Call of Duty: Modern Warfare 4 OFICJALNIE! Data premiery, kampania, tryby, nowości i SWITCH 2!

Call of Duty: Modern Warfare 4 OFICJALNIE! Data premiery, kampania, tryby, nowości i SWITCH 2!

Wojciech Gruszczyk | Wczoraj, 17:00

„Gameplay to król” - tymi słowami przedstawiciel Infinity Ward rozpoczął prezentację najnowszej odsłony Call of Duty. Po zeszłorocznej wpadce oczekiwania są jednak wyjątkowo duże, bo gracze nie chcą już kolejnych obietnic, tylko konkretnej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy Call of Duty: Modern Warfare 4 faktycznie przywróci serii odpowiednią jakość? Poznajcie nasze pierwsze wrażenia.

Call of Duty: Modern Warfare 4 opiera swoją historię na konflikcie, który według twórców ma sprawiać wrażenie „wyrwanego z nagłówków”, choć nie jest bezpośrednim odtworzeniem prawdziwych wydarzeń. Punktem wyjścia jest wojna między Koreą Północną i Koreą Południową - konflikt, który bardzo szybko zaczyna zagrażać stabilności całego świata. Przedstawiciele Infinity Ward na wydarzeniu podkreślili, że chcieli znaleźć nowe miejsce dla Modern Warfare, odświeżyć serię i zabrać graczy do regionu, którego wcześniej w taki sposób nie eksplorowano. Korea okazała się dla nich idealnym wyborem, bo łączy nowoczesność, napięcie geopolityczne, silny kontekst militarny i kulturę, która w ostatnich latach stała się jednym z najważniejszych globalnych zjawisk.

Dalsza część tekstu pod wideo

Nie będę jednak ukrywał, że początek pokazu mocno mnie zaskoczył. Twórcy na wstępie zaskakująco długo mówili o tak zwanej trzeciej fali Hallyu, czyli światowej ekspansji koreańskiej kultury. K-dramy, K-pop, koreański rap, kino, seriale i popkultura są dzisiaj obecne właściwie wszędzie, więc umieszczenie najnowszego Modern Warfare właśnie w tym regionie ma nie tylko wojskowy, ale też kulturowy sens. Deweloperzy chcą pokazać nowe otoczenie, inną architekturę, inne ulice, inne przestrzenie miejskie i zupełnie inny rytm konfliktu. To nie ma być tylko kolejna mapa z żołnierzami, ale miejsce z własną tożsamością… i szczerze mówiąc właśnie z tego powodu Korea wydaje się naprawdę ciekawym wyborem dla serii, która od lat lubiła podróżować po świecie, ale jednocześnie często wracała do bardzo znanych lokalizacji.

Call of Duty: Modern Warfare 4, czyli wojna Korei z Koreą

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - armia w mieście
resize icon

Podstawy kampanii Call of Duty: Modern Warfare 4 to oczywiście wielki konflikt - tym razem jest to rywalizacja między Północą i Południem. Twórcy przypomnieli, że Seul od dekad funkcjonuje z bardzo realnym zagrożeniem w tle: po drugiej stronie granicy znajdują się baterie artyleryjskie skierowane w stronę stolicy Korei Południowej. Dla wielu mieszkańców jest to coś odległego, codziennego, niemal niewidocznego w normalnym życiu, ale jednocześnie ta groźba po prostu istnieje. Zdaniem Infinity Ward właśnie taki punkt wyjścia idealnie pasuje do filozofii Modern Warfare: to nie musi być konflikt z pierwszych stron gazet, ale ma wyglądać tak, jakby mógł się tam znaleźć jutro.

Bardzo ważna ma być również perspektywa zwykłych żołnierzy. Deweloperzy wielokrotnie podkreślali, że chcą wrócić do „perspektywy z pierwszej ręki”, czyli spojrzenia młodych ludzi wrzuconych w sam środek chaosu. W Korei Południowej służba wojskowa jest obowiązkowa, a obecność armii Stanów Zjednoczonych w regionie sprawia, że południowokoreańscy marines często działają blisko amerykańskich jednostek. To właśnie na tym ma opierać się kampania: na oddziale złożonym z koreańskich żołnierzy, ale funkcjonującym w strukturze dowodzenia, w której obecni są także Amerykanie. To nie są superbohaterowie z pełnym obrazem sytuacji. To młodzi ludzie, którzy mają 18-25 lat, dostają niepełne rozkazy, nie rozumieją całego kontekstu i po prostu próbują przetrwać kolejny moment.

Oczywiście Call of Duty: Modern Warfare 4 nie byłoby sobą bez globalnej skali. Korea ma być centrum wydarzeń, ale twórcy zapowiadają także powrót Rosji oraz wyprawy do innych miejsc na świecie - między innymi do Mumbaju, Nowego Jorku i Paryża. Ma to podtrzymać ten charakterystyczny dla serii rytm, w którym lokalny konflikt bardzo szybko zaczyna promieniować na cały świat. W tle pojawiają się także powiązania między Koreą Północną, Rosją i Iranem, wymiana wojsk, dronów oraz rakiet, czyli dokładnie ten rodzaj współczesnego zagrożenia, który pasuje do formuły „to mogłoby wydarzyć się naprawdę”.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - co się wydarzyło w Korei
resize icon

Na tym tle powraca również Task Force 141, ale twórcy sugerują, że nie zobaczymy jej dokładnie w takim układzie, jaki pamiętamy. Kapitan Price po wydarzeniach z poprzedniej części jest ścigany - po zastrzeleniu pięciogwiazdkowego generała w Pentagonie musi uciekać bez kontaktu z sojusznikami i bez dawnej pozycji. Deweloperzy żartobliwie określali go wewnętrznie jako „Doc Price”, bo tym razem chcą pokazać jego inną stronę. W tej sytuacji Call of Duty: Modern Warfare 4 nie ma być wyłącznie historią nowego konfliktu w Korei, ale też opowieścią o konsekwencjach wydarzeń z poprzednich odsłon.

Wydarzenia z Call of Duty: Modern Warfare 4 zapowiadają się naprawdę obiecująco. Z jednej strony mamy świeże miejsce akcji, napięcie między dwiema Koreami, perspektywę zwykłych żołnierzy i bardziej przyziemne, surowe spojrzenie na wojnę. Z drugiej - wraca globalna intryga, Task Force 141, Price na zakręcie i konflikty, które mogą błyskawicznie wymknąć się spod kontroli. Nie będę przy tym ukrywał, że mnie najbardziej urzekło jedno zdanie: gra ma zaprezentować autentyczny konflikt, a nie kolejną „karykaturę superbohaterów” i bardzo wierzę, że nie były to tylko puste słowa z początku prezentacji.

Call of Duty: Modern Warfare 4 i różne perspektywy

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - armia rozpoczyna akcję
resize icon

Założenia Call of Duty: Modern Warfare 4 są oczywiście bardzo konkretne: wojna pomiędzy Koreą Północną i Koreą Południową grozi destabilizacją całego świata. To właśnie ten konflikt staje się tłem dla najnowszej kampanii, ale twórcy od początku podkreślają, że nie chcą opowiadać wyłącznie wielkiej geopolitycznej historii z poziomu sztabów i map taktycznych. Studio w tym momencie prezentacji zaskoczyło, ponieważ postanowiło pokazać kilka fragmentów z kampanii - historia rozpoczyna się od tak zwanego „zimnego otwarcia”, w którym poznajemy młody oddział złożony z amerykańskich i południowokoreańskich marines. To zwykły patrol w mieście, codzienna rutyna, kilka rozmów, trochę żartów i nagle - uderzenie rakietowe. Korea Północna rozpoczyna inwazję, a żołnierze nie mają pełnego obrazu sytuacji. Nie wiedzą, co dokładnie się dzieje, nie rozumieją skali ataku i po prostu reagują na chaos wokół siebie.

I właśnie tutaj bardzo dobrze widać to, o czym deweloperzy mówili podczas prezentacji: „perspektywa z pierwszej ręki” ma być jednym z filarów kampanii. To nie jest historia superżołnierzy, którzy od pierwszej minuty znają cały plan przeciwnika i działają jak maszyny do ratowania świata. To opowieść o młodych ludziach wrzuconych w sam środek wojny, którzy najpierw próbują przetrwać, później osłaniają ewakuację cywilów, pomagają sojuszniczym oddziałom i obserwują, jak południowokoreańskie siły zbrojne wpadają w totalny chaos. Miasto zostaje utracone, armia wycofuje się w nieładzie, a Korea Północna przejmuje teren. Call of Duty: Modern Warfare 4 chce najpierw pokazać dezorientację, strach i skalę pierwszych godzin wojny.

Równolegle twórcy prowadzą drugi, zupełnie inny wątek: historię Kapitana Price’a. Kilka dni przed wydarzeniami w Korei trafiamy do Nowego Jorku, gdzie Price ukrywa się przed siłami rządowymi. Po wydarzeniach z poprzedniej odsłony nie jest już bohaterem działającym w oficjalnych strukturach, tylko człowiekiem ściganym, odciętym od sojuszników i skupionym na własnej misji. Udaje mu się namierzyć Makarova w klubie nocnym i doprowadza do konfrontacji, która kończy się brutalnie. Price w końcu dokonuje zemsty za śmierć przyjaciół, ale bardzo szybko okazuje się, że zabicie Makarova nie zamyka historii: wręcz przeciwnie, otwiera znacznie większą intrygę.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - Kapitan Wraca
resize icon

Śmierć Makarova uruchamia serię wydarzeń, bo Price odkrywa, że jego wróg miał nad sobą kogoś jeszcze. Pojawia się trop broni, która ma zostać przetransportowana do prawdziwego mocodawcy, a Price postanawia wykorzystać ten szlak, by dotrzeć do źródła zagrożenia. W tym celu zawiera układ z Valerią i razem ruszają przez świat. Ten wątek ma mieć charakter bardziej „bourne’owy” lub „bondowy” - mniej klasycznej wojny frontowej, więcej pościgów, ucieczek, tajnych spotkań, zdrad i misji realizowanych poza oficjalnymi strukturami. To bardzo ciekawy kontrast względem historii południowokoreańskiego oddziału, bo z jednej strony mamy wielką wojnę widzianą oczami żołnierzy, a z drugiej osobistą misję Price’a napędzaną zemstą i próbą zatrzymania większego zagrożenia.

Kampania ma często przeskakiwać pomiędzy tymi perspektywami. Trafimy do Korei Północnej, gdzie zobaczymy życie za linią wroga i poznamy ambitną młodą przedstawicielkę rodziny rządzącej dyktaturą, która prowadzi własny oddział w poszukiwaniu dezertera ukrywającego się w wiosce. Później wrócimy do Price’a i Valerii we Francji, gdzie na terenach wiejskich zostaną zaatakowani podczas przejazdu pociągiem i będą musieli uciekać przez kolejowy plac pełen ruchomych platform. Następnie gra ponownie przeniesie nas do południowokoreańskiego oddziału, który wciąż broni ojczyzny, osłania cywilów i próbuje wycofać się z miasta zajmowanego przez siły Północy.

Nie zabraknie też typowej dla Modern Warfare globalnej skali. Price weźmie udział w widowiskowym pościgu samochodowym ulicami Paryża, gdzie będzie strzelał przez okno, prowadził opancerzoną ciężarówkę i przebijał się przez miasto. Następnie razem z Valerią trafi do Mumbaju, który według ich założeń ma być ostatnim przystankiem w poszukiwaniu celu, ale oczywiście sytuacja szybko się skomplikuje. Z drugiej strony wrócimy także do Korei Północnej, gdzie inny członek rodziny rządzącej zostanie wciągnięty w zamach stanu i będziemy obserwować jego ucieczkę przez pałac, bez pełnej wiedzy o tym, kto naprawdę pociąga za sznurki. To pokazuje, że twórcy chcą mocno mieszać perspektywy i nie ograniczać konfliktu do prostego podziału na „dobrych” i „złych” żołnierzy na froncie.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - żołnierze z Francji
resize icon

Największe momenty kampanii mają jednak należeć do wojny w Korei. Południowokoreański oddział, który na początku po prostu próbuje przetrwać inwazję, z czasem przechodzi drogę od zera do bohaterów. Twórcy zapowiadają wielką kontruderzeniową sekwencję w stylu D-Day - desant z morza, lądowanie na plaży i marsz od wybrzeża do centrum utraconego miasta. Później żołnierze mają walczyć o końcowy cel, którym jest instalacja nuklearna. Będą przebijać się przez okopy, walczyć z dronami, mierzyć się z czołgami i stopniowo odzyskiwać teren. Brzmi to jak powrót do wielkich, intensywnych misji wojennych, za którymi wielu fanów Call of Duty naprawdę tęskniło.

Najciekawsze jest jednak to, że oba główne wątki mają ostatecznie się połączyć. Twórcy sugerują, że w pewnym momencie odkryjemy, jak misja Price’a, śmierć Makarova, tajemnicza broń i konflikt na Półwyspie Koreańskim są ze sobą powiązane. Price ma nieświadomie przyczynić się do wywołania całego kryzysu, co może nadać historii znacznie mocniejszy, bardziej osobisty ciężar. Z jednej strony obserwujemy młodych żołnierzy broniących ojczyzny przed inwazją, z drugiej człowieka, który próbując domknąć własną vendettę, mógł uruchomić wydarzenia prowadzące do globalnej katastrofy.

Szczerze mówiąc Call of Duty: Modern Warfare 4 zapowiada więc bardzo szeroką kampanię, która łączy kilka różnych tonów. Będzie wielkoskalowa wojna, perspektywa zwykłych marines, ucieczki przez okupowane miasta, misje za linią wroga, zamach stanu w Korei Północnej, pościgi w Paryżu, wątek Mumbaju i osobista podróż Price’a. Najważniejsze będzie jednak to, czy twórcom uda się utrzymać balans między przyziemnym, surowym spojrzeniem na konflikt a typową dla Modern Warfare widowiskowością.

Call of Duty: Modern Warfare 4 i tryb multiplayer… co szykują twórcy?

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - rywalizacja multiplayer
resize icon

Tryb multiplayer w Call of Duty: Modern Warfare 4 ma być zbudowany wokół bardzo konkretnego założenia: gra ma wyglądać i działać „elegancko i wyrafinowanie”, ale jednocześnie pozostać surowa, przyziemna i oparta na współczesnej technologii militarnej. Twórcy chcą więc uniknąć przesady, która w przeszłości odciągała serię od realizmu, ale jednocześnie nie zamierzają rezygnować z efektowności. Ostatecznie Call of Duty: Modern Warfare 4 ma być szybkie, dynamiczne i widowiskowe, ale nadal zakorzenione w świecie, który wygląda jak coś, co mogłoby wydarzyć się naprawdę.

Na prezentacji deweloperzy bardzo mocno podkreślili, że chcieli nadać starciom bardziej filmowy charakter. Mapy mają być przeładowane obiektami reagującymi na ostrzał i eksplozje - przedmioty spadają z półek, doniczki pękają, hydranty wybuchają i zalewają przestrzeń wodą, a eksplozje, które wcześniej po prostu zabijały albo przewracały gracza w bardzo prosty sposób, teraz mogą wywoływać efekt fali uderzeniowej. To wszystko ma sprawić, że w każdym meczu organicznie pojawią się małe „filmowe momenty”, których nie trzeba specjalnie reżyserować.

Największą zmianą ma być jednak ruch. Twórcy mówią wprost, że Call of Duty: Modern Warfare 4 otrzyma najbardziej swobodny i płynny system poruszania się, jaki kiedykolwiek przygotowało studio. Ślizganie się, wspinanie i przechodzenie przez przeszkody zostały przebudowane od podstaw, by gra nie sprawiała wrażenia, że zatrzymuje nasze intencje. Jeśli chcemy szybko wskoczyć na przeszkodę, przerwać animację, zsunąć się albo zachować impet podczas agresywnego wejścia w walkę - system ma nam na to pozwolić. Szczególnie ciekawie brzmi możliwość dynamicznego wychylania się przy krawędziach, poruszania się wzdłuż półek oraz nowy „supine slide”, czyli ślizg na plecach, który kończy się pozycją leżącą.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - żołnierze w multiplayerze
resize icon

Ważne jest jednak to, że twórcy nie chcą zamienić Call of Duty: Modern Warfare 4 w futurystyczną strzelankę dla akrobatów. Cały czas powtarza się tutaj hasło balansowania między realizmem a zabawą. Gra ma być szybka, responsywna i płynna, ale jednocześnie nadal „przyziemna”. Deweloperzy chcą, by zarówno taktyczny gracz, który wolniej czyści pomieszczenia i trzyma kąty, jak i fan szybkiego run-and-gun, który agresywnie przelatuje przez mapę, czuli, że znaleźli coś dla siebie.

Bardzo dużo uwagi poświęcono także samej broni i temu, jak ma wyglądać oraz działać strzelanie. Twórcy mówią o systemie „Ballistic Authority”, który ma sprawić, że broń będzie bardziej naturalna, cięższa, mocniejsza i bardziej wiarygodna, ale jednocześnie nadal responsywna. Zmieniono sposób prezentowania broni w perspektywie pierwszoosobowej - scena i broń są renderowane z tym samym polem widzenia, dzięki czemu karabiny nie mają wyglądać nienaturalnie „ściśnięte” względem świata. Do tego dochodzi bardziej filmowa dystorsja obiektywu, subtelna głębia ostrości i tak zwane „enhanced FOV”, które ma dawać lepszą orientację w przestrzeni bez zmniejszania czytelności celów. Według założeń: gracz ma widzieć więcej, celować pewniej i jednocześnie czuć większy realizm.

Najciekawiej wypada jednak deklaracja dotycząca celności. Twórcy chcą odejść od klasycznego „blooma”, czyli losowego rozrzutu pocisków w stożku, który od lat frustruje graczy w strzelankach. W Call of Duty: Modern Warfare 4 pocisk ma lecieć dokładnie tam, gdzie skierowana jest broń, a celność ma wynikać z fizycznej symulacji ruchu, odrzutu i zachowania operatora, a nie z niewidzialnej loterii.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - ekipa wychodzi z helikoptera
resize icon

Deweloperzy poprawili też detale, które brzmią drobno, ale mogą znacząco wpłynąć na odbiór strzelania. Dym z lufy ma wyglądać efektownie, ale nie zasłaniać celu w najważniejszych momentach. Głębia ostrości nie ma przeszkadzać w celowaniu, tylko działać bardziej naturalnie, jak w prawdziwym świecie. Broń ma reagować na otoczenie - chować się przy ścianach, zmieniać ułożenie przy narożnikach i inaczej zachowywać się w zależności od sytuacji. Nawet taktyczny sprint ma lepiej pokazywać zmęczenie operatora przez zmianę postawy i rytmu biegu. Wszystko to ma budować większą immersję, ale bez poświęcania czytelności i kontroli.

Na papierze wygląda więc na to, że twórcy mają bardzo konkretną wizję multiplayera w Call of Duty: Modern Warfare 4. Chcą połączyć dynamiczne mapy, filmowy chaos, bardziej swobodny ruch, dopracowane animacje, cięższe i bardziej przewidywalne strzelanie oraz przyziemną estetykę współczesnego konfliktu. Oczywiście najważniejsze będzie to, jak to wszystko zadziała w praktyce - czy nowe ruchy nie zdominują balansu, czy mapy nie będą zbyt chaotyczne, czy broń faktycznie będzie bardziej satysfakcjonująca i czy taktyczni oraz agresywni gracze rzeczywiście znajdą tu swoje miejsce? Odpowiedzi na te pytania poznamy dopiero za kilka miesięcy… po pierwszych testach.

Call of Duty: Modern Warfare 4 i zawartość. Nie będziemy się nudzić?

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - ślizg
resize icon

Twórcy Call of Duty: Modern Warfare 4 bardzo wyraźnie chcą pokazać, że tegoroczna odsłona nie będzie tylko kampanią i kilkoma standardowymi mapami do multiplayera. Infinity Ward podczas prezentacji zasypało dziennikarzy konkretami i… brzmi to naprawdę nieźle. Na start otrzymamy solidny zestaw trybów, rozbudowany arsenał, nowe podejście do progresji broni, odświeżony system prestiżu, sporo wyposażenia, killstreaków oraz mapy, które mają być bardziej czytelne, dynamiczne i zaprojektowane pod konkretne starcia. Po zeszłorocznych problemach serii taki komunikat był bardzo potrzebny.

Jedną z najciekawszych nowości są Apex Attachments, czyli finalne dodatki odblokowywane na końcu ścieżki rozwoju każdej broni. To nie mają być zwykłe celowniki, lufy czy chwyty, które minimalnie zmieniają statystyki. Twórcy mówią o modyfikacjach, które potrafią całkowicie przebudować styl strzelania z danej giwery. Strzelba może otrzymać bocznie ładowane wybuchowe pociski, które pozwolą powalczyć na większym dystansie, rewolwer dostanie możliwość szybkiego „fan-fire” z biodra, M4 będzie można przerobić w kierunku bardziej agresywnego SMG z amunicją 5.7x28, a jeden z karabinów otrzyma amunicję pozwalającą śledzić pozycję przeciwnika, gdy ten schowa się za osłoną.

Apex Attachments nie zajmują jednego z pięciu standardowych slotów na dodatki. To bardzo dobra decyzja, bo gracze nie będą musieli rezygnować ze sprawdzonego zestawu tylko po to, by sprawdzić ostatnią, najbardziej efektowną modyfikację. Każda główna broń ma otrzymać przynajmniej jeden taki dodatek, a w grze na start znajdzie się 28 Apex Attachments. Twórcy chcą, by działało to trochę jak marchewka - widzisz w killcamie, że ktoś korzysta z absurdalnej modyfikacji, myślisz „moja broń też może to robić?” i wracasz do grindu. Trochę trudno mi aktualnie powiedzieć, czy ten pomysł nie zniszczy balansu, jednak szczerze mówiąc? Chętnie sprawdzę.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - kto atakuje?
resize icon

Sam arsenał również wygląda konkretnie. Na start dostaniemy 24 główne bronie, 8 dodatkowych, ponad 500 standardowych dodatków, a do tego system Gunny, czyli inteligentnego doradcę w Gunsmith. To rozwiązanie ma generować sensowne konfiguracje broni pod konkretny styl gry - krótszy dystans, daleki dystans albo bardziej zbalansowane podejście. I ta propozycja może być naprawdę przydatna.

Twórcy przebudowali też loadouty. Po raz pierwszy możemy przypisać konkretnego operatora do danego zestawu, więc klasa ma lepiej oddawać styl gry. Snajper w ghillie suit może dostać karabin wyborowy i killstreaki zwiadowcze, a agresywny operator z SMG może zostać połączony z perkami nastawionymi na ciche flankowanie. Do tego dochodzą unikalne killstreaki dla każdego loadoutu, co ma sprawić, że zestaw wyposażenia faktycznie będzie reprezentował konkretny pomysł na rozgrywkę. Na start pojawi się 17 killstreaków, 11 field upgrades, 11 lethal equipment, 9 tactical equipment oraz 18 perków. Perki wracają do czystego systemu „pick three”, a wśród powracających ulubieńców znajdziemy między innymi Ninja i Quick Fix.

Bardzo ciekawie brzmi również przebudowane wyposażenie. Twórcy podkreślają, że nie chcą, by gracze musieli wybierać między „użytecznością a zabójczością”, dlatego wiele gadżetów ma być bardziej wszechstronnych i szybszych w użyciu. Pojawia się też nowa technologia dymu wolumetrycznego - przez granaty dymne oraz ściany dymu będzie można dosłownie przestrzeliwać dziury, tworząc chwilowe okna widoczności.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - DMZ
resize icon

Progresja również ma zostać trochę odświeżona. Klasyczne Prestiże powracają, ale tym razem gracze otrzymają wybór. Można wejść na klasyczną ścieżkę, zresetować odblokowane poziomy, zgarnąć 20% bonusu do XP i odblokowywać unikalne nagrody na kolejnych progach. Można też pozostać na normalnej ścieżce, nie resetować postępów i zachować dostęp do odblokowanej zawartości, kosztem części nagród oraz podstawowego tempa zdobywania doświadczenia. To bardzo rozsądne podejście, bo Prestige od zawsze miał swoich fanów, ale dla wielu graczy resetowanie progresji było bardziej karą niż atrakcją.

Jeśli chodzi o tryby, na start ma być ich ponad 12. Wracają klasyki pokroju Team Deathmatch, Domination, Hardpoint, Kill Confirmed, Free For All, Search and Destroy, Gunfight, Gun Game i Drop Zone, ale twórcy dorzucają też kilka nowych propozycji. Inflation to deathmatch z wysoką stawką, w którym gracze upuszczają nagrody pieniężne, a wygrywa drużyna posiadająca najwięcej gotówki na końcu meczu. Gunfight 10v10 brzmi jak znacznie większa i bardziej chaotyczna wersja znanego trybu, a dla fanów dużej skali przygotowano Combat Outpost i Frontal Assault, czyli nowe warianty dużej wojny z pojazdami oraz piechotą.

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - sprawdzamy kto tam chodzi
resize icon

Mapy mają natomiast stawiać na wyraźniejsze linie wzroku, mniejszy wizualny bałagan i bardziej świadomie projektowane pojedynki. To bardzo ważne, bo w Call of Duty łatwo przesadzić z detalami i sprawić, że gracz zaczyna walczyć nie tylko z przeciwnikiem, ale też z samym otoczeniem. Deweloperzy obiecują, że każda mapa ma mieć własny charakter, styl, krótkie wprowadzenie i osobowość, a część lokacji będzie powiązana z wydarzeniami z kampanii.

Najbardziej nietypowo zapowiada się jednak Kill Block, czyli dynamiczna mapa multiplayerowa osadzona w Westbridge Training Facility. Twórcy opisują ją jako żywą mapę, która zmienia się w trakcie rozgrywki. Całość składa się z trzech segmentów, a centralna część (tak zwany „hero slab”) może zmieniać układ i oferować różne ikoniczne lokacje inspirowane wcześniejszymi odsłonami Modern Warfare. Mapa ma być mniej więcej wielkości Shoot House i na premierę zaoferować ponad 500 kombinacji, a kolejne mają pojawiać się po premierze. To brzmi naprawdę ambitnie, szczególnie jeśli układ będzie zmieniał się na żywo i sprawi, że kolejne rundy nie będą wyglądały identycznie.

W trakcie prezentacji byłem zaskoczony... skalą. W Call of Duty: Modern Warfare 4 na start trzymamy dużą liczbę trybów, nowe pomysły na mapy, rozbudowany arsenał, Apex Attachments, Gunny, przebudowane loadouty, dwa warianty prestiżu i sporo wyposażenia do testowania. Oczywiście wszystko rozbije się o balans, tempo aktualizacji, jakość map i to, czy nowe systemy nie okażą się zbyt chaotyczne po kilku tygodniach. Muszę jednak przyznać jedno: twórcy pokazali mi konkretną wizję.

Call of Duty: Modern Warfare 4 to nie tylko kampania i multi. Nadciąga nowy DMZ

Call of Duty Modern Warfare 4 - pierwsze wrażenia - DMZ szukamy przeciwników
resize icon

Obok kampanii i klasycznego multiplayera Call of Duty: Modern Warfare 4 zaoferuje także powrót trybu DMZ. Twórcy nie pozwolili nam jeszcze mówić o wszystkich szczegółach, ale podstawowe założenie jest jasne: ma to być pełnoprawne doświadczenie extraction w świecie Call of Duty, czyli żywa, bojowa piaskownica, w której każde wejście do strefy może opowiedzieć trochę inną historię. Gracze będą mogli ruszać do akcji samotnie lub w drużynie, jako nieoficjalni operatorzy wysyłani do niestabilnej strefy konfliktu, by odzyskiwać zaawansowaną technologię wojskową pozostawioną po wojnie.

Najciekawiej brzmi obietnica zmiennych warunków. DMZ w Call of Duty: Modern Warfare 4 ma być strefą, która nie stoi w miejscu - zmienna pogoda, dynamiczne cele wojskowe i wrogie oddziały przemieszczające się po mapie mają sprawić, że kolejne wyprawy nie będą wyglądały identycznie. To bardzo pasuje do tej formuły, bo extraction shooter najlepiej działa wtedy, gdy gracz nigdy nie ma stuprocentowej pewności, co wydarzy się po kilku minutach.

Twórcy opisują DMZ jako tryb oparty na zgarnięciu sprzętu, walce, negocjowaniu, zdradzie i ucieczce z tym, co uda się unieść. Im mocniej będziemy naciskać, tym mocniej świat ma odpowiadać, więc każda decyzja powinna mieć konkretną wagę. Czy warto zostać dłużej i spróbować zgarnąć lepszy sprzęt? Czy lepiej odpuścić, zanim strefa zacznie nas przygniatać? Czy ufać napotkanym graczom, czy od razu potraktować ich jak zagrożenie? Więcej na ten temat będę mógł napisać za kilka dni…

Czy warto czekać na Call of Duty: Modern Warfare 4?

Premiera Call of Duty: Modern Warfare 4 odbędzie się 23 października i gra nie tylko trafi na PlayStation 5, Xboksy Series X|S oraz komputery osobiste, ale także na Nintendo Switcha 2 - za natywne wydanie odpowiada studio Digital Legends. Czy jednak warto czekać na grę? Po prezentacji trudno nie być ostrożnym optymistą, bo Infinity Ward i współpracujące zespoły pokazują bardzo konkretną wizję: przyziemną kampanię osadzoną wokół wojny dwóch Korei, powrót perspektywy zwykłych żołnierzy, bardziej filmowy i jednocześnie surowy multiplayer, przebudowany ruch, mocno dopracowane strzelanie oraz powrót DMZ.

Call of Duty: Modern Warfare 4 wygląda jak odpowiedź na najważniejsze zarzuty wobec ostatnich odsłon serii. Twórcy mówią o autentyczności, płynności, lepszym gunplayu, czytelniejszych mapach, dużej zawartości i trybach, które mają trafić zarówno do fanów klasycznego Call of Duty, jak i osób szukających większej skali lub bardziej ryzykownej rozgrywki. Ostatecznie wszystko zależy jednak od tego, jak te obietnice przełożą się na realne mecze, balans broni, jakość map, tempo kampanii i stabilność całego pakietu. Aktualnie… jest ciekawie.

Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper