Nie tylko The Boys. Najlepsze seriale o (anty)bohaterach, które musisz znać
Kiedy na naszych ekranach po raz pierwszy zadebiutowali „The Boys”, świat popkultury dosłownie oszalał. Szybko okazało się, że widzowie na całym świecie mają już serdecznie dość krystalicznie czystych herosów w lśniących pelerynach, którzy zawsze postępują właściwie, ocalą każdego kota z drzewa i nigdy, przenigdy nie używają wulgaryzmów. Zamiast tego zapragnęliśmy na ekranie krwi, brudu, gęstego czarnego humoru i bardzo brutalnej prawdy o tym, co by się stało, gdyby potężne korporacje i zapatrzeni w siebie socjopaci otrzymali boskie supermoce.
Sukces hitu platformy Amazon przetarł szlaki dla zupełnie nowego, odważnego gatunku telewizyjnego. Ale co zrobić, gdy obejrzymy już wszystkie dostępne sezony przygód rzeźnika Butchera i psychopatycznego Homelandera, a nasz apetyt na dekonstrukcję mitu niezłomnego superbohatera wciąż rośnie? Spokojnie, współczesna telewizja i platformy streamingowe mają do zaoferowania znacznie więcej. Przygotowałem dla Was zestawienie absolutnie świetnych produkcji, które idealnie wypełnią pustkę po „The Boys” i zapewnią wam rozrywkę na najwyższym i nierzadko bezkompromisowym poziomie.
Rodzinne powiązania, animowana rzeź i ojcowie chrzestni mroku
Jeśli szukamy czegoś, co pod kątem klimatu najbardziej przypomina wspomniany hit, warto zacząć od jego bezpośredniego rodzeństwa, czyli serialu „Gen V”. To wyczekiwany spin-off osadzony dokładnie w tym samym uniwersum, ale przenoszący środek ciężkości na specjalny uniwersytet dla młodych „supków”. Produkcja ta udowadnia, że połączenie burzy nastoletnich hormonów, mrocznych tajemnic uczelni i supermocy to mieszanka równie wybuchowa, co dylematy dorosłych herosów. Krew leje się tu gęsto, a czarny humor w ogóle nie ustępuje oryginałowi. Kiedy już skończycie z edukacją pod czujnym okiem korporacji Vought, koniecznie musicie sięgnąć po „Niezwyciężonego” (Invincible). Niech absolutnie nie zwiedzie was animowana forma - to nie jest bajka na niedzielny poranek. Ta doskonała adaptacja komiksu opowiada o nastolatku, który odkrywa w sobie nadludzkie zdolności, podczas gdy jego ojciec, potężny Omni-Man (będący jawną wariacją na temat Supermana), okazuje się mieć skrajnie przerażające plany wobec naszej planety. Sceny walk w tej animacji są tak realistycznie krwawe, że sprawiają, iż niejeden film aktorski wypada przy nich blado.
A skoro już jesteśmy przy mocnych komiksowych rodowodach, nie sposób pominąć w tym zestawieniu serialu „Kaznodzieja” (Preacher). Choć technicznie nie jest to opowieść o klasycznych trykociarzach, to wyszła spod pióra tego samego, legendarnego twórcy co „The Boys” - Gartha Ennisa. Na ekranie śledzimy losy poszukującego Boga pastora, który zyskuje moc rozkazywania innym, a towarzyszą mu irlandzki wampir-alkoholik i niebezpieczna, była płatna morderczyni. Trup ściele się tu niezwykle gęsto, a absurd goni absurd. Z kolei, jeśli chcemy sprawdzić, jak w tak mrocznym i prześmiewczym tonie odnajdują się wielkie filmowe wytwórnie, doskonałą odpowiedzią jest „Peacemaker”. Za sterami tego świetnego projektu stanął James Gunn, biorąc na warsztat postać z uniwersum DC, brawurowo graną przez Johna Cene. Tytułowy, lekko zdezorientowany moralnie antybohater jest gotów zabić każdego mężczyznę, kobietę i dziecko w imię... szerzenia pokoju. To jazda bez trzymanki, pełna wulgaryzmów i widowiskowej akcji, która o dziwo niesie ze sobą wielki ładunek emocjonalny.
Dysfunkcyjne rodziny i mroczne zakamarki komiksowych gigantów
Kolejnym intrygującym motywem, który „The Boys” eksploatuje z ogromnym sukcesem, jest pokazanie widowni, że posiadanie supermocy niezwykle często wiąże się z gigantyczną traumą i problemami psychicznymi. Doskonale i z wielkim rozmachem ten temat rozwija „The Umbrella Academy”. To wciągająca opowieść o potężnie dysfunkcyjnej rodzinie adoptowanych sierot z nadnaturalnymi zdolnościami, które po latach chłodu muszą ponownie zjednoczyć siły, aby powstrzymać nadciągającą wielkimi krokami apokalipsę. Zamiast jednak standardowo skupiać się na walce ze złem, bohaterowie przez większość czasu walczą z własnymi demonami, kompleksami i wyjątkowo toksycznym dziedzictwem swojego zmarłego ojca. Znakomita ścieżka dźwiękowa i specyficzny, melancholijno-rozrywkowy klimat to ich główne znaki rozpoznawcze. Jeśli jednak po seansie pomyślicie, że ta produkcja była dziwna, to lepiej mocno zapnijcie pasy przed spotkaniem z „Doom Patrol”.
To prawdopodobnie najdziwniejszy, najbardziej abstrakcyjny i odjechany serial stworzony na podstawie komiksów ze stajni DC. Bohaterowie to zbiór tragicznych wyrzutków, dla których moce są największym przekleństwem i bezpośrednim powodem fizycznego oszpecenia. Zamiast prężyć muskuły i ratować świat w blasku fleszy, bohaterowie częściej uczestniczą w prowizorycznej zbiorowej terapii psychologicznej. Ich wrogowie są równie nietypowi, gdy mierzą się między innymi z gadającymi ulicami czy wymiarami pożerającymi zdrowe zmysły. Serial ten jest do bólu szczery, wulgarny i z gracją wymyka się jakimkolwiek schematom. Pozostając w kręgu uniwersum DC i jego nietypowych wariacji, grzechem byłoby zapomnieć o fenomenalnym, animowanym serialu „Harley Quinn”. To prawdziwa satyryczna perła, która dekonstruuje mit Batmana i całego ponurego Gotham City z perspektywy kultowej, szalonej Harley, która po latach próbuje ostatecznie odciąć się od toksycznego związku z Jokerem. Produkcja jest niewiarygodnie krwawa, prześmiewcza i dobitnie udowadnia, że współczesna animacja dla dorosłych pozwala na przekraczanie granic, na które żadna ugrzeczniona franczyza kinowa nigdy by sobie nie pozwoliła.
Klasyka gatunku, brytyjski absurd i superbohaterska satyra
Warto pamiętać, że zanim „The Boys” z Amazonu podbili nasze serca i ekrany, grunt pod dekonstrukcję superbohaterów powoli i skutecznie przygotowywali inni twórcy. W tym prestiżowym zestawieniu po prostu musi się znaleźć wybitna produkcja od HBO - „Watchmen” (Strażnicy). Ta zamknięta miniseria to duchowy spadkobierca i genialna kontynuacja legendarnego komiksu autorstwa Alana Moore'a. Ekranizacja jest znacznie poważniejsza, powolniejsza i mroczniejsza niż reszta zaprezentowanej tu stawki, ale równie mocno uderza w fałszywą fasadę obrońców ludzkości. Twórcy zadają trudne, wciąż aktualne pytania o to, kto tak naprawdę pilnuje samych strażników i w jaki sposób noszone maski ułatwiają ukrywanie systemowego rasizmu i bezkarnej przemocy. To absolutne arcydzieło współczesnej telewizji, które wymaga od widza skupienia i zaangażowania, odpłacając się niezwykle głęboką i mądrą historią. Jeśli jednak potrzebujemy odpocząć od ciężkich tematów, zupełnie na drugim biegunie powagi odnajdziemy brytyjski hit – serial „Wyklęci” (Misfits). Wyobraźcie sobie grupkę wulgarnych, młodocianych przestępców z najniższych warstw społecznych, którzy podczas przymusowego odrabiania prac społecznych zostają trafieni przez dziwną burzę z piorunami i zyskują najprawdziwsze supermoce.
To, co robią ze swoimi nowymi, niesamowitymi zdolnościami, nie ma absolutnie nic wspólnego z altruizmem czy ratowaniem planety. Zamiast tego dresiarze w pomarańczowych kombinezonach znacznie częściej próbują ukryć w lesie zwłoki swojego kuratora sądowego, non-stop imprezują i wdają się w coraz to bardziej absurdalne i niebezpieczne awantury. To czysta kwintesencja wyspiarskiego, ciętego humoru, która podbiła serca europejskich widzów na długo przed amerykańskimi superprodukcjami. Naszą złotą dziesiątkę zamyka kultowy „Kleszcz” (The Tick), a konkretnie jego doceniona, serialowa i aktorska wersja z platformy Amazon. To propozycja znacznie lżejsza, ale będąca przy tym do bólu perfekcyjną i inteligentną parodią gatunku superhero. Tytułowy bohater to wielki, całkowicie niebieski, kuloodporny i nieskazitelny optymista pozbawiony pamięci, który bez pytania o zgodę wciąga w wir walki ze złem pewnego neurotycznego, zalęknionego księgowego bez cienia jakichkolwiek mocy. To genialna komedia omyłek, która punktuje i wyśmiewa wszystkie największe absurdy komiksowych światów.
Złota era antybohaterów trwa w najlepsze
Jak wyraźnie widać na załączonych przykładach, globalny fenomen sukcesu „The Boys” wcale nie wziął się znikąd. Mroczna, brudna i wysoce sarkastyczna strona superbohaterskiego medalu ma się w dzisiejszych czasach znacznie lepiej, niż moglibyśmy przypuszczać. Zestawione wyżej seriale - począwszy od krwawych, obrazoburczych animacji, przez niepodrabialny brytyjski absurd, aż po głębokie i bolesne dramaty psychologiczne zręcznie ukryte pod maskami - udowadnia, że jako współcześni widzowie dojrzeliśmy.
Nie zadowalają nas już płaskie, czarno-białe opowieści. Oczekujemy historii prawdziwie wielowymiarowych, w których dobro nie zawsze triumfuje, a oklaskiwany heros potrafi być znacznie gorszy od swojego największego wroga. Wymienione produkcje nie tylko z powodzeniem wypełnią ogromną lukę w oczekiwaniu na kolejne zwariowane perypetie Butchera i jego anty-bohaterskiej ekipy, ale w wielu przypadkach wznoszą telewizyjną dekonstrukcję mitu bohatera na kompletnie nowy, unikalny poziom. Dlatego warto przygotować zapas popcornu, zostawić za drzwiami wszelkie złudzenia o nieskazitelnych obrońcach sprawiedliwości i dać się w pełni porwać tym niezwykłym opowieściom. Prawda jest bowiem taka, że ci źli, zepsuci i mocno potłuczeni przez życie protagoniści bywają dla nas po prostu o wiele ciekawsi.
Przeczytaj również
Komentarze (18)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych