Nie tylko The Boys. Najlepsze seriale o (anty)bohaterach, które musisz znać

Nie tylko The Boys. Najlepsze seriale o (anty)bohaterach, które musisz znać

Łukasz Musialik | 11.04, 18:00

Kiedy na naszych ekranach po raz pierwszy zadebiutowali „The Boys”, świat popkultury dosłownie oszalał. Szybko okazało się, że widzowie na całym świecie mają już serdecznie dość krystalicznie czystych herosów w lśniących pelerynach, którzy zawsze postępują właściwie, ocalą każdego kota z drzewa i nigdy, przenigdy nie używają wulgaryzmów. Zamiast tego zapragnęliśmy na ekranie krwi, brudu, gęstego czarnego humoru i bardzo brutalnej prawdy o tym, co by się stało, gdyby potężne korporacje i zapatrzeni w siebie socjopaci otrzymali boskie supermoce.

Sukces hitu platformy Amazon przetarł szlaki dla zupełnie nowego, odważnego gatunku telewizyjnego. Ale co zrobić, gdy obejrzymy już wszystkie dostępne sezony przygód rzeźnika Butchera i psychopatycznego Homelandera, a nasz apetyt na dekonstrukcję mitu niezłomnego superbohatera wciąż rośnie? Spokojnie, współczesna telewizja i platformy streamingowe mają do zaoferowania znacznie więcej. Przygotowałem dla Was zestawienie absolutnie świetnych produkcji, które idealnie wypełnią pustkę po „The Boys” i zapewnią wam rozrywkę na najwyższym i nierzadko bezkompromisowym poziomie.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rodzinne powiązania, animowana rzeź i ojcowie chrzestni mroku

Jeśli szukamy czegoś, co pod kątem klimatu najbardziej przypomina wspomniany hit, warto zacząć od jego bezpośredniego rodzeństwa, czyli serialu „Gen V”. To wyczekiwany spin-off osadzony dokładnie w tym samym uniwersum, ale przenoszący środek ciężkości na specjalny uniwersytet dla młodych „supków”. Produkcja ta udowadnia, że połączenie burzy nastoletnich hormonów, mrocznych tajemnic uczelni i supermocy to mieszanka równie wybuchowa, co dylematy dorosłych herosów. Krew leje się tu gęsto, a czarny humor w ogóle nie ustępuje oryginałowi. Kiedy już skończycie z edukacją pod czujnym okiem korporacji Vought, koniecznie musicie sięgnąć po „Niezwyciężonego” (Invincible). Niech absolutnie nie zwiedzie was animowana forma - to nie jest bajka na niedzielny poranek. Ta doskonała adaptacja komiksu opowiada o nastolatku, który odkrywa w sobie nadludzkie zdolności, podczas gdy jego ojciec, potężny Omni-Man (będący jawną wariacją na temat Supermana), okazuje się mieć skrajnie przerażające plany wobec naszej planety. Sceny walk w tej animacji są tak realistycznie krwawe, że sprawiają, iż niejeden film aktorski wypada przy nich blado.

A skoro już jesteśmy przy mocnych komiksowych rodowodach, nie sposób pominąć w tym zestawieniu serialu „Kaznodzieja” (Preacher). Choć technicznie nie jest to opowieść o klasycznych trykociarzach, to wyszła spod pióra tego samego, legendarnego twórcy co „The Boys” - Gartha Ennisa. Na ekranie śledzimy losy poszukującego Boga pastora, który zyskuje moc rozkazywania innym, a towarzyszą mu irlandzki wampir-alkoholik i niebezpieczna, była płatna morderczyni. Trup ściele się tu niezwykle gęsto, a absurd goni absurd. Z kolei, jeśli chcemy sprawdzić, jak w tak mrocznym i prześmiewczym tonie odnajdują się wielkie filmowe wytwórnie, doskonałą odpowiedzią jest „Peacemaker”. Za sterami tego świetnego projektu stanął James Gunn, biorąc na warsztat postać z uniwersum DC, brawurowo graną przez Johna Cene. Tytułowy, lekko zdezorientowany moralnie antybohater jest gotów zabić każdego mężczyznę, kobietę i dziecko w imię... szerzenia pokoju. To jazda bez trzymanki, pełna wulgaryzmów i widowiskowej akcji, która o dziwo niesie ze sobą wielki ładunek emocjonalny.

​Dysfunkcyjne rodziny i mroczne zakamarki komiksowych gigantów

​Kolejnym intrygującym motywem, który „The Boys” eksploatuje z ogromnym sukcesem, jest pokazanie widowni, że posiadanie supermocy niezwykle często wiąże się z gigantyczną traumą i problemami psychicznymi. Doskonale i z wielkim rozmachem ten temat rozwija „The Umbrella Academy”. To wciągająca opowieść o potężnie dysfunkcyjnej rodzinie adoptowanych sierot z nadnaturalnymi zdolnościami, które po latach chłodu muszą ponownie zjednoczyć siły, aby powstrzymać nadciągającą wielkimi krokami apokalipsę. Zamiast jednak standardowo skupiać się na walce ze złem, bohaterowie przez większość czasu walczą z własnymi demonami, kompleksami i wyjątkowo toksycznym dziedzictwem swojego zmarłego ojca. Znakomita ścieżka dźwiękowa i specyficzny, melancholijno-rozrywkowy klimat to ich główne znaki rozpoznawcze. Jeśli jednak po seansie pomyślicie, że ta produkcja była dziwna, to lepiej mocno zapnijcie pasy przed spotkaniem z „Doom Patrol”.

To prawdopodobnie najdziwniejszy, najbardziej abstrakcyjny i odjechany serial stworzony na podstawie komiksów ze stajni DC. Bohaterowie to zbiór tragicznych wyrzutków, dla których moce są największym przekleństwem i bezpośrednim powodem fizycznego oszpecenia. Zamiast prężyć muskuły i ratować świat w blasku fleszy, bohaterowie częściej uczestniczą w prowizorycznej zbiorowej terapii psychologicznej. Ich wrogowie są równie nietypowi, gdy mierzą się między innymi z gadającymi ulicami czy wymiarami pożerającymi zdrowe zmysły. Serial ten jest do bólu szczery, wulgarny i z gracją wymyka się jakimkolwiek schematom. Pozostając w kręgu uniwersum DC i jego nietypowych wariacji, grzechem byłoby zapomnieć o fenomenalnym, animowanym serialu „Harley Quinn”. To prawdziwa satyryczna perła, która dekonstruuje mit Batmana i całego ponurego Gotham City z perspektywy kultowej, szalonej Harley, która po latach próbuje ostatecznie odciąć się od toksycznego związku z Jokerem. Produkcja jest niewiarygodnie krwawa, prześmiewcza i dobitnie udowadnia, że współczesna animacja dla dorosłych pozwala na przekraczanie granic, na które żadna ugrzeczniona franczyza kinowa nigdy by sobie nie pozwoliła.

​Klasyka gatunku, brytyjski absurd i superbohaterska satyra

​Warto pamiętać, że zanim „The Boys” z Amazonu podbili nasze serca i ekrany, grunt pod dekonstrukcję superbohaterów powoli i skutecznie przygotowywali inni twórcy. W tym prestiżowym zestawieniu po prostu musi się znaleźć wybitna produkcja od HBO - „Watchmen” (Strażnicy). Ta zamknięta miniseria to duchowy spadkobierca i genialna kontynuacja legendarnego komiksu autorstwa Alana Moore'a. Ekranizacja jest znacznie poważniejsza, powolniejsza i mroczniejsza niż reszta zaprezentowanej tu stawki, ale równie mocno uderza w fałszywą fasadę obrońców ludzkości. Twórcy zadają trudne, wciąż aktualne pytania o to, kto tak naprawdę pilnuje samych strażników i w jaki sposób noszone maski ułatwiają ukrywanie systemowego rasizmu i bezkarnej przemocy. To absolutne arcydzieło współczesnej telewizji, które wymaga od widza skupienia i zaangażowania, odpłacając się niezwykle głęboką i mądrą historią. Jeśli jednak potrzebujemy odpocząć od ciężkich tematów, zupełnie na drugim biegunie powagi odnajdziemy brytyjski hit – serial „Wyklęci” (Misfits). Wyobraźcie sobie grupkę wulgarnych, młodocianych przestępców z najniższych warstw społecznych, którzy podczas przymusowego odrabiania prac społecznych zostają trafieni przez dziwną burzę z piorunami i zyskują najprawdziwsze supermoce.

To, co robią ze swoimi nowymi, niesamowitymi zdolnościami, nie ma absolutnie nic wspólnego z altruizmem czy ratowaniem planety. Zamiast tego dresiarze w pomarańczowych kombinezonach znacznie częściej próbują ukryć w lesie zwłoki swojego kuratora sądowego, non-stop imprezują i wdają się w coraz to bardziej absurdalne i niebezpieczne awantury. To czysta kwintesencja wyspiarskiego, ciętego humoru, która podbiła serca europejskich widzów na długo przed amerykańskimi superprodukcjami. Naszą złotą dziesiątkę zamyka kultowy „Kleszcz” (The Tick), a konkretnie jego doceniona, serialowa i aktorska wersja z platformy Amazon. To propozycja znacznie lżejsza, ale będąca przy tym do bólu perfekcyjną i inteligentną parodią gatunku superhero. Tytułowy bohater to wielki, całkowicie niebieski, kuloodporny i nieskazitelny optymista pozbawiony pamięci, który bez pytania o zgodę wciąga w wir walki ze złem pewnego neurotycznego, zalęknionego księgowego bez cienia jakichkolwiek mocy. To genialna komedia omyłek, która punktuje i wyśmiewa wszystkie największe absurdy komiksowych światów.

Złota era antybohaterów trwa w najlepsze

​Jak wyraźnie widać na załączonych przykładach, globalny fenomen sukcesu „The Boys” wcale nie wziął się znikąd. Mroczna, brudna i wysoce sarkastyczna strona superbohaterskiego medalu ma się w dzisiejszych czasach znacznie lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać. Zestawione wyżej seriale - począwszy od krwawych, obrazoburczych animacji, przez niepodrabialny brytyjski absurd, aż po głębokie i bolesne dramaty psychologiczne zręcznie ukryte pod maskami - udowadnia, że jako współcześni widzowie dojrzeliśmy.

Nie zadowalają nas już płaskie, czarno-białe opowieści. Oczekujemy historii prawdziwie wielowymiarowych, w których dobro nie zawsze triumfuje, a oklaskiwany heros potrafi być znacznie gorszy od swojego największego wroga. Wymienione produkcje nie tylko z powodzeniem wypełnią ogromną lukę w oczekiwaniu na kolejne zwariowane perypetie Butchera i jego anty-bohaterskiej ekipy, ale w wielu przypadkach wznoszą telewizyjną dekonstrukcję mitu bohatera na kompletnie nowy, unikalny poziom. Dlatego warto przygotować zapas popcornu, zostawić za drzwiami wszelkie złudzenia o nieskazitelnych obrońcach sprawiedliwości i dać się w pełni porwać tym niezwykłym opowieściom. Prawda jest bowiem taka, że ci źli, zepsuci i mocno potłuczeni przez życie protagoniści bywają dla nas po prostu o wiele ciekawsi.

Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper