Space Sweepers (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Kosmiczny złom

Space Sweepers (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Kosmiczny złom

Piotrek Kamiński | 07.02.2021, 20:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Załoga zbierającego kosmiczne śmieci statku znajduje małą dziewczynkę, której lokalizacją interesują się bardzo wpływowi ludzie. Czworo śmieciarzy myśli, że trafiła im się żyła złota. Nie wiedzą jeszcze w jak wielkie szambo się władowali. Trzeba było zostać przy złomie...

Kiedy Koreańczycy kręcą film jednego można być pewnym - będzie nieszablonowo. Niekoniecznie "dobrze", ale na pewno wyjątkowo. Uwielbiam pochodzące z półwyspu koreańskiego thrillery. "Infernal Affairs" było tak niesamowicie dobre, że Martin Scorsese postanowił nakręcić jego amerykańską wersję (bo, jak wiadomo, Amerykanie nie potrafią obejrzeć filmu, w którym nie słychać ich języka).

Dalsza część tekstu pod wideo

"Chaser" podstępnie gwałcił i mordował wszystkie moje teorie na temat zawartych w nim wydarzeń, a kolejne teorie i analizy "Lamentu" spędzały mi sen z powiek jeszcze dobrych kilka tygodni po seansie. "Służąca" raz za razem myli tropy, pokazując wydarzenia z co raz to nowszej perspektywy, natomiast o "Parasite" powiedziano już chyba wszystko co tylko się dało. Jak na ich tle wypada "Space Sweepers"? Cóż, jest to film Netflixa, więc może być różnie.

Space Sweepers (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Kto tu sprząta?

Jest rok 2092. Ludzkość doprowadziła ziemię i otaczającą ją przestrzeń kosmiczną do ruiny. Popularnym, choć również niebezpiecznym zawodem stało się zbieranie kosmicznego złomu i sprzedawanie co bardziej wartościowych gratów temu kto da więcej. Załoga statku "Victory" składa się z czwórki z pozoru niepowiązanych ze sobą osób. Kapitan Jang była kiedyś oficerem sił specjalnych, ale postanowiła zostawić armię i zostać piratem. Jej pełne kosmicznego grogu i pirackich przyśpiewek życie (zakładam) zakończyło się, kiedy cała jej załoga została wyrżnięta w pień podczas próby zabicia szefa UTS - megakorporacji budującej obecnie sztuczną planetę, na której ludzie będą mogli żyć jak w raju.

Space Sweepers (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Kosmiczny złom
resize icon

Drugim członkiem załogi jest Tae-ho, dawny wojskowy, który stracił serce do walki, za co został dyscyplinarnie zwolniony. Trzecie miejsce zajmuje Tiger Park, ex-baron narkotykowy, dla którego nie było już miejsca na ziemi. Stawkę zamyka Blacha - wyszczekany robot, który... bardzo chciałby być kobietą. Podczas szukania kolejnych ciekawych rupieci do sprzedania trafiają na kilkuletnią dziewczynkę imieniem Kot-nim, której położenie ustalić próbuje zarówno Sullivan - wspomniany już szef UTS, a prywatnie przybrany ojciec Tae-ho - jak i jej ojciec Hyeon-u. Cwani szabrownicy szybko wietrzą potencjał na zarobek. Nie wiedzą jednak jak ważna dla losów całej ziemi okaże się Kot-nim i jak niebezpieczne jest choćby tylko przebywanie w jej otoczeniu.

Przyznam, że zawiodłem się trochę na proponowanej przez twórców filmu historii. Zarówno protagoniści, jak i antagoniści to chodzące stereotypy - dawny żołnierz, który będzie musiał odzyskać wiarę w siebie, niedostępna kapitan statku, która w rzeczywistości jedynie chowa się za maską twardziela, dawny gangster o złotym sercu, niebinarny robot... No dobra. Ten ostatni w sumie całkiem oryginalny. Co widać, bo Blacha zdecydowanie wypada najlepiej z całej obsady. Jego (jej?) sceny i teksty są zabawne i urocze. Jest również głównym bohaterem najciekawiej zrealizowanych scen akcji - kiedy pędząc z zawrotną prędkością przez przestrzeń kosmiczną załoga próbuje chwycić, lub czasami przechwycić interesujący ich złom.

Wisienką na torcie przeciętności i zgranych klisz jest natomiast Richard Armitage jako Sullivan. Powiedz, czy brzmi znajomo: pozujący na zbawcę ludzkości i ogólnie sympatycznego gościa właściciel wielkiej korporacji jest w rzeczywistości świrem, który próbuje zniszczyć świat. Obowiązkowo ubrany cały na biało żeby sprawiać lepsze wrażenie.

Równie oklepana jest i fabuła. Podział na trzy akty wraz ze wszystkimi jego cechami - ruszenie ku przygodzie, zwątpienie, wyprawa, zwrot akcji pod koniec drugiego aktu, po którym następuje katastrofa i moment największego zwątpienia bohaterów, ostatni zryw i zwycięstwo - są tu obecne i zarysowane tak wyraźnie, że można odnieść wrażenie, iż scenariusz przygotowywał jakiś debiutant. Niby z klasycznego trójpodziału historii od lat korzystają i najlepsi scenarzyści, bo po prostu się sprawdza, ale oklepana konstrukcja scenariusza w połączeniu z cienkimi jak kartka papieru postaciami nie robią najlepszego wrażenia. Zwłaszcza, kiedy zestawić je z fenomenalnie wykonanymi planami zdjęciowymi i naprawdę porządnymi efektami specjalnymi.

Space Sweepers (2021) – recenzja filmu [Netflix]. Niewykorzystany potencjał

Czyściciele kosmosu oferują istną ucztę dla oczu i uszu widza. Sceny rozgrywające się w kosmosie robią bardzo dynamiczne wrażenie dzięki dźwiękowi w Dolby Atmos, ale przede wszystkim ogromne brawa należą się osobom odpowiedzialnym za kostiumy i dekoracje. Kolejne ujęcia dosłownie bombardują widza bogactwem detali, różnymi fakturami, blaskiem, brudem i toną badziewia wywołującego u widza poczucie, że ktoś faktycznie tu mieszka, ktoś z tego korzysta, dla kogoś jest to ważne.

Zarówno ziemia, jak i statki kosmiczne, czy zdezelowana stacja kosmiczna wyglądają obłędnie, natychmiast uwiarygodniając oglądaną historię. Nie rozumiem tylko kto wymyślił żeby szyby wentylacyjne obić pikowaną gąbką. Żeby John McClane miał wygodniej jak wpadnie z wizytą? Dziwny, ale raczej zabawny element, który ostatecznie nie potrafi zaszkodzić świetnie się prezentującej reszcie.

"Space Sweepers" nie jest w żadnym wypadku złym filmem. Gdyby spojrzeć na niego wyłącznie pod kątem snutej opowieści byłby to zwykły średniak, ale zdecydowanie winduje go jego warstwa audio-wizualna. Nawet dla samego tylko spektaklu można sobie na niego zerknąć w jakiś nudny, mroźny wieczór. Przydałoby się ściąć mu chociaż z pół godziny czasu projekcji, jako że ponad 120 minut to zdecydowanie za dużo na taką historię, ale da się go w miarę bezboleśnie obejrzeć. Nie polecam, ale i nie odradzam.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Atuty

  • Świetnie wygląda;
  • Dobrze brzmi;
  • Blacha jest całkiem zabawny/a

Wady

  • Oklepana i szalenie wtórna historia;
  • Nijacy bohaterowie;
  • Równie nieudany czarny charakter;
  • Za długi (miejscami dłuży się niemiłosiernie)

"Space Sweepers" to podobno pierwszy kosmiczny blockbuster w historii Korei. Cóż. Mało komu wychodzi dzieło sztuki już przy pierwszym podejściu.

6,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper