swoich zręcznych palców aby natychmiast rozbroić pułapkę (jeśli graczowi uda się wygrać szybką, dynamiczną minigierkę opartą na refleksie). Nic nie stoi też na przeszkodzie aby każdy gracz grał tą samą postacią, choć podejrzewam, że na dłuższą metę bardziej opłaca się dywersyfikować pulę umiejętności.
Gamescom 2026 – graliśmy w “Saw: Genesis”. Chcę zagrać w grę...
Pierwsze mini zadanie może polegać na odnalezieniu szyfru ukrytego na wiszących tu i tam świńskich tuszach albo znalezieniu korby czy innego mechanizmu, który pozwoli otworzyć główne drzwi. Oczywiście nie musi szukać żadnej z tych rzeczy kompletnie na ślepo. Po prawej stronie ekranu znajduje się niewielka mapka, na której mamy zaznaczoną ogólną lokację interesujących nas przedmiotów. Teraz trzeba się tylko do nich dostać, co jest o tyle trudne, że część drzwi jest zablokowana, a inne zatrzasną się za graczem jeśli nie zauważy zamontowanej na nich pułapki. Niektóre są po prostu w opłakanym stanie i wystarczy je wyważyć z kopa. Jakby tego było mało, od czasu do czasu natkniemy się na rozciągnięte w korytarzu linki, których dotknięcie spowoduje ulatnianie się trującego gazu; manekiny potrafią mieć zamontowane pułapki ogniowe, uruchamiające się, kiedy podejdziemy za blisko; na ziemi lubią leżeć sobie sidła na niedźwiedzie, a czasami jedyną opcją otworzenia zatrzaśniętych drzwi jest świadome zrobienie sobie krzywdy.
Już samo to, w połączeniu z płynącym nieubłaganie czasem, potrafi być dostatecznie stresujące, a jest przecież jeszcze Jigsaw. Sami nie mieliśmy okazji nim zagrać, ale podejrzałem trochę, jak steruje nim jeden z chłopaków z Bloobera i... to jest dosłownie jak granie na kodach. Nie dość, że od początku widzi całą mapę, nie dość, że wyświetla mu się kiedy któryś z graczy wykonuje jakąś akcję, to jeszcze posiada własną sieć korytarzy (niedostępną dla gracza), gdzie może przemieszczać się szybko i bezpiecznie – a nawet się teleportować. I ty tu sobie wesoło rozbrajasz jakąś pułapkę, myśląc, że jesteś względnie bezpieczny, aż tu nagle słyszysz za sobą czyjeś kroki. I już wiesz, że igła z środkiem nasennym za moment wyląduje w twojej szyi. Niby mamy wtedy jeszcze moment aby wyrwać się porywaczowi, ale jeśli nie zdążymy, lądujemy w piwnicy, gdzie w bardzo krótkim czasie musimy zdecydować czy ufamy, że jeden z naszych kompanów zdąży nas uratować, czy poświęcimy jakąś część ciała, aby uwolnić się samodzielnie.
Decyzja o tyle trudna, że pasek życia gracza jest w tej grze dosłownie walutą. Możemy użyć go aby wydłużyć czas gry (te zielone pudełk, o których wspominałem wyżej), możemy szybciej przejść przez jakąś pułapkę, jeśli goni nas czas, możemy sami wyjść ze wspomnianej przed chwilą piwnicy. Trzeba pilnować aby zawsze trochę tego życia mieć i rozglądać się za skrzynkami, gdzie znaleźć możemy przedmioty leczące i akcesoria, pozwalające szybciej rozbrajać pułapki. Co ciekawe, samego Jigsawa (lub jego zwalistego pomagiera), jeśli jest nieostrożny, możemy najzwyczajniej w świecie zabić, wygrywając tym samym rundę. Choć przyznam, że nam nie udało się to ani razu – taki to urok kiedy trzy osoby grają w grę po raz pierwszy, a ich przeciwnikiem jest jej twórca...
I to właśnie w tym kontraście leży cały mój problem z tym naszym demem. Ponieważ gra wygląda i brzmi fajnie, ma na siebie kilka ciekawych pomysłów, a proceduralnie rozmieszczane zagadki (których też jest jakaś tam, ponoć solidna ilość, więc nie powinny się za szybko znudzić) są względnie oryginalne i generalnie potrafi wciągnąć – po naszym pokazie szczerze chciałem próbować dalej. Ale granie z kimś tak ogarniętym, kiedy samemu się jeszcze wszystkiego nie rozumie, może bardzo łatwo stać się męczące. Ponoć do tej pory żaden z graczy na gamescomie nie dał jeszcze rady wygrać z Blooberami. Pozostaje więc pytanie, czy ma to związek z tą różnicą poziomów, czy może nieprawidłowym zbalansowaniem rozgrywki? Czas pokaże. Na ten moment spoglądam na „Saw: Genesis” z lekkim zaciekawieniem i chętnie jeszcze dam jej szansę, ale trudno w tej chwili powiedzieć, czy jest to rozgrywka, która przyciągnie graczy na dłużej.
P.S. O fabule nie piszę, bo... chyba nie ma o czym. Wygląda, że to bardziej pretekst do zabawy, niż cokolwiek innego.
Przeczytaj również
Komentarze (10)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych