Hyde Park - Ile godzin trwała Twoja najdłuższa sesja z grą i jaki to był tytuł?
Pewnie każdy gracz to zna. Nieodparte pragnienie snu, które jednak skutecznie wypiera chęć grania. Jeszcze tylko jedna misja, jeden mecz, jeszcze pół godzinki i idę spać. W tym tygodniu pytamy ile czasu trwała Wasza najdłuższa sesja z grą.
Drugą taką sesję pamiętam już z czasów PS2 i gry Dragon Quest VIII. Zacząłem grać rano, a skończyłem gdy świtało następnego dnia. Pamiętam, że byłem bardzo sfrustrowany tym, iż muszę iść spać, bo spędzałem akurat czas w kasynie i bardzo się wkręciłem w pomnażanie majątku. Ostatecznie zasnąłem z padem w ręku i tu najciekawsze - śniło mi się, że dalej jestem w tym kasynie. Świetnie mi szło i zdobywałem masę ciekawych przedmiotów. Zbudził mnie kilka godzin później kot, a ja odzyskując świadomość trzymałem cały czas zdobyte przedmioty chcąc przenieść je do realnego świata. Obudziłem się jeszcze bardziej sfrustrowany poniesioną stratą...
Najwięcej czasu na jednym posiedzeniu spędziłem przy... Minecrafcie! Gdy panował na niego największy szał, a nawet niszowe polskie serwery wypełnione były po brzegi, zagrywaliśmy się z przyjacielem (Kamo, pozdrawiam!) w tryb wojen gildii. Pamiętam, że była jedna sobota, gdzie bez przerwy (jedząc obiad przy klawiaturze) siedzieliśmy od 8 do przynajmniej 22. Czternaście długich godzin, których nie udało mi się i pewnie już nie uda pobić. Pamiętajcie, że choć fajnie jest wsiąknąć w wykreowane światy, to warto robić sobie przerwy. Zdrowie nie zawsze można przywrócić miksturką!
Tak leciały godziny, że dopiero po jakiś 9 zorientowałam się, że trzeba do łazienki... A później szybko grałam dalej :wink: W sumie wyszło około 13 godzin za jednym posiedzeniem i zostawieniem sobie kilku godzin na sen. Tak, Don't Starve ze swoim niezobowiązującym, nieco zabawnym, ale i mrocznym klimatem oraz przystępnym gameplayem wciągnęło mnie później na całkiem długie godziny, bo pamiętam, że cały następny tydzień należał do tej gierki. I choć często lubię robić sobie dłuższe sesje, to obecnie, z racji tego, że to głównie sesje wieczorno/nocne, kończę je po kilku godzinach śpiąc z padem w ręku :)
Raz, aby dostać pozwolenie na ich zakup, a dwa, aby dorobić się odpowiedniego zaplecza finansowego. Samo latanie największymi ze statków wiąże się także z ich ubezpieczeniem o kwotach nierzadko przewyższających zakup niejednego mniejszego wehikułu. Po kilku, kilkunastu godzinach latania, w godzinach bliżej porannych niż nocnych, po kilku dobrych szklankach stosownego trunku, z oczami na zapałkach… taki statek wlatując do stacji rozbiłem. Federal Corvette, bo tak się ten model zwał, podczas powrotu z walk na niskim poziomie pancerza i z szeregiem uszkodzeń nie przetrwał podejścia do lądowania na jednej ze stacji gdzie miałem dokonać napraw i uzupełnień w amunicji. Parę dni potem gry odpalać mi się już nie chciało, a długi maraton miast nagrodzić mnie satysfakcją z zabawy sprawił u mnie stan niemalże “growej depresji”. Podsumowując - odradzam maratony tak sobie jak i Wam. Lepiej, w szczególności dobre pozycje, przyjemność sobie dawkować z odpowiednią ilością przerw, najlepiej na świeżym powietrzu.
Drugą grą przy której miałem wielogodzinną sesję, było Metal Gear Solid V:The Phantom Pain na PS3. Kupione w dniu premiery, bardzo wciągnęło, podobnie jak kiedyś wyżej wymieniony Spyro. Swego czasu, były tam różne eventy od Konami, gdzie można było dostać pierdoły, np odznakę w kolorze brązowym, srebrnym i złotym. Jakoś tak zauważyłem, że w jednym rankingu idzie mi zadziwiająco dobrze a moja pozycja zmienia się na coraz wyższą po każdej zajętej bazie w FOB(takie wrogie bazy, których przejęcie dawało korzyści w postaci surowców). No to zacząłem grać jak szalony, żeby dostać się do pierwszej dziesiątki. Tego dnia żona poszła rano do pracy, a ja jak zacząłem wtedy od 7 rano, tak do 23 non stop przechodziłem tę samą bazę, już znałem rozkład całej na pamięć, gdzie byli wrogowie itd. Co któryś raz tylko zerkałem w ranking a on się zmieniał na moją korzyść.
Mechaniczne granie załączyło się około popołudnia, kawa za kawą wypijana a ja lecę w rankingu. Ostatecznie do pierwszej dziesiątki nie dotarłem, jakoś lepsi ode mnie mimo wszystko szybciej przychodzili bazy, więc byłem w okolicach miejsca 11-15. Ale srebro było zdobyte. Potem nastąpiło odstawienie MGSV i odwyk. Wtedy było to fajne i się nakręciłem. Dziś bym tego nie powtórzył, za bardzo męczy taki wyścig za wirtualnymi rzeczami. Teraz sesji nie mam, robię znacznie częściej przerwy. Owszem, wtedy było to fajne, teraz mnie męczy, więc gram bardziej dla relaksu.
Przeczytaj również
Komentarze (93)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych