Konsole stają się luksusem. I nie chodzi już tylko o cenę sprzętu
Przez ostatnie miesiące wydawało się, że największym problemem rynku konsol będą rosnące ceny sprzętu i gier. Kolejne podwyżki wywoływały burzliwe dyskusje, a gracze zastanawiali się, gdzie leży granica tego coraz droższego hobby. Dzisiaj okazuje się jednak, że prawdziwe zagrożenie wygląda zupełnie inaczej. Nie chodzi już o to, ile kosztuje PlayStation, Xbox czy przyszła generacja konsol. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy za kilka lat gracze będą mieli jeszcze wybór.
Decyzja Sony o zakończeniu produkcji nowych gier na fizycznych nośnikach od 2028 roku może być początkiem największej zmiany w historii rynku konsol. I właśnie dlatego coraz częściej odnoszę wrażenie, że luksusem stanie się nie sama konsola, lecz możliwość taniego grania w gry.
To nie koniec płyt. To początek nowego modelu biznesowego
Ogłoszenie Sony wywołało ogromne emocje. Dla jednych to naturalna konsekwencja cyfrowej rewolucji, dla innych początek końca rynku, jaki znaliśmy od ponad trzydziestu lat. Wiele osób skupiło się na samych płytach, ale mam wrażenie, że umyka nam znacznie ważniejszy problem.
Płyta jest przecież tylko nośnikiem. Sama w sobie nie ma większego znaczenia. Liczy się to, co dzięki niej otrzymywali gracze. Kupując fizyczną grę, stawaliśmy się jej właścicielami. Mogliśmy ją sprzedać po ukończeniu, pożyczyć znajomemu, kupić używany egzemplarz za połowę ceny albo zapolować na promocję w jednym z wielu sklepów. To właśnie konkurencja między sprzedawcami sprawiała, że ceny szybko spadały. Premierowy hit kosztował początkowo kilkaset złotych, ale już po kilku miesiącach można było znaleźć go znacznie taniej.
W świecie całkowicie cyfrowym ta swoboda zaczyna znikać. Jeżeli jedynym miejscem zakupu stanie się sklep producenta konsoli, to właśnie on będzie decydował o cenach, terminach promocji i dostępności poszczególnych tytułów. Oczywiście nadal pojawią się wyprzedaże, ale gracz przestanie mieć realną alternatywę. Nie będzie już możliwości kupienia tej samej gry w innym sklepie za kilkadziesiąt złotych mniej ani odsprzedania jej po przejściu.
To właśnie dlatego decyzja Sony jest znacznie ważniejsza niż mogłoby się wydawać. Nie kończy ery płyt. Rozpoczyna erę pełnej kontroli nad cyfrową dystrybucją.
Najdroższa będzie utrata wyboru
Od lat mówi się, że cyfrowa dystrybucja jest wygodniejsza. Trudno się z tym nie zgodzić. Nie trzeba zmieniać płyt, gry pobierają się automatycznie, biblioteka jest dostępna z poziomu konta. Komfort jest ogromny. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygoda staje się jedyną dostępną opcją.
Rynek konsol od zawsze różnił się od rynku komputerów osobistych. Na PC funkcjonuje wiele sklepów konkurujących ze sobą cenami. Steam, Epic Games Store, GOG czy Humble Bundle regularnie walczą o klientów promocjami. Dzięki temu użytkownik może wybierać. Na konsolach sytuacja wygląda inaczej. Już dziś cyfrowe sklepy producentów odgrywają dominującą rolę. Jeśli jednak fizyczne wydania przestaną istnieć, zniknie ostatni element realnej konkurencji.
Dla przeciętnego gracza oznacza to coś bardzo prostego - wyższe koszty przez całą obecną i kolejne generacje. Nie dlatego, że każda gra będzie od razu droższa. Dlatego, że możliwości tudzież sposoby oszczędzania będą coraz mniejsze. Nie kupimy używanego egzemplarza. Nie pożyczymy gry od kolegi. Nie sprzedamy ukończonego tytułu. Nie znajdziemy atrakcyjniejszej oferty w sklepie internetowym. Jeszcze kilka lat temu wielu graczy finansowało kolejne premiery właśnie dzięki sprzedaży ukończonych gier. Ten model wkrótce odejdzie do historii.
I właśnie tutaj pojawia się prawdziwy luksus. Nie będzie nim zakup konsoli za kilka tysięcy złotych. Luksusem stanie się możliwość regularnego kupowania nowych gier bez konieczności wydawania coraz większych kwot.
Sony wykonało pierwszy ruch, a reszta będzie musiała odpowiedzieć
Historia branży gier pokazuje, że najwięksi producenci bardzo uważnie obserwują swoje decyzje. Gdy jeden z nich wprowadza rozwiązanie, które okazuje się opłacalne, pozostali wcześniej czy później analizują podobny kierunek.
Nie oznacza to, że Microsoft czy Nintendo podejmą w przyszłości identyczną decyzję. Takich informacji po prostu nie ma - np. Xbox przerzucając się z cyfry na fizyczne wydania mógłby na tym nieźle wyjść PR-owo. Widać jednak wyraźnie, że cała branża coraz mocniej stawia na usługi cyfrowe, abonamenty i sprzedaż online. Pojawiają się również doniesienia o rozwiązaniach, które mają jeszcze mocniej integrować użytkowników z cyfrowymi bibliotekami. Powód jest prosty.
Cyfrowa sprzedaż oznacza większą kontrolę nad całym ekosystemem, niższe koszty logistyczne i wyższe marże. Z punktu widzenia producenta to niemal idealny model biznesowy. Z punktu widzenia gracza sprawa wygląda jednak inaczej. Im bardziej zamknięty staje się ekosystem, tym mniej swobody ma użytkownik. Zamiast być właścicielem gry, staje się posiadaczem licencji przypisanej do konta. Zamiast wybierać spośród wielu ofert, czeka na promocję przygotowaną przez właściciela platformy. To subtelna zmiana, ale jej skutki mogą być odczuwalne przez lata.
Być może właśnie dlatego decyzja Sony wywołała tak silne emocje. Nie chodzi wyłącznie o sentyment do pudełek stojących na półce. Chodzi o obawę, że gracze tracą kolejne elementy kontroli nad własnym hobby.
Podsumowanie
Przez lata wydawało się, że największym wyzwaniem rynku konsol będą coraz wyższe ceny urządzeń i gier. Dzisiaj widać, że prawdziwa rewolucja przebiega gdzie indziej. Zmienia się sposób, w jaki kupujemy gry, korzystamy z nich i rozumiemy pojęcie własności.
Decyzja Sony może okazać się początkiem nowej epoki. Epoki, w której pudełkowe wydania staną się kolekcjonerską ciekawostką, a cyfrowe sklepy przejmą pełną kontrolę nad dystrybucją. To rozwiązanie wygodne dla producentów i wielu graczy, ale jednocześnie oznaczające mniej konkurencji, mniej sposobów na oszczędności i coraz większe uzależnienie od jednego ekosystemu.
Dlatego uważam, że pytanie „czy konsole stają się luksusem?” jest dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Nie dlatego, że sprzęt kosztuje więcej niż kiedyś. Prawdziwym luksusem może wkrótce okazać się możliwość kupowania gier na własnych zasadach - taniej, z drugiej ręki, z prawem do ich odsprzedaży i bez ograniczeń narzucanych przez cyfrowe platformy. Jeśli ten trend będzie postępował, za kilka lat nie będziemy już wspominać płyt z sentymentem. Będziemy wspominać wolność wyboru, którą reprezentowały.
Przeczytaj również
Komentarze (150)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych