Notatnik śmierci. Pierwsze recenzje nie napawają optymizmem
Notatnik śmierci już w tym tygodniu zadebiutuje na platformie Netflix. W sieci ukazały się właśnie recenzje tego filmu i niestety nie zwiastują one dobrej adaptacji kultowej mangi.
Pierwsze recenzje filmu Adama Wingarda sugerują, że tak jak wielu się spodziewało, Notatnik śmierci jest kolejną niezbyt udaną adaptacją anime.
A co twórcy oryginału sądzą o adaptacji Netfliksa?
Amerykańska wersja opowieści rozgrywa się w Seattle, głównym bohaterem jest Light Turner (Nat Wolff), genialny nastolatek, który podobnie jak w oryginale, otrzymuje notatnik dający jego posiadaczowi moc umożliwiającą zabicie każdego, kogo nazwisko zostanie w nim zapisane.
Podobnie jak w przypadku Ghost in the Shell, recenzje Notatnika śmierci sugerują, iż filmowi nie udało się zaadaptować materiału źródłowego w spójny sposób, ponadto obrazowi brakuje jakichkolwiek świeżych i innowacyjnych pomysłów. Krytycy podkreślają również, iż o ile Ghost in the Shell w udany sposób przeniósł otoczenie i świat oryginału, Notatnik poległ i w tej kwestii, a cała historia w USA nie rezonuje w taki sam sposób, jak oryginał w Japonii.
Notatnik śmierci to jednak nie tylko elementy nieudane. Recenzenci chwalą Willema Dafoe w roli Ryuka – boga śmierci, który przekazuje Lightowi notatnik. Część krytyków podkreśla również, iż Wingardowi udało się wykreować ciekawą atmosferę horroru/dreszczowca. Z recenzji wyłaniają się również opinie, iż film może zyskać w oczach ludzi, którzy z oryginałem nie są zaznajomieni. Ci, którzy są fanatykami mangi i anime, zachwyceni raczej nie będą.
Premiera Notatnika śmierci już 25 sierpnia.