Comix Zone
998V
Comix Zone: Splinter Cell Echoes
W większości przypadków, komiksy bazujące na dowolnym motywie i dorobku uniwersum gier wideo nie stanowią dla mnie wielkiego przedmiotu pożądania. Docierające do naszego kraju głównie w postaci dodatku do wszelkiej maści edycji kolekcjonerskich, podczas lektury spełniają zazwyczaj tylko i wyłącznie powierzone im zadanie - wprowadzają w świat przedstawiony i klimat gry, nie pozostawiając po sobie wiele więcej.

Dalsza część tekstu pod wideo
Dokładnie taki był zeszyt dołączony do drugiej części przygód Cole’a MacGratha, Mass Effect: Odkupienie, czy też zamknięta w komiksowych kadrach historia z Driver: San Francisco. Na całe szczęście, zdarzają się i wyjątki od tej niewesołej reguły, a Splinter Cell: Echoes jest właśnie jednym z nich.
Wybrane okazje dla Ciebie
Konsola ULANZI Stream Deck D200
0 zł
Kup teraz
379 zł
Biurko MAD DOG GD600K Czarny + Fotel MAD DOG GCH710K Czarny
-20.98 zł
Kup teraz
1279 zł
Figurka FUNKO God of War Pop Up Parade Atreus
0 zł
Kup teraz
199.99 zł
Figurka FUNKO Pop Ted Lasso Roy Kent
0 zł
Kup teraz
69.99 zł
Stworzony przez trójcę w postaci Nathana Edmondsona, Marca Laminga i Iana Herringa komiks na długo przed otwarciem i zagłębieniem się w opowiadaną przez siebie historię zdołał wywrzeć na mnie całkiem pozytywne wrażenie, a wszystko to za sprawą naprawdę pięknej i usztywnionej okładki, jak i zgrabnie leżących w łapach, 95 stron formatu A4. W całość butami standardowo władował się i sam Ubisoft, przy okazji dwustronicowej przedmowy opowiadając nam co nieco o swojej miłości do przenoszenia znanych scenariuszy i historii pomiędzy różnymi formami artystycznego przekazu, bawiąc się tym samym i wykorzystując ich unikatowe strony w temacie opowiadania historii i budowania samej narracji. I chociaż ciężko jest mi w tym miejscu z czystym sumieniem stwierdzić, iż sztuka ta w pełni udała im się przy okazji komiksowej wersji Splinter Cella, na pewno nie sklasyfikowałbym Echoes jako całkowitą porażkę na tym polu.


Przedstawiona tu historia to całkiem ładnie wykonany, aczkolwiek pędzący nieco w zbyt szybkim tempie pociąg, przewożący nas poprzez fabularną lukę pomiędzy Splinter Cell: Conviciton a najnowszym Blacklist. Emerytowanego, pozbawionego piątej wolności i nie służącego już rządowi USA Sama zastajemy początkowo w gruzińskiej sali tortur, w której to nieznany jeszcze typ mści się za nasze akcje dokonane na terytorium tego kraju w pierwszej części dochodowej serii francusko-kanadyjskiego studia. Na odpowiedź kim jest nasz oprawca i jakim to cudem Fisher władował się w takie szambo przyjdzie nam niestety jeszcze poczekać, bo w chwilę później Sam wraca do koszenia trawnika i zajadania kanapki przygotowanej mu przez jego córkę Sarę. Dynamiczny opening okazuje się być jedynie krótką wstawką z przyszłości, do której to jednak nasza wesoła lokomotywa jeszcze dotrze, po drodze przedstawiając nam takie postaci jak znana i (nie)lubiana Anna Grímsdóttir, Victor Coste czy świeży dla tego uniwersum Charlie Cole. To, że nasz Samuel Rybak długo w stanie spoczynku nie pozostanie, żadną tajemnicą chyba już nie jest?
Największą fabularną zaletą Splinter Cell: Echoes jest jego sposób przeplatania scen opierających się na czystej akcji, a daniu głównym opisywanego zeszytu, a więc powracających i gnębiących Sama wydarzeń z zakończonej kariery. Należy bowiem zrozumieć, iż Echa to nie komiks o walce najlepszego agenta Trzeciego Eszelonu z terrorystami, ale przede wszystkim z samym sobą - z emeryturą i towarzyszącej jej nudą, nieumiejętnością przystosowania się do normalnego życia, z koszmarami i najróżniejszymi demonami przeszłości, w postaci zdrad czy kłamstwie o śmierci jego córki. To właśnie ten element, w duecie z naprawdę mogącą się podobać kreską i stylem graficznym, stanowi o największej sile Echoes - na pozostałych płaszczyznach zdarzają się już pomniejsze wpadki.

Najgrubszą szpilę wbijam w motyw przedstawiania zbyt wielu informacji w jednym kadrze, co ostatecznie doprowadza do sytuacji, w której pełna szczerości i głębokiego uczucia rozmowa ojca i córki upchana zostaje w niemalże jedno „okienko”, sprowadzając liczbę ekspresji postaci do poziomu figur woskowych. Niezrozumiała jest dla mnie również panująca w komiksie „cisza” – o ile takie odgłosy jak dzwonek do drzwi czy sygnał uruchomionego noktowizora zostały tutaj zwizualizowane, wszelkie wymiany ognia czy wybuchy całkowicie już pominięto. Osobna kwestia to wykonany nieco po macoszemu przekład – polskiej wersji doczekały się tylko dialogi (przełożone dodatkowo przy użyciu Najzwyklejszej Czcionki Świata, cała reszta zaś, jak wstęp czy informacje o aktualnym miejscu wydarzeń, pozostawiono w języku Szekspira. Całość pozostaje jednak bez błędów językowych czy stylistycznych, koniec końców i tak zaskakując swoją obecnością – mówimy przecież o komiksie z kolekcjonerki.

Najgrubszą szpilę wbijam w motyw przedstawiania zbyt wielu informacji w jednym kadrze, co ostatecznie doprowadza do sytuacji, w której pełna szczerości i głębokiego uczucia rozmowa ojca i córki upchana zostaje w niemalże jedno „okienko”, sprowadzając liczbę ekspresji postaci do poziomu figur woskowych. Niezrozumiała jest dla mnie również panująca w komiksie „cisza” – o ile takie odgłosy jak dzwonek do drzwi czy sygnał uruchomionego noktowizora zostały tutaj zwizualizowane, wszelkie wymiany ognia czy wybuchy całkowicie już pominięto. Osobna kwestia to wykonany nieco po macoszemu przekład – polskiej wersji doczekały się tylko dialogi (przełożone dodatkowo przy użyciu Najzwyklejszej Czcionki Świata, cała reszta zaś, jak wstęp czy informacje o aktualnym miejscu wydarzeń, pozostawiono w języku Szekspira. Całość pozostaje jednak bez błędów językowych czy stylistycznych, koniec końców i tak zaskakując swoją obecnością – mówimy przecież o komiksie z kolekcjonerki.
W świetle tego stanu rzeczy, Echoes to nie tylko prawdziwa gratka dla wszystkich fanów Fishera i s-ki, ale i również całkiem atrakcyjna pozycja dla entuzjastów rysowanych historii w ogóle. Charakterystyczna dla serii sygnowanych imieniem i nazwiskiem Toma Clancy’ego polityczno-sensacyjna nawijka trzyma tutaj naprawdę wysoki poziom, dostarczając rozrywki nawet tym, którzy z trzema zielonymi punktami ukrytymi w mroku nie bardzo się znają. Problemem może być tu jedynie dostępność – jak na razie Echa występują w naszym kraju wyłącznie jako element Splinter Cell: Blacklist – The 5th Freedom Edition, o której to więcej poczytać możecie dokładnie tutaj.
Robert Matuszak
Robert Matuszak
Źródło: własne
Przeczytaj również
Gry
9895V
79
Gry
9895V
79
Idziesz do Żabki a tam... Resident Evil. Nietypowy marketingowy pomysł polskiego oddziału Capcom
01.03, 15:45
Gry (plotka)
9396V
104
Gry (plotka)
9396V
104
Nowy God of War z pierwszymi szczegółami! ZASKAKUJĄCA BOHATERKA, ROK PREMIERY i ZMIANA
Wczoraj, 05:48
Filmy/seriale
8170V
4
Filmy/seriale
8170V
4
Netflix przejął GENIALNY serial! Widzowie zobaczą 151 odcinków
Wczoraj, 06:17
Gry
5817V
67
Gry
5817V
67
To ma być moc sztucznej inteligencji? Trwa software'owa kompromitacja NVIDIA
Wczoraj, 12:31
Filmy/seriale
5631V
23
Filmy/seriale
5631V
23
TVN w rękach Paramount? Szef Netflixa mówi wprost: "polityczna presja"
Wczoraj, 10:08
Gry
5545V
18
Gry
5545V
18
Wielki powrót graczy do rywala Forza Horizon! Najniższa cena od premiery i mocne nowości
Wczoraj, 10:33
Komentarze (10)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych