GTA 6 bohaterowie

Nowy rok, nowe marki? Czy 2026 przyniesie WRESZCIE coś świeżego w gamingu?

Kajetan Węsierski | 01.11, 14:00

Każdy nowy rok w branży gier przynosi tę samą nadzieję - że tym razem doczekamy się czegoś naprawdę nowego. Nie remastera, nie kolejnej części znanej serii, nie spin-offa o postaci, którą już znamy od dekady. Czegoś świeżego, odważnego, co sprawi, że znowu poczujemy ten dreszcz, który towarzyszył nam przy pierwszym kontakcie z czymś wyjątkowym. Rok 2026 już teraz wygląda na moment, w którym wielu twórców będzie próbowało odbić się od bezpiecznych schematów.

Bo choć rynek pełen jest świetnych produkcji, coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że brakuje w nim świeżego powiewu. Sequele rządzą premierami, znane marki okupują kalendarze, a kreatywne ryzyko coraz częściej ustępuje miejsca finansowym kalkulacjom. A przecież to właśnie z odwagi i eksperymentów rodziły się największe hity ostatnich lat. Czy 2026 okaże się rokiem, w którym wreszcie ktoś zrobi krok w nieznane? Zastanówmy się…

Dalsza część tekstu pod wideo

Jak to będzie? 

Jeśli spojrzeć na listę premier zapowiedzianych na 2026 rok, trudno oprzeć się wrażeniu, że szykuje się jeden z najbardziej różnorodnych sezonów w ostatniej dekadzie. Z jednej strony mamy ogromne, wieloletnie projekty, na które czekają miliony graczy, z drugiej - mniejsze, ambitne produkcje, które chcą przywrócić odwagę i kreatywność w świecie zdominowanym przez sequele. To rok, w którym każdy znajdzie coś dla siebie: od brutalnych pojedynków mieczem po filozoficzne science fiction.

Na pierwszy ogień idzie Phantom Blade Zero - projekt, który zachwycił pierwszym zwiastunem jeszcze w 2023 roku. Dynamiczny, stylizowany na wschodnie kino akcji, z walką, która przypomina taniec i brutalność w jednym. To gra, która wygląda jak list miłosny do klasycznych gier z duszą, ale z technologią współczesnych superprodukcji. Jeśli dowiezie to, co obiecuje, może być jednym z najciekawszych debiutów nowej generacji - i powiewem świeżości, którego w gatunku slasherów bardzo brakowało.

Z kolei  taki Saros to coś zupełnie innego - science fiction z ambicjami, które zamiast strzelanin stawia na atmosferę, emocje i filozoficzne pytania o człowieczeństwo. To projekt, o którym mówi się jeszcze niewiele, ale który już przyciąga uwagę swoim stylem i tajemnicą. W czasach, gdy gry coraz częściej idą w stronę rozrywki instant, Saros wydaje się przypominać, że medium to potrafi też poruszać i skłaniać do refleksji. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może być jedna z tych gier, które zostają w głowie długo po napisach końcowych.

Nie można jednak zapominać o gigantach - bo rok 2026 to również Grand Theft Auto VI i Marvel’s Wolverine. Dwa tytuły, które będą walczyć o tytuł największej premiery. Pierwszy z nich to oczywiście powrót legendy - gra, która ma szansę na nowo zdefiniować, czym jest otwarty świat i jak powinno się go opowiadać. Drugi - obietnica czegoś bardziej skupionego, surowego i emocjonalnego, z bohaterem, który aż prosił się o grę z prawdziwym charakterem. Razem tworzą obraz roku, który może być jednym z najciekawszych w historii.

Czegoś zdecydowanie potrzeba…

Patrząc na kalendarz premier, trudno nie odnieść wrażenia, że branża gier od kilku lat kręci się w kółko. Sequele, remastery, spin-offy, rebooty - wszystko wygląda świetnie, brzmi obiecująco, ale gdzieś po drodze znika to, co najważniejsze: świeżość. Gry stały się przewidywalne, nawet jeśli nadal imponują technicznie. Coraz częściej widzimy ten sam schemat: otwarty świat, crafting, punkt widzenia zza pleców i ogromna mapa pełna znaczników. 

Nowe IP są dziś na wagę złota, a jednocześnie coraz trudniej o nie walczyć w świecie, w którym ryzyko finansowe potrafi zatopić całe studio. Ale to właśnie one są tlenem dla gier - pozwalają odkrywać nowe mechaniki, eksperymentować z narracją, szukać emocji, których wcześniej nie znaliśmy. Phantom Blade Zero czy Saros pokazują, że wciąż są twórcy, którzy chcą próbować - którzy nie boją się wyjść poza schemat i stworzyć coś, co nie będzie kolejną kopią tego, co już znamy. I to jest dokładnie ten kierunek, którego branża potrzebuje.

Nie chodzi o to, żeby porzucać znane marki, ale o to, by między nimi znalazło się miejsce na coś niespodziewanego. Branża potrzebuje zaskoczeń, tego momentu „wow”, gdy gracz nie do końca wie, czego się spodziewać, ale nie może się oderwać. Bo przecież to właśnie takie tytuły tworzą historię - nie te, które idą utartą ścieżką, ale te, które wyznaczają nowe.

Jeśli 2026 ma być przełomem, to nie dlatego, że dostaniemy najpiękniejsze światy i największe budżety, ale dlatego, że ktoś wreszcie odważy się pomyśleć inaczej. Branża potrzebuje odświeżenia nie w grafice czy technologii, ale w ideach. Gracze są gotowi na coś świeżego - teraz tylko twórcy muszą uwierzyć, że opłaca się zaryzykować. I może właśnie ten rok będzie tym, w którym w końcu to ryzyko zostanie podjęte.

Podsumowanie! 

Patrząc na to, co przyniesie 2026 rok, łatwo odnieść wrażenie, że branża stoi na rozdrożu. Z jednej strony - wielkie marki, które zapewnią rekordowe wyniki sprzedaży i widowiskowe premiery. Z drugiej - potrzeba świeżości, nowych pomysłów i odwagi, by wyjść poza to, co znane. Jeśli te dwa światy uda się połączyć, możemy być świadkami roku, który naprawdę zapisze się w historii gamingu. 

Branża nie potrzebuje kolejnej rewolucji technologicznej, tylko powrotu do tego, co zawsze było jej największą siłą - pasji, ryzyka i pomysłowości. Jeśli 2026 faktycznie przyniesie powiew świeżości, to nie dlatego, że świat gier zmieni się sam, ale dlatego, że twórcy wreszcie odważą się zrobić coś inaczej. A może właśnie wtedy wszyscy przypomnimy sobie, dlaczego w ogóle pokochaliśmy gry.

Źródło: Własne
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper