Assassin's Creed Valhalla

Ubisoft szumnie wróci do formy. I to bardzo dobra wiadomość dla graczy

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 09:00

Ubisoft w ostatnich latach stał się bohaterem żartów, memów i gorzkich narzekań. Firma, która przez lata była jednym z najważniejszych kreatorów trendów w branży (pamiętacie logo Ubisoftu przy odpalaniu starszych Asasynów i te ciary na ciele?!), nagle zaczęła przypominać okręt dryfujący bez kapitana - niby płynący, niby wciąż duży, ale coraz częściej obijający się o własne błędy. Gdzieś między problemami zarządczymi, wewnętrznymi kryzysami a nieudanymi premierami Francuzi stracili impet, który kiedyś był ich największą przewagą.

Seria wpadek była długa i bolesna. Ghost Recon Breakpoint okazał się odtwórczym, chaotycznym projektem, który pokazał, że studio samo nie wie, czy tworzy survival, looter-shootera czy taktyczną strzelankę. Riders Republic i Roller Champions, choć nieźle wykonane, zniknęły z radarów szybciej, niż się na nim pojawiły. To były gry poprawne, ale zupełnie pozbawione charakteru i jaj - jakby zrobione według checklisty, a nie z pasji. To samo battle royalowe Hyper Scape.

Dalsza część tekstu pod wideo

Znacznie gorzej wyglądały jednak projekty "duże", czyli te, które miały być fundamentami przyszłości Ubisoftu. Największym symbolem chaosu jest oczywiście Skull and Bones, które z opóźnień żartował nawet sam internet. Po latach produkcji, przetasowaniach między zespołami i kolejnych prezentacjach okazało się, że efekt końcowy to gra wydmuszka - technicznie poprawna, ale zupełnie nijaka i boleśnie pozbawiona duszy.

Jeszcze większą rysą na reputacji okazało się Beyond Good & Evil 2. Projekt, o którym wciąż się mówi, ale którego nikt nie widział. Trailer z 2017 roku wydaje się dziś reliktem z innej ery, a każda kolejna wzmianka o tym, że gra wciąż żyje, brzmi jak próba podtrzymania nadziei na oddziale intensywnej terapii. Gracze już dawno uznali, że to najbardziej mityczna produkcja w historii Ubisoftu, choć Francuzi niby szukają kolejnych twórców do przygotowania tejże pozycji. W tle przewijały się też widma mniejszych potknięć, takich jak upadły projekt The Division Heartland, nad którym rzekomo pracowano latami, by ostatecznie nie potrafić odpowiedzieć na podstawowe pytanie: dla kogo ta gra powstaje?

Przedstawienie czas zacząć

Assassin’s Creed
resize icon

Właśnie wtedy, gdy wydawało się, że Ubisoft sam wcześniej siebie pogrzebie, niespodziewanie nadeszło światełko w tunelu. Po latach chaotycznego błądzenia studio wypuściło grę, która wreszcie wykonana była - przynajmniej względem poprzednich gier Ubisoftu - z głową, konsekwencją i wyczuciem. Assassin’s Creed Shadows okazało się tytułem solidnym, klimatycznym i wreszcie odważnym. A więc dokładnie tym, czego gracze oczekiwali od serii od dłuższego czasu.

Sukces Shadows miał dwa kluczowe skutki. Po pierwsze: pozwolił Ubisoftowi przypomnieć światu, że firma wciąż potrafi robić gry, które angażują i zostają w pamięci. Po drugie - co niemniej istotne - przyniósł pieniądze. Wielu może się to nie podobać, ale AC Shadows sprzedał się stosunkowo dobrze, wręcz do dzisiaj sprzedaje się dobrze i trzyma swoją wyższą cenę po roku od premiery. A wracając do sedna tematu, pieniądze to spokój. Pieniądze to możliwość planowania przyszłości bez paniki. Pieniądze to odwaga, którą Ubisoft na jakiś czas utracił.

Solidnym krokiem okazała się również premiera Anno Pax Romana, które od razu trafiło na listę obowiązkowych tytułów dla fanów strategii. Seria Anno od lat trzyma poziom, ale nowa odsłona udowodniła, że Ubisoft potrafi inwestować także w gry niszowe, ale niezwykle jakościowe.

Dzięki temu nareszcie można było skupić się na projektach, które wymagają czasu i uwagi. Jednym z nich jest remake Prince of Persia: Piaski Czasu, legendy, która zasługuje na godne odświeżenie. Po latach zamieszania, zmiany kierunku i fatalnym pierwszym zwiastunie projekt w końcu nabrał właściwego tempa. I wszystko wskazuje na to, że tym razem oczekiwania zostaną spełnione.

Równolegle powstaje remake Assassin’s Creed IV: Black Flag, jednej z najbardziej lubianych części całej serii. Piracka przygoda Edwarda Kenwaya, podana we współczesnej technologii, może być jednym z największych hitów Ubisoftu od dekady - zwłaszcza teraz, gdy rynek ponownie woła o dobre gry akcji z otwartym światem.

Na horyzoncie majaczy również najbardziej tajemniczy projekt firmy: Assassin’s Creed Hexe. Mroczna opowieść o czarownicach i europejskich polowaniach zapowiada zupełnie nowy ton dla serii. To może być najbardziej ambitna i odważna odsłona od lat, a jednocześnie dowód, że Ubisoft nie boi się ponownie eksperymentować.

Będzie jeszcze więcej dobroci w kolejnych latach

Avatar Frontiers of Pandora
resize icon

Do tego dochodzą projekty, na których fani czekają od lat. Najważniejszym z nich jest oczywiście Splinter Cell - powracający w formie pełnoprawnego remake’u. Zapowiedź tej gry rozgrzała serca miłośników gatunku i przypomniała, że Ubisoft nadal ma w katalogu marki, których nikt inny nie potrafi poprowadzić równie dobrze.

Nie możemy zapominać także o tym, że Massive Entertainment po dopracowaniu Avatar Frontiers of Pandora oraz Star Wars Outlaws zapewne zajmie się kolejnym wielkim projektem w otwartym, pięknym świecie. Może w końcu The Division? Do tego dochodzi Far Cry czy może Ghost Recon. A może Rayman?

Wszystkie te projekty pokazują, że Ubisoft nie tylko próbuje odbudować zaufanie graczy, ale także wraca do różnorodności, która była jego siłą. Znowu rozwija kilka marek naraz, ale tym razem nie wygląda to na chaotyczne gaszenie pożarów, tylko realizację spójnego planu.

Oczywiście krytyka się nie skończy. Ubisoft to korporacyjny moloch, łatwy cel dla internetowych uszczypliwości. Zawsze będzie ktoś, kto z satysfakcją ogłosi: "niech upadną". Ale takie życzenia są krótkowzroczne. Jeśli Ubisoft by upadł, nie oznaczałoby to większej wolności dla graczy - wręcz przeciwnie. W praktyce oznaczałoby to dalsze wzmacnianie monopolu dwóch gigantów: Sony i Microsoftu, czy też Arabów/Chińczyków chcących skupić wszystko co się da w branży gier. A monopol nie sprzyja kreatywności, różnorodności ani jakości. Monopol rodzi stagnację.

Dlatego powrót Ubisoftu do formy to nie tylko sukces jednej firmy, ale dobra wiadomość dla całej branży. Więcej dużych graczy oznacza więcej pomysłów, więcej rywalizacji i mniej komfortu dla gigantów, którzy czasem zapominają, że powinni się starać.

Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper