Mass Effect Shepard

Zmiany w serialu Mass Effect. Znak czasów czy zły krok?

Kajetan Węsierski | 13.04, 21:30

Co do jednego możemy się pewnie zgodzić - Mass Effect to jedna z tych marek, przy których ludzie od razu prostują się w fotelu. Stoi za nią wszak cały świat - ogromny, rozpisany z rozmachem, pełen bohaterów, konfliktów i decyzji, które dla wielu graczy do dziś mają konkretny ciężar. Każda nowa informacja o serialu staje się przez to z automatu bardzo ważnym doniesieniem, które jest w stanie przyćmić inne.

Tym razem wokół projektu znów zrobiło się głośniej, a przy takiej adaptacji to wystarczy, by od razu ruszyła cała lawina pytań. Fani patrzą uważnie, widzowie spoza świata gier zaczynają zerkać z ciekawością, a sam serial powoli wyrasta na jeden z tych projektów, które mogą wzbudzać emocje na długo przed pierwszym zwiastunem. I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze… Ale, nie obejdzie się bez kontrowersji.

Dalsza część tekstu pod wideo

Nie dla fanów?

Najgłośniejsza z ostatnich informacji dotyczy tego, że serialowy Mass Effect podobno trafił na etap scenariuszowych poprawek, których celem ma być uczynienie projektu bardziej przystępnym dla widzów niezwiązanych z grami. Według branżowych doniesień to właśnie nowy szef działu telewizyjnego Amazon MGM Studios miał naciskać na takie zmiany jeszcze przed pełnym zielonym światłem dla produkcji. Innymi słowy - projekt jest podobno blisko ważnego kroku naprzód, ale po drodze ktoś uznał, że trzeba go jeszcze inaczej ustawić.

To o tyle ciekawe, że wcześniej BioWare wyraźnie komunikowało już kierunek tej adaptacji. Serial nie ma być prostym przeniesieniem historii Sheparda, tylko nową opowieścią osadzoną po wydarzeniach z oryginalnej trylogii, w ramach tego samego uniwersum. To dawało twórcom sporą swobodę i jednocześnie pozwalało ominąć najtrudniejsze pytania związane z „kanoniczną” wersją bohatera. Teraz wygląda jednak na to, że sama konstrukcja tej nowej historii może być jeszcze dopasowywana pod szerszą publiczność.

I właśnie to wzbudziło tyle emocji. Sam pomysł, żeby serial nie zamykał się wyłącznie na fanów gier, jest przecież całkowicie zrozumiały - przy takiej marce to wręcz oczywiste. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy hasło „bardziej przystępny” brzmi zbyt podobnie do „bardziej wygładzony”. Na razie wciąż mówimy jednak o doniesieniach zza kulis, nie o pełnym obrazie gotowego projektu. Wiadomo tylko tyle, że serial nadal żyje, podobno jest blisko kolejnego etapu i już teraz widać, że jego kształt będzie budził znacznie więcej dyskusji…

Czy to dobrze? A może nie? 

I tu właśnie zaczyna się cała zabawa, bo taka decyzja może być jednocześnie rozsądna i ryzykowna. Rozsądna - bo Mass Effect jako serial nie ma prawa działać wyłącznie dla ludzi, którzy znają Cytadelę i pamiętają na pamięć składy drużyny z Normandy. Jeśli projekt ma kosztować dużo i celować szeroko, to naturalne, że Amazon chce historii, którą da się oglądać także bez wcześniejszej znajomości gier. Samo to nie jest jeszcze żadnym grzechem. 

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy „bardziej przystępny” zaczyna znaczyć „bardziej wygładzony”. A to już bardzo cienka granica. Mass Effect nie wyróżnia się przecież tylko tym, że ma kosmos, statki i obcych. Wyróżnia się polityką, napięciem między rasami, ciężarem decyzji i tym specyficznym poczuciem, że świat jest większy od bohaterów. Jeśli w imię szerszej przystępności zacznie się to wszystko spłaszczać do prostszej, bardziej uniwersalnej historii science fiction, to serial może nagle stracić właśnie to, co czyni tę markę wyjątkową.

Da się to jednak zrobić dobrze - i tutaj wszystko zależy od podejścia. Najlepszy scenariusz wygląda tak, że serial nie tłumaczy świata łopatologicznie, tylko umie wprowadzać widza stopniowo, naturalnie i z wyczuciem. Nie robi z lore ściany tekstu, ale też nie udaje, że cały ten świat można sprowadzić do kilku znajomych tropów. Właśnie dlatego sam pomysł na nową historię osadzoną po trylogii brzmi sensownie. Daje twórcom swobodę, a jednocześnie nie zmusza ich do kanonizowania Sheparda czy przepisywania gry scena po scenie. 

Dlatego na dziś nie nazwałbym tego ani wyraźnie dobrą, ani wyraźnie złą decyzją. To raczej moment, w którym wszystko rozstrzygnie się w niuansach. Bo można zrobić serial bardziej otwarty dla nowych widzów i nadal bardzo „mass effectowy”. Ale można też zrobić coś bezpiecznego, gładkiego i poprawnego, co będzie wyglądało jak jeszcze jedno kosmiczne widowisko bez własnego DNA. I chyba właśnie to budzi największy niepokój. Cóż, przynajmniej u mnie. 

Podsumowanie

Na ten moment najuczciwiej chyba powiedzieć jedno - sam pomysł na zmiany nie musi oznaczać katastrofy, ale przy takiej marce bardzo łatwo źle wyczuć proporcje. Mass Effect ma świat na tyle bogaty, że spokojnie może wciągnąć także ludzi, którzy nigdy nie trzymali pada w rękach. Problem nie leży więc w samym otwarciu drzwi dla nowych widzów, tylko w tym, żeby przy okazji nie wywietrzyć z tego uniwersum wszystkiego, co czyni je tak charakterystycznym.

Dlatego ta sprawa budzi tyle emocji jeszcze zanim serial naprawdę ruszył z miejsca. Bo tu nie chodzi wyłącznie o kolejną adaptację gry, ale o próbę przełożenia jednego z najbardziej ukochanych światów science fiction na zupełnie inne medium. A Wy jak na to patrzycie? Taka zmiana brzmi dla Was jak rozsądny krok pod większą publiczność, czy raczej jak pierwszy sygnał, że ktoś zaczyna za bardzo wygładzać Mass Effect?

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper