Prawdziwy koszmar czai się w głowie. Ten thriller psychologiczny przerazi Was bardziej niż horror
Klasyczny horror straszy nas potworem z szafy, duchem w lustrze, demoniczną siłą. Jego moc polega na tym, że jest fikcyjny, a po seansie możemy odetchnąć z ulgą. A co, jeśli najstraszniejszy koszmar nie czai się w ciemności, ale działa w pełnym słońcu, pod przykrywką terapii i edukacji?
„Na Marginesie” (oryg. „Wayward”), to thriller psychologiczny, który zostawia widza z głębszym i bardziej trwałym lękiem niż jakakolwiek opowieść o duchach. Robi to, bo pokazuje, że potwory to ludzie i są w stanie zgotować innym prawdziwe piekło na ziemi.
Idylliczne miasteczko spowite mroczną tajemnicą
Serial, stworzony przez Mae Martin, wciąga nas w pozornie spokojny świat miasteczka Tall Pines w stanie Vermont. To tam działa elitarna Akademia Tall Pines, ośrodek dla tzw. „trudnej młodzieży”. Pozornie to raj. Piękne otoczenie, uśmiechnięci pracownicy i charyzmatyczna dyrektorka, Evelyn Wade (w tej roli absolutnie przerażająca Toni Collette). Jednak, jak w każdym dobrym thrillerze, szybko czujemy, że pod powierzchnią sielanki bulgocze coś mrocznego.
Serial subtelnie buduje paranoję u bohaterów. Obserwujemy losy dwójki nastolatek, Leili i Abbie, które desperacko próbują uciec, oraz Alexa Dempseya, który przyjeżdża do miasteczka i powoli zaczyna odkrywać jego mroczne sekrety. Mieszkańcy wydają się poddani praniu mózgu, panują dziwaczne zasady, a uśmiech dyrektorki Evelyn Wade jest tak złowrogi, że wywołuje ciarki na plecach. Prawdziwe uderzenie przychodzi jednak, gdy serial odkrywa karty.
„Na Marginesie” nie jest opowieścią o siłach nadprzyrodzonych, choć flirtuje z surrealistyczną, koszmarną estetyką (psychodeliczne wizje). Prawdziwym potworem jest tu coś, co w Stanach Zjednoczonych jest przerażająco realne i legalne, jak tzw. ośrodki „Troubled Teen Industry” (TTI). To, co w serialu wygląda jak terapia grupowa, okazuje się brutalną sesją „gorących krzeseł”, gdzie nastolatki są zmuszane do psychicznego niszczenia siebie nawzajem. To, co jest przedstawiane jako „leczenie”, to systematyczne łamanie osobowości, przemoc fizyczna i psychiczna, izolacja i totalna kontrola. To właśnie ten realizm sprawia, że „Na Marginesie” przeraża bardziej niż horror.
Człowiek człowiekowi wilkiem
Świadomość, że nie oglądamy fantazji, ale dramat oparty na prawdziwych mechanizmach i historiach (sama Mae Martin inspirowała się doświadczeniami swojej przyjaciółki, która w młodości trafiła do podobnego ośrodka), uderza prosto w poczucie bezpieczeństwa.
Tradycyjny horror pozwala przeżyć katharsis. Boimy się, a potem czujemy ulgę. „Na Marginesie” nie daje żadnej ulgi. Lęk, który generuje, jest egzystencjalny i społeczny. To nie tylko strach o los bohaterek, ale przerażenie systemem, w którym rodzice płacą ogromne pieniądze, aby wysłać swoje dzieci do miejsc, które je torturują.
To horror instytucjonalnej przemocy, ukrytej za fasadą dobrych chęci i „ratowania” młodzieży. „Na Marginesie” zadaje pytanie o tym jakie są granice władzy rodzicielskiej i o to, co jako społeczeństwo akceptujemy jako „normę”. Ten serial nie straszy nas tym, co może wyskoczyć z szafy. Straszy nas tym, co człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi, mając po swojej stronie system, pieniądze i społeczne przyzwolenie.
Podsumowanie
„Na Marginesie” to jeden z lepszych seriali tego roku, ponieważ wykracza poza ramy zwykłego thrillera. Wykorzystuje napięcie i mroczny klimat, aby opowiedzieć historię o realnym, bolesnym i wciąż trwającym koszmarze, jakim są ośrodki pomocy dla trudnej młodzieży. Toni Collette stworzyła postać potwora w ludzkiej skórze, który jest o wiele bardziej przerażający niż jakikolwiek demon, bo jest do bólu prawdziwy. Jeśli szukacie serialu, który naprawdę namiesza Wam w głowie i zostanie w niej na długo po seansie, to „Na Marginesie” jest świetną propozycją na weekend.
Przeczytaj również
Komentarze (9)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych