Tak dobrych polskich filmów jeszcze nie było. Te produkcje są tego najlepszym dowodem
Polskie kino od lat szuka swojego miejsca na światowej mapie rozrywki. W ostatnich miesiącach, dzięki wspomnianym dziś produkcjom, wydaje się, że wreszcie udało się przebić do świadomości międzynarodowych widzów. Prawdziwy przełom, czy może kolejna fałszywa nadzieja?
Kiedy Netflix pokazuje światu polski serial o tragedii morskiej sprzed trzydziestu lat, a Hollywood kręci w Polsce filmy z Oscarem w tle, nasuwa się pytanie czy polskie kino przestało być tylko lokalną ciekawostką? Heweliusz bije rekordy oglądalności na platformie streamingowej, Dziewczyna z igłą zbiera międzynarodowe nagrody, a Jesse Eisenberg deklaruje miłość do Polski na czerwonych dywanach. Czy to tylko chwilowy sukces? Sprawdźmy to.
Netflix otwiera drzwi dla widowni z całego świata
Serial Heweliusz (Jana Holoubka) to produkcja, która pokazała, że polskie kino potrafi konkurować na międzynarodowych salonach nie tylko ambitną treścią, ale i rozmachem produkcyjnym. Pięcioodcinkowa opowieść o katastrofie promu Jan Heweliusz, który zatonął w styczniu 1993 roku na Bałtyku, to jedno z najbardziej kosztownych przedsięwzięć w historii polskiej telewizji. Zdjęcia trwały ponad sto dni, ekipa liczyła ponad 140 osób, a w obsadzie znalazło się 120 aktorów wspieranych przez trzy tysiące statystów. Sceny sztormu kręcono w największym w Europie krytym podwodnym studiu filmowym w Brukseli.
Netflix, który wypuścił serial w listopadzie 2025 roku, postawił na produkcję łączącą kilka gatunków - dramat katastroficzny, thriller śledczy i opowieść o polskim społeczeństwie w okresie transformacji. Niektórzy porównują Heweliusza do Czarnobyla (HBO), chwaląc klimat lat dziewięćdziesiątych, realizm kręconych scen i przywiązanie do detali. Serial nie bez powodu zbiera wysokie noty, a pozytywne opinie potwierdzają widzowie oglądając wszystkie odcinki za jednym zamachem, co w czasach tylu nowych premier (zwłaszcza w streamingu) jest nie lada osiągnięciem.
To jednak nie jedyny sukces polskiego kina na platformach cyfrowych. Netflix stawia na polskie produkcje od kilku lat, wypuszczając seriale takie jak Forst czy Gangi Zielonej Rękawiczki, które cieszą się popularnością nie tylko w Polsce. Polskie filmy i seriale regularnie pojawiają się na listach najchętniej oglądanych tytułów, co pokazuje, że „jest popyt” na na nasze lokalne historie, zwłaszcza jeśli są stworzone z profesjonalnym rozmachem. Streaming w znacznej mierze ułatwił dostęp do produkcji, które wcześniej trafiłyby do nielicznej i zapewne polskiej widowni. Teraz mogą obejrzeć je miliony widzów na całym świecie.
Polskie koprodukcje robią wrażenie i zdobywają Oscary
Jeśli Heweliusz pokazał siłę polskiego kina (w kontekście seriali), to Dziewczyna z igłą Magnusa von Horna udowadnia, że polskie koprodukcje potrafią zachwycić najbardziej wymagającą publiczność. Ten czarno-biały thriller psychologiczny, nakręcony przez szwedzkiego reżysera mieszkającego w Polsce, z polską ekipą i w większości w polskich lokacjach, jak na swój budżet zdobył praktycznie wszystko, co było do zdobycia w 2024 roku.
Film pokazywany w podczas festiwalu w Cannes zdobył aż 26 nagród z 46 nominacji. Michał Dymek za najlepsze zdjęcia zdobył 3 nagrody. Jedną z nich była Złota Żaba na festiwalu Energa Camerimage, a jury pod przewodnictwem Cate Blanchett było zachwycone hipnotyzującym pięknem każdego kadru. Do tego doszły 3 nagrody za scenografię i 2 za muzykę. Nie zapominajmy też o nominacji do Złotego Globu (najlepszy film nieanglojęzyczny) i Oscara (najlepszy film międzynarodowy). I choć Dziewczyna z igłą była duńskim kandydatem do Oscara, jej polski rodowód jest bezsporny - zwłaszcza w kontekście zdobytych polskich nagród filmowych.
Podobnie można napisać o „Prawdziwym bólu” Jesse'ego Eisenberga, który nakręcił swój film w Polsce z polską ekipą filmową. Komediodramat o dwóch amerykańskich kuzynach poszukujących żydowskich korzeni w Warszawie, Lublinie i Krasnymstawie przyniósł jedną nominację do Oscara, jak i zdobył samą złotą statuetkę - Oscar trafił w ręce Kierana Culkina za najlepszą rolę drugoplanową, a nominację za najlepszy scenariusz oryginalny otrzymał sam Eisenberg. Aktor wielokrotnie deklarował miłość do Polski, nazywając film „listem miłosnym do Polaków”. Co ciekawe aktor w 2025 roku otrzymał polskie obywatelstwo.
Te i inne sukcesy pokazują, że polskie kino nie musi być „tylko polskie”, aby odnieść sukces. Międzynarodowe koprodukcje, profesjonalizm ekip technicznych i otwartość na twórców z zagranicy tworzą mieszankę, która potrafi zachwycić widownię na całym świecie.
Prawdziwy przełom czy chwilowa moda?
Sukces Heweliusza, Dziewczyny z igłą czy Prawdziwego bólu to bez wątpienia powód do optymizmu. Polskie kino powoli wchodzi w fazę dojrzałości, w której potrafi opowiadać o trudnych tematach bez zadęcia, łączyć umiejętnie gatunki filmowe i tworzyć produkcje o międzynarodowych standardach. Filmy takie jak Kos (Pawła Maślony) pokazują, że można mieszać western, przygodę i komedię w opowieści o Tadeuszu Kościuszce, zbierając przy tym nagrody na festiwalach. Biała odwaga (Marcina Koszałki) czy dokumenty jak Pociągi (Macieja J. Drygasa) dowodzą, że polscy twórcy potrafią tworzyć kino artystyczne na najwyższym poziomie.
Problem w tym, że globalna widownia to nie tylko festiwale i platformy streamingowe. To także kasowy sukces w kinach, rozpoznawalność marek i tworzenie uniwersalnych opowieści, które przemawiają do widzów niezależnie od narodowości. Tutaj polskie kino wciąż ma wiele do nadrobienia. Streaming i międzynarodowe koprodukcje otwierają drzwi, ale prawdziwy przełom nastąpi dopiero wtedy, gdy polskie kino stworzy własne, rozpoznawalne na świecie marki. Kiedy polski serial czy film będzie hitem nie dlatego, że trafił na festiwal albo znalazł się w katalogu Netflixa, ale dlatego, że ludzie na całym świecie będą o nim rozmawiać, polecać go sobie nawzajem i wracać do niego po latach.
Podsumowanie
Heweliusz pokazał, że mamy potencjał techniczny i twórczy. Dziewczyna z igłą dowodzi, że polska ekipa (we współpracy z międzynarodowym reżyserem) potrafi zachwycić najbardziej wymagających krytyków. Z kolei Prawdziwy ból udowodnił, że Polska może być atrakcyjnym miejscem i tematem do kręcenia międzynarodowych produkcji. Mamy więc wielki potencjał. Teraz czas na odwagę w tworzeniu uniwersalnych opowieści, które podbiją serca widzów na całym świecie. Czy to przełom? Nie do końca. Ale jesteśmy bliżej tego celu niż kiedykolwiek wcześniej.
Przeczytaj również
Komentarze (15)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych