Netflix, HBO Max, Prime Video - pamiętacie czasy torrentów? Wracają, bo ludzie mają dość
Była sobie kiedyś obietnica. Prosta i kusząca. Jedna rozsądna miesięczna opłata w zamian za dostęp do całego świata filmów i seriali - bez reklam, bez szukania po ciemnych zakamarkach internetu i bez obawy, że zamiast odcinka ulubionego serialu pobierzemy wirusa. Netflix, HBO Max, a potem dziesiątki innych platform cyfrowej rozrywki odebrały piractwu jego największy atut - wygodę.
I przez chwilę naprawdę wyglądało na to, że wygrały tę wojnę raz na zawsze. Dane z 2020 roku zdawały się to potwierdzać - pirackie strony notowały wówczas jedną z najniższych odwiedzalności od dekady. Potem jednak wszystko zaczęło się odwracać. Dziś liczby są niepokojące, powody złożone, a odpowiedź na pytanie „kto zawinił?" znacznie mniej oczywista, niż mogłoby się wydawać.
Liczby, których nie wolno lekceważyć
Firma analityczna MUSO, specjalizująca się w śledzeniu nielegalnej konsumpcji treści w sieci, odnotowała w 2023 roku rekordowe 229 miliardów wizyt na pirackich stronach - wzrost o blisko siedem procent wobec roku poprzedniego. Rok 2024 przyniósł lekką korektę - 216 miliardów wizyt, co oznacza spadek o niespełna sześć procent rok do roku. Zanim ktoś odetchnie z ulgą, warto jednak dodać jeden ważny zastrzeżenie, że statystyki MUSO w ogóle nie obejmują pirackich usług IPTV, czyli serwisów podszywających się pod legalną telewizję, a to właśnie ten segment rozwija się najdynamiczniej.
Popularność pirackich usług IPTV wzrosła w całej Unii Europejskiej o dziesięć procent rok do roku. W Polsce szczególną rolę odgrywają urządzenia streamingowe podłączane do telewizora - odpowiadają za sześćdziesiąt procent naruszeń praw autorskich w obszarze telewizji. Z nielegalnych treści wideo korzysta w Polsce od sześciu do siedmiu milionów osób w wieku od 18 do 65 lat. Straty skarbu państwa z tytułu piractwa sięgają według wyliczeń Deloitte 1,9 miliarda złotych rocznie, zaś cała polska branża audiowizualna traci nawet 2,5 miliarda złotych każdego roku (twierdzi ZAPA). To kwoty, których nie da się zbagatelizować, nawet jeśli piractwo nadal wydaje się abstrakcyjnym problemem - daleko, gdzieś w statystykach, nie w naszym salonie.
Wygoda miała swoją cenę i okazała się za wysoka
Żeby zrozumieć, skąd bierze się powrót piractwa, warto cofnąć się do obietnicy złożonej widzom na samym początku streamingowej rewolucji. Miało być prosto - płacisz jakąś kwotę i oglądasz, co chcesz. Ta prostota jednak gdzieś zniknęła.
Ceny abonamentów systematycznie rosną. W Polsce najtańszy plan Netflixa kosztuje 37 złotych miesięcznie, a premium z jakością 4K - 75 złotych. Disney+ oferuje zbliżone stawki. Do tego dochodzą opłaty za dodatkowych użytkowników spoza wspólnego gospodarstwa domowego. Platformy jedna po drugiej zaostrzyły zasady współdzielenia kont, które przez lata były powszechnie tolerowaną normą. Przeciętne polskie gospodarstwo domowe wydaje dziś około 1200 złotych rocznie na trzy lub więcej subskrypcji VOD, a ceny nadal rosną.
Do podwyżek dochodzi narastający problem fragmentacji rynku - popularne produkcje znikają z jednej platformy, aby pojawić się na innej, a zakupiony wcześniej dostęp do treści może przepaść z powodu sporów licencyjnych. Widzowie coraz częściej czują, że za rosnące opłaty dostają coraz mniej zawartości w swoich bibliotek.
Byłoby jednak niesprawiedliwe, gdyby całą odpowiedzialność zrzucać wyłącznie na same platformy. Branża streamingowa działa w warunkach brutalnej konkurencji i pod ogromną presją finansową - produkcja oryginalnych treści kosztuje miliardy dolarów, a wzrost bazy subskrybentów, który przez lata maskował wszelkie problemy, wyraźnie wyhamował po pandemii.
Ograniczenie współdzielenia kont przez Netflix chwilowo wpłynęło nawet na spadek liczby użytkowników w niektórych krajach, ale globalnie przyniosło platformie spore zyski i miliony nowych subskrybentów. Podwyżki cen to zatem odpowiedź na realne wyzwania ekonomiczne, nie wyraz złej woli wobec widzów. Problem polega na tym, że użytkownik stoi dokładnie po drugiej stronie tej samej równowagi - i zaczyna to bardzo dotkliwie odczuwać.
Piratem jest Twój sąsiad. I płaci za Netflixa
Być może najbardziej zaskakującym wnioskiem płynącym z najnowszych badań jest profil współczesnego pirata. Stereotyp technofila ściągającego pliki z podejrzanych forów jest dziś mocno nieaktualny. Niemal 80% osób korzystających z nielegalnych treści jednocześnie płaci za przynajmniej dwie legalne subskrypcje streamingowe. Piractwo rzadko zastępuje zatem legalny dostęp - częściej go uzupełnia. Np. gdy ulubionego tytułu brakuje w bibliotece, gdy serial zniknął kilka dni temu, a wszyscy znajomi już o nim rozmawiają, albo gdy nowy film dostępny jest wyłącznie w opcji zakupu poza standardowym abonamentem.
Dane dotyczące aktywności piratów według grup wiekowych są wymowne. Pokolenie Z sięga po nielegalne treści najchętniej - czyni tak 76% tej grupy. Millenialsi są nieco mniej aktywni, ale 67% z nich również przyznaje się do piractwa. Mężczyźni piracą nieco częściej niż kobiety - 56% do 43%. To pokolenia, które dorastały ze streamingiem, doskonale rozumieją technologię i jednocześnie najdotkliwiej odczuwają finansowy ciężar wielokrotnych subskrypcji. Co znamienne, 11% osób, które piraciły treści w 2023 roku, robiło to jeszcze intensywniej rok później. Nie dlatego, że nagle zbiednieli - raczej dlatego, że ich frustracja stopniowo rosła.
Gabe Newell, współzałożyciel platformy Steam, sformułował już w 2011 roku tezę, która z każdym rokiem brzmi coraz trafniej. Twierdzi on, że piractwo niemal zawsze wynika z problemu z usługą, a nie z ceną. Dane zdają się tę diagnozę potwierdzać - i warto, żeby branża wzięła ją sobie do serca.
Podsumowanie
Streaming nie przegrał z piractwem. Ale oddał mu część terenu, który sam mozolnie zdobył - i zrobił to przez własne, poniekąd zrozumiałe, decyzje biznesowe. Powrót nielegalnej konsumpcji treści to nie historia o złych korporacjach i pokrzywdzonych widzach, lecz raczej opowieść o rynku, który szuka równowagi między rentownością a wygodą i tę równowagę tymczasowo utracił.
Widzowie, którzy płacą za legalne subskrypcje i jednocześnie sięgają po nielegalne źródła, wysyłają branży czytelny sygnał, że są gotowi płacić - ale za uczciwe warunki i sensowną cenę. Platformy, które ten sygnał zdołają usłyszeć i uwzględnić, mają szansę wygrać walkę z piractwem po raz drugi. Dokładnie tak jak zrobiły to dekadę temu, gdy streaming dopiero raczkował i gdy ta sama obietnica prostoty wystarczyła, aby przekonać miliony ludzi do zamknięcia pirackiej karty w przeglądarce.
Przeczytaj również
Komentarze (64)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych