Growe rozterki - grać czy spać?
Jeśli przez głowę, kiedykolwiek przeszło ci pytanie zawarte w tytule poniższego wpisu, to zapewne albo wcześnie rano chodzisz do pracy, albo bardziej prawdopodobne - jesteś rodzicem. Czujesz podskórnie, że pasja nie powinna nigdy wygasać, a na pewno nie wskutek życiowych perturbacji związanych z przyjściem potomka na ten łez padół. Jak zatem pogodzić to, co kochało się od dzieciństwa, z tym, co - a raczej kogo - kocha się od niedawna? Czy w ogóle istnieje szansa, by beztrosko spędzać czas, oddając się swojemu hobby w takim stopniu, jak bywało to drzewiej? Jedno jest pewne, do beztroskiego, kilkugodzinnego i nieposkromionego klikania w przyciski klawiatury lub pada, wrócisz może za kilkanaście lat.
Zabrzmiało dystopijnie? Tak miało zabrzmieć, bo choćby skały defekowały, to w pierwszych latach rodzicielstwa nie będziesz w stanie wygospodarować takiej ilości czasu, jaką rzeczywiście chciałbyś poświęcić na swoją pasję - koniec i kropka. Tylko odpowiedzmy sobie na jedno pytanie, kto z nas, graczy po trzydziestce i niemieszkających z rodzicami może pozwolić sobie na takie frykasy? Dorosłe życie już dawno wymusiło na nas sztukę kompromisu, czy to na płaszczyźnie relacji partnerskiej, czy to pracowniczej lub jak to zazwyczaj bywa - w obydwu przypadkach jednocześnie. Czasy, gdy w piątek po szkole rzucało się plecak w kąt i do niedzielnego popołudnia kończyło jakiś szlagier "na raz" minęły bezpowrotnie (chociaż jeśli zdrowie i ZUS pozwoli, to na emeryturze może powrócą).
Podstawą do akceptacji tego stanu rzeczy jest skuteczne przewartościowanie sobie piramidy potrzeb. Uzmysłowiłem to sobie tuż po powrocie ukochanych dziewczyn ze szpitala położniczego. W moim przypadku nawet potrzeby jedzenia i picia zeszły na dalszy plan - pragnąłem się tylko wyspać. Nie miałem komfortu w postaci karmiącej piersią mamy, gdyż ze względu na problemy laktacyjne musieliśmy od samego początku posiłkować się mlekiem modyfikowanym, a to odebrało mi jakikolwiek argument, by w nocy nie wstawać z żoną naprzemiennie do młodej latorośli.
Połączenie pracy ze snem i rodzicielstwem było dla mnie największym wyzwaniem. Przez pierwsze miesiące jeszcze jakoś próbowałem łączyć wszystko, ale niestety potrzeby wyższego rzędu wygrały i pierwszy rok poświęciłem głównie na regeneracje w nielicznych wolnych chwilach.
Pasji pomogły przetrwać handheldy i 40-minutowe dojazd do pracy komunikacją miejską. Chwała Nintendo za Switcha, który chyba jako ostatni przedstawiciel tej formy rozrywki jest jeszcze w miarę kompaktowy i pozwalający komfortowo wyciągnąć go z plecaka, by nie ranić przypadkowych osób postronnych. Szybka możliwość włączenia i zamrożenia gry okazała się zbawienna. Przeszedłem w ten sposób kilka Marianów, Metroidów oraz niezliczoną ilość indyków. Często przepuszczałem dwa pełne ludzi tramwaje, by w trzecim zalec na siedzeniu i zanurzyć się w wirtualnych światach. Niejednokrotnie przez to wpadłem w pułapkę - dostrzegając na tyle szereg wolnych siedzeń w zatłoczonym jednowagonowym cudzie techniki wpadałem zziajany ostatnimi drzwiami, jak dzik w żołędzie, by wyskoczyć kolejnymi jeszcze na tym samym przystanku. Bomby żulowe powinny zostać zakazane. Przestrzegam wszystkich przed taką sprytnie przygotowaną zasadzką.
Dzisiaj kończę ten tekst prawie po roku od postawienia pierwszego znaku. Jestem ojcem wspaniałej trzylatki, która zaczyna dawać mi trochę fory. Mogę już usiąść w słuchawkach na uszach i skupić się na czymś innym niż zabawa klockami. Mogę pograć w Snufkin: Melody of Moominvalley i w Donkey Kong Bananza, powoli, lecz odpowiedzialnie wprowadzam młodą w elektroniczny świat, którego przecież i tak nie uniknie. Nie jestem zwolennikiem dawania telefonów i rzucania bezproduktywnych i ogłupiających bajek, ale nie uważam, że pokazywanie spokojnych gier wypełnionych baśniową muzyką to zło w czystej postaci prowadzące do szeregu zaburzeń w przyszłości.
Byłoby dłużej i bardziej analitycznie, więcej anegdot bym tu rzucił, pożalił się troszeczkę, ale czas zbudować Ruchomy zamek Hauru z Duplo. Walczcie o swoją pasję i nie pozwólcie jej zgasnąć.